Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka z pasją. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka z pasją. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Czy w Zamościu i na Roztoczu jest bezpiecznie?

Z przesympatyczna grupą turystów na schodach Zamojskiego Ratusza
 Właśnie mamy półmetek tegorocznych wakacji, a ja nieustannie i wciąż zapraszam Was na wspólne wycieczki po Zamościu i Roztoczu. Jako przewodnik, o niczym innym nie marzę jak dzielić się z Wami swoją wiedzą o tym pięknym zakątku naszego kraju. Pomóżcie sobie i mi spełnić marzenia. 

Niestety z przykrością musze stwierdzić, podsumowując pierwszą część sezonu turystycznego, że nie należy on do zbytnio udanych jeżeli chodzi o liczbę odwiedzających nasz region turystów. Podobny spadek zaobserwowali również inni pracujący w branży. Mowa tutaj o restauratorach, hotelarzach i wszystkich tych, którzy związali swoje życie z turystyką. Nie to bym narzekał, bo mam to szczęście, że do mnie na zwiedzanie trafiają NAJLEPSI turyści (i za to im z całego serca dziękuję) jednak chyba warto zastanowić się jaka jest przyczyna zmniejszenia ruchu turystycznego w naszym mieście i regionie.
Złożyło się na to na pewno wiele czynników, takich jak chociażby umożliwienie, po dwóch latach pandemii, wyjazdów zagranicznych, z których skorzystała część turystów. Przyczynił się do tego również kryzys gospodarczy spowodowany szalejąca w ostatnich miesiącach inflacją. Jest jednak jeszcze jeden aspekt, o który często mnie pytają turyści, którzy planują przyjazd do Zamościa. A mianowicie bezpieczeństwo. Wszystko oczywiście przez bliskość granicy z uwikłaną w wojnę Ukrainą. Ostatnio miałem pytanie telefoniczne od Pana, który dzwonił z zachodniej Polski i pytał czy bezpiecznie jest przyjechać z dziećmi w nasze strony?
Odpowiadam zatem zarówno, temu bardzo sympatycznemu Panu, jak i innym turystom obawiającym się o swoje bezpieczeństwo, że w Zamościu i na Roztoczu jest tak samo niebezpiecznie, a może raczej bezpiecznie, jak w miejscowościach, z których planują do nas przyjechać. A to chociażby przez to, że w dzisiejszych konfliktach odległości mają o wiele mniejsze znaczenie niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Nie trzeba być ekspertem z dziedziny wojskowości aby stwierdzić, że tak samo zagrożone jak Zamość i Roztocze są centralne, czy nawet zachodnie tereny naszego kraju. Na stan naszego bezpieczeństwa związanego z konfliktem zbrojnym w Ukrainie na pewno nie wpłynie to, czy będziemy podróżować wzdłuż naszej wschodniej granicy, czy zachodniej. 
Zapraszam wiec jeszcze raz do zwiedzania. Pozostał jeszcze miesiąc wakacji (dla szczęśliwców jeszcze nawet dwa) i warto zaplanować już dziś swój przyjazd w nasze piękne i gościnne strony... Jak to zrobić? Nic prostszego! Chwyć już teraz za telefon i zadzwoń lub napisz maila, do mnie! Dane kontaktowe znajdziesz TUTAJ  I zarezerwuj termin swojego wymarzonego pobytu w Perle Renesansu i na nieco "dzikich" szlakach Roztocza. 

piątek, 1 stycznia 2021

Szczęśliwego Nowego Roku 2021!!!

 Moi Kochani!!! 

Życzę Wam, by rozpoczynający się 2021 rok był rokiem zrealizowanych marzeń zarówno tych osobistych jak i turystycznych, wielu spotkań podczas wspólnych wędrówek. 

Szczęśliwego Nowego Roku!

wtorek, 10 listopada 2020

Stuknęła nam "Piąteczka" - czyli "drewniana" rocznica założenia bloga.

Nad Stawami Echo w Roztoczańskim Parku Narodowym - fot. Anna Siedlikiewicz

 W ostatnich dniach minęło 5 lat od czasu kiedy po raz pierwszy spotkałem się z Wami na łamach mojego osobistego bloga "Turystyka, Pasja, Przygoda". W moim pierwszym wpisie napisałem o misji mojego bloga w ten o to sposób: "Chciałbym w tym miejscu dzielić się z Wami relacjami z moich wycieczek, wydarzeń w których biorę udział, informacjami i zdjęciami z miejsc które odwiedzam. W swoich wpisach będę poruszał zarówno tematy bieżące jak również będę powracał do historii ze „starych, dobrych czasów”. Mam nadzieję, że Wam się spodoba! Jak pisał Edward Stachura „Wędrówką życie jest człowieka” – zapraszam więc do wspólnej wędrówki." Myślę, że chociaż w części, udało mi się ten cel osiągnąć. Oczywiście nie w pełni, bo to moje pisanie jest dosyć niesystematyczne i nieco chaotyczne i nie o wszystkim udało mi się tutaj napisać, ale to tylko przez to, że jak zwykle czasami brakuje mi czasu. Widać to głównie w ścisłym sezonie turystycznym, kiedy to jestem miej aktywny "blogowo".

Roztoczański Park Narodowy - fot. Anna Siedlikiewicz

Teraz troszkę podsumowań. Przez te pięć opublikowałem na blogu 182 wpisy o bardzo różnej tematyce. Niektóre cieszyły się dużym zainteresowaniem ze strony czytelników inne nieco mniejszym, ale za wszystkie "odwiedziny" i wszelkie miłe słowa bardzo Wam Serdecznie Kochani dziękuję. Przez to pięciolecie stuknęło mi blisko 83 000 wyświetleń. Może to nie jest zbyt imponująca liczba, ale mnie ona bardzo cieszy i motywuje do dalszego dzielenia się z Wami moimi przeżyciami, wspomnieniami, planami na przyszłość. W końcu jestem tylko amatorem, a nie profesjonalnym "blogerem" i piszę również po to by w wolnych chwilach wracać wspomnieniami do miejsc, wydarzeń, ludzi... blog traktuję również jako pewnego rodzaju pamiętnik.

Na rozstajnych drogach - fot. Tomasz Banach

Zapytacie jakie mam plany na przyszłość? Na pewno będę się starał nadal robić to co kocham, a mianowicie pracować dalej jako przewodnik turystyczny, dalej zwiedzać, dalej dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, doświadczeniami. marzę o tym by zebrać grupę ludzi, którzy tak jak ja połknęli bakcyla turystyki pieszej, rowerowej, kajakowej, by wspólnie wędrować po drogach i bezdrożach nie tylko naszego pięknego regionu lubelskiego. Zaczątek już mam. Teraz większość wycieczek odbywamy razem z moją Anną. mam nadzieję, że na dobre zarażę ją turystyką, bo jest jeszcze tyle wspaniałych miejsc które chciałbym zobaczyć z Anią właśnie. Wierzę, że się uda!

Tymczasem zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na moim blogu i do tego by polecić go swoim znajomym. Zapraszam również na wspólne wycieczki po Zamościu i Roztoczu. Pandemia przecież kiedyś musi się skończyć, a wówczas z nową energią wyruszymy razem odkrywać nieznane.

Pozdrawiam
Wasz Przewodnik Tomasz

wtorek, 12 maja 2020

VI Turystyczna Majówka w Zamościu - tym razem (na razie) wirtualnie.


Ratusz w Zamościu
Zamojski Ratusz (2020) - fot. Tomasz Banach
W tym roku (9 maja) mieliśmy się osobiście spotkać na zwiedzaniu w ramach VI Turystycznej Majówki w Zamościu organizowanej przez nasze Stowarzyszenie Turystyka z Pasją. Niestety sytuacja związana z epidemią zmusiła nas do przyjęcia innej formy majówkowego spędzania czasu. Wychodząc na przeciw Naszym Kochanym Turystom, którzy tak licznie w poprzednich edycjach brali udział w Majówce, postanowiliśmy (na razie przynajmniej) przenieść zwiedzanie do internetu. W ten sposób powstał cykl amatorskich filmików, które prezentowaliśmy na naszym kanale you tube od 1 do 9 maja, gdzie mogliście nie tylko zobaczyć ciekawe miejsca związane z "Miastem Idealnym", ale także posłuchać ciekawych historii związanych z Zamościem prezentowanych przez przewodników - członków naszego Stowarzyszenia: Dominikę Lipską, Jacka Bełza, Grzegorza Łapińskiego, Rafała Maśnego oraz mojej skromnej osoby. Teraz postanowiłem zebrać je w jedną całość i zaprezentować je Wam w pigułce na moim blogu. Zapraszam do oglądania!

W premierowym filmiku Dominika zapowiada VI Turystyczną Majówkę online i zapowiada osobiste spotkanie z turystami po ustaniu epidemii.


W drugim filmiku Grzegorz opowiada nam o tajnikach szlacheckiego stroju z przełomu XVI i XVII wieku oraz zdradza nam gdzie produkowano najdłuższe szlacheckie pasy.


Trzeci filmik to zaproszenie na Wystawę Strojów Historycznych "Koronki, tiurniury, aksamity..." prowadzonej przez nasze Stowarzyszenie. Dominika opowiada o eksponatach jakie można na niej zobaczyć podczas zwiedzania.


W czwartym filmiku wystąpiłem ja... i to z miejsca na co dzień niedostępnego dla turystów, czyli z Tarasu Widokowego Zamojskiego Ratusza. Ta atrakcja, dzięki władzom naszego miasta jest zawsze nie lada gratką wśród uczestników naszej Turystycznej Majówki w Zamościu.


Piąty filmik nagrał dla Was Jacek by przybliżyć historię miejsca nieco zapomnianego w Zamościu, ale bardzo atrakcyjnego. Co to za miejsce? Przekonajcie się sami.


Główna rola w szóstym filmiku należała znowu do mnie... A raczej do Trasy Turystycznej w Bastionie VII. W mundurze 2 Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego opowiadam Wam historię związaną z jednym z oblężeń Twierdzy Zamojskiej.


Siódmy film to dzieło naszej prezes Dominiki. Zamość to nie tylko zabytki, ale i ludzie związani z tym miastem i regionem. W kolejną rocznicę śmierci przypomniała nam w swojej produkcji postać zapomnianego Twórcy Niepodległości Maurycego Zamojskiego. 


Ósmy filmik to dzieło Naszego Grzegorza. Opowiada on o umocnieniach Zamojskiej Twierdzy, której jest jedyny zachowany w tak dobrym stanie kojec... W kojcu można zobaczyć największą makietę Miasta Idealnego.


Ostatni, dziewiąty film to profesjonalna produkcja naszego nadwornego Kozaka Rafała. W jakże pomysłowy i zabawny sposób przedstawia on nam jedną z zamojskich legend. Którą..? Obejrzyjcie i zobaczcie sami.


Mamy nadzieję, że zaprezentowane filmy zachęciły do przyjazdu do Zamościa Was do uczestnictwa w Turystycznej Majówce. Jak tylko sytuacja epidemiczna na to pozwoli, to zorganizujemy dla Was kolejną już VI edycję naszego wydarzenia. Teraz w oczekiwaniu na ten moment przygotowujemy się do rozpoczęcia sezonu turystycznego w nieco ograniczonej formie. Jakiej? Szczegóły podamy już niebawem. A tym czasem trzymajcie się cieplutko i do zobaczenia.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Z cyklu "Ciekawe miejsca" - Rezerwat Hubale

Suseł Perełkowany - fot. Krzysztof Kurzępa (zdjęcie za zgodą autora)
Kolejny dzień pięknej wiosennej pogody. Rankiem jeszcze troszkę marcowego chłodu, ale tuż po południu mogłem wyruszyć na kolejny dzień rowerowej wędrówki po Trasie Rowerowej Gminy Zamość. Tym razem, wybrałem krótką przejażdżkę do Rezerwatu Hubale.
Wyruszyłem z Rynku Wielkiego w kierunku miejscowości Płoskie. Tam nieopodal stacji paliw skręciłem w lewo by następnie mijając po prawej tereny Aeroklubu Zamojskiego z lotniskiem skręcić prawo i przejechać przez miejscowość Mokre. Samo lotnisko, tego dnia nieco opustoszałe. Kilka płatowców i szybowców :wygrzewało" się w wiosennym słońcu. Dalej przez miejscowość, po płaskim terenie Padołu Zamojskiego przejechałem jeszcze kilkaset metrów. By po lewej stronie drogi ujrzeć piękną przydrożną kaplicę.
Kaplica św. Antoniego w Mokrem - fot. Tomasz banach
Jak czytamy na tablicy informacyjnej ustawionej w obrębie kapliczki: "Neogotycka kaplica pod wezwaniem św. Antoniego została wybudowana w 1905 roku z fundacji Marii i Jana Lipczyńskich - dzierżawców folwarku wchodzącego w skład Ordynacji Zamojskiej. Grunt pod kapliczkę podarował mieszkaniec Mokrego Marcin Łyś, syn Kazimierza, z żoną Anielą.
Kaplicę wzniesiono na planie prostokąta. Ceglane, oskarpowane elewacje udekorowano fryzem arkadowym. Dwuspadowy dach zwieńczono schodkowymi szczytami. W jednej z wieżyczek znajduje się dzwon, którego głos zwoływał mieszkańców na nabożeństwa majowe. W niszy w szczycie kaplicy widnieje figura św. Antoniego trzymającego na lewym ręku Dziecię Jezus, w prawym kwiat lilii - symbol czystości. Wewnątrz, w centralnej części kaplicy, znajduje się obraz św. Antoniego z Dzieciątkiem Jezus oraz figurka i obrazy religijne ofiarowane przez mieszkańców. 
W niszy kaplicy widoczna figura św. Antoniego - fot. Tomasz Banach
Takie przedstawienie Świętego nawiązuje do opowieści przypisywanej hrabiemu Tiso, właścicielowi dóbr Camposampiero. Według tej opowieści hrabia, przyjaciel św. Antoniego, zaprosił go na odpoczynek do swoich włości, po tym jak Święty w ciągu Wielkiego Postu przez 40 kolejnych dni głosił w Padwie kazania. Gospodarz często odwiedzał swojego gościa. Pewnego razu, zaglądając do pokoju przyjaciela, ujrzał jak niezwykłej piękności Dziecię uśmiecha się i przytula do Świętego. Było to Dzieciątko Jezus. Hrabia szybko usunął się, ale Święty zorientował się, że Tiso widział Dzieciątko, poprosił by nikomu nie mówił co zobaczył. Hrabia dopiero kilka lat po śmierci św. Antoniego, czując się już zwolnionym z przyrzeczenia, opowiedział o tym zdarzeniu. Święty wypraszał ludziom liczne łaski i cuda za życia na ziemi, a jeszcze więcej po swej śmierci. Jest patronem sierot, więźniów, rozbitków, bezpłodnych kobiet, poborowych, ceramików, posłańców. Patronuje wszystkiemu co warto odnaleźć. Jest wzywany przez wiernych, by odnaleźć zagubione lub ukradzione rzeczy, a także w przypadku bezpłodności w małżeństwie.
Widok na Rezerwat Hubale od strony lasu - fot. Tomasz Banach
Na wyposażeniu kaplicy jest krucyfiks ofiarowany przez Stefanię Lipczyńską w 1906 roku. Po południowej stronie kaplicy znajdziemy figurę z piaskowca z wyrytą inskrypcją "Boże błogosław nas 1936 r.". Została ona uszkodzona przez niemieckiego okupanta podczas II wojny światowej. Kaplicę otacza kamienny mur z żelaznymi, dekoracyjnymi elementami, wykonanymi przez mieszkańców w latach 90-tych XX wieku. W 2018 roku został ukończony remont kaplicy przeprowadzony w ramach funduszu sołeckiego sołectwa Mokre". 
Po obejrzeniu i "obfotografowaniu" kapliczki siadłem z powrotem na rower i pojechałem w kierunku Rezerwatu Hubale. Tu przyszedł czas na kolejną przerwę w podróży. Ten rezerwat zawsze szczególnie mnie pociągał.  Oddalony o kilka kilometrów od Zamościa, urzeka swoim położeniem na skraju iglastego lasu. Warto wybrać się tam rowerem jak ja, czy zielonym szlakiem pieszym, na krótką kilkugodzinną wędrówkę z centrum Zamościa.
Wczesnośredniowieczne kurhany na Rezerwacie Hubale
- fot. Tomasz Banach
Na ustawionej na granicy rezerwatu tablicy informacyjnej czytamy: "Rezerwat Hubale o powierzchni 35 h, powstał w 1982 roku na gruntach wsi Mokre dla ochrony susła perełkowanego - małego gryzonia z rodziny wiewiórkowatych, wpisanego do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Suseł jest reliktem fauny stepowej występującym w Europie jedynie na południowym wschodzie Wyżyny Lubelskiej. Jego charakterystyczną cechą są białe plamki na futerku. osiąga długość ciała od 18 do 23 cm, a masę od 170 do 360 g. Susły prowadzą naziemny tryb życia. Ich domeną są nory, na których dnie, na głębokości nawet 1 m, znajduje się korona gniazdowa, pełniąca funkcję schronienia przed drapieżnikami i miejsca opieki nad młodymi. Samica susła raz w roku rodzi młode, które przez pierwszy miesiąc życia pozostają w gnieździe pod opieką matki. Potem coraz częściej wychodzą z nory. Kiedy nauczą się samodzielnie zdobywać pożywienie (nasiona i rośliny zielne) matka przestaje się nimi opiekować. Temperatura reguluje procesy życiowe susła. Pod koniec września, najpóźniej na początku października zapada w trwający około 6 miesięcy sen zimowy.
Przerwa na posiłek na łonie natury - fot. Tomasz Banach
Na terenie rezerwatu znajduje się też wczesnośredniowieczne cmentarzysko słowiańskie składające się z 46 kurhanów z VII - IX wieku".
Susła dzisiaj nie udało mi się sfotografować. To bardzo płochliwe zwierzątka, a moje możliwości sprzętowe są znacznie ograniczone. Ale sama świadomość, że gdzieś tam są napawa nadzieją, że następnym razem je spotkam. Po nacieszeniu oka i uspokojeniu skołatanej duszy, przyszedł czas na coś dla ciała. Zjadłem, więc suchy prowiant zabrany ze sobą do lasu. Nawet najzwyklejsza kanapka na łonie natury smakuje wyjątkowo. Tego mnie po zimowym siedzeniu w domu trzeba było. Mam nadzieje, że już niedługo wyruszę w te wszystkie piękne miejsca, by pokazać je swoim turystom. Bardzo za Wami tęsknię Kochani! jednak cały czas pod znakiem zapytani stoi tegoroczny sezon turystyczny i niestety nie mamy na to większego wpływu. Pozostaje jedynie wiara i nadzieją, że niebawem będzie normalnie. Po posiłku wyruszyłem tą samą drogą do Zamościa. Dzień powoli zbliżał się do końca. W zachodzącym słońcu przemierzyłem ostatnie kilometry swojej trasy. 

niedziela, 26 kwietnia 2020

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Z wizytą u św. Romana

Kapliczka św. Romana w Lipsku Polesiu (2020) - fot. Tomasz Banach
W piękny, słoneczny, marcowy dzień postanowiłem rozruszać zastane po zimie kości i wybrać się na rowerową wycieczkę Trasą Rowerową Gminy Zamość  "na skraju Roztocza" - a przynajmniej przemierzyć jej część. Celem "rowerowania" stała się odbudowana po pożarze Kapliczka św. Romana w Lipsku Polesiu. Już od dawna wybierałem się do tego miejsca. Oczywiście bywałem tam wcześniej z moimi turystami, ale po odbudowie jakoś nie było okazji odwiedzić tego miejsca i zobaczyć kapliczki w nowej odsłonie. Przy okazji "pielgrzymki" do Świętego, postanowiłem rozpocząć tegoroczny sezon rowerowy. Jak to każdej wiosny bywa obiecuję sobie zawsze, że będę więcej jeździł i zabierał Was w różne ciekawe miejsca w okolicy. Czy uda mi się to w tym roku? Zobaczymy. Na razie, mimo wyjątkowej sytuacji spowodowanej wirusem, jestem pełen optymizmu i mam zamiar słowa dotrzymać. Tak więc ruszamy w drogę! Szkoda życia na siedzenie na... 
Przed wyruszeniem w drogę - fot. Anna Siedlikiewicz
Wyruszyłem moim starym rowerkiem z Osiedla Zamczysko w kierunku miejscowości Skokówka. Tuż za granicami administracyjnymi miasta skręciłem w lewo, by po kilkunastu minutach przejechać przez pod zamojskie "wsie" Zwódne, Pniówek, Białowola, Lipsko -  Kosobudy, by dotrzeć do celu mojej wycieczki, czyli do lasu w okolicach Lipska - Polesia.  Trasa ma umiarkowany stopień trudności i jest bardzo dobrze oznakowana czerwonymi znakami. Po drodze zatrzymywałem się kilka razy by podziwiać widoki i fotografować przydrożne krzyże i kapliczki. Zabytków na tym odcinku jest bardzo mało, więc skupiłem się na urokach wiosennej przyrody i budzącego się życia. A tereny pogranicza Roztocza Środkowego i Padołu Zamojskiego to bardzo ciekawe krajobrazowo tereny. Piękne widoki, bezkres otaczających nas pól, a w tle, można by powiedzieć na wyciągnięcie ręki zarys roztoczańskich wzgórz. Polecam każdemu "rowerowy spacerek" po tym terenie.
Widok na Zamość - fot. Tomasz Banach
Na jednym z lekkich pofałdowań terenu zatrzymałem się na dłużej, by nacieszyć oko widokiem, położonego w dole Miasta Idealnego Zamościa. niestety mój, lichej jakości, sprzęt fotograficzny nie pozwala mi w pełni oddać uroku tego widoku. Jakże inaczej z tej perspektywy wygląda gród, w którym przyszło mi przez ostatnie lata mieszkać, pracować z moimi Kochanymi Turystami. Jak na dłoni widzimy zarys najpiękniejszych zabytków naszego miasta jak i widok na nowe osiedla zabudowane blokami. Widać z tej perspektywy swoisty dualizm Zamościa łączącego w sobie zarówno 440 letnią historię Miasta - Twierdzy i nowoczesną funkcjonalność miasta powiatowego z nowoczesną zabudową wielorodzinną. Często kiedy z turystami zwiedzam Stare Miasto pytają mnie o liczbę mieszkańców Zamościa i kiedy podaje przybliżona liczbę, moi słuchacze patrzący przez pryzmat staromiejski zastanawiają się gdzie Ci wszyscy ludzie mieszkają. No dobrze, ale wracamy na szlak, by powoli udać się do celu naszej podróży.
Widok z wieży widokowej - fot. Tomasz Banach
Jadąc przez Lipsko Kosobudy, początkowo asfaltową drogą docieramy do miejsca, gdzie nawierzchnia zmienia nam się da gruntową, a wokół zaczyna dominować leśny krajobraz. Do kapliczki jest już całkiem blisko. Zanim jednak odwiedziłem kapliczkę postanowiłem zatrzymać się i wspiąć na położoną na wzniesieniu na skraju lasu wieżę widokową, z której roztacza się cudowny widok na całą okolicę. Tutaj także spożyłem pierwszy w tym roku posiłek na trasie. W terenie apetyt mi się zawsze wyostrza. Zrobiłem kilka zdjęć z wieży, by utrwalić i podzielić się z Wami widokami roztoczańskiej przyrody. tutaj także spotkałem pierwszych turystów, którzy pozdrowili mnie z bezpiecznej odległości. Na szczęście wszyscy odpowiedzialnie podchodzą do zaistniałej sytuacji i obostrzeń związanych z epidemią. To dowód na to, że nawet w tym trudnym czasie, można bezpiecznie uprawiać turystykę indywidualną, czy rodzinną . Trzeba tylko zachowywać zdrowy rozsądek.
Kapliczka św. Romana (2020) - fot Tomasz Banach
Po odpoczynku dojechałem do nowo odbudowanej kapliczki św. Romana. jak czytamy na tablicy informacyjnej ustawionej w pobliżu kapliczki: "Mieszkańcy Lipska Polesia nazywają to szczególne miejsce "Zjawieniem" lub "Miasteczkiem". Drewniana kapliczka została postawiona w 1906 roku na źródełku u stup zalesionego bukowego wzgórza Łysej Góry. Źródełko znane jest z uzdrawiających właściwości, szczególnie w odniesieniu do chorób oczu. W ustnych przekazach zachowało się kilka legend związanych z tym miejscem. Jedna z nich mówi o tym, jak podczas polowania w tej okolicy zabłądził książę. Został on zraniony przez tura, tracił siły, a był bardzo spragniony. Gdy jęcząc przywoływał swoją matkę, okazała mu się ona i nakazała rozgarnąć liście. Pod nimi pojawiło się źródełko. Książę niebawem wyzdrowiał, a na wzgórzu kazał wznieść gród.  
Kapliczka św. Romana (2020) - fot. Tomasz Banach
Inną legendę, zasłyszaną od swojej babci, opowiada 14-letnia mieszkanka Lipska Polesia: Dziedzic Sajkowski posiadał w tej okolicy pastwiska. Gdy strzegący owiec pasterz zachorował, zastąpiła go jego córka. Na stado napadły wilki i pożarły większość owiec. Dziewczynka bardzo płakała, nie wiedząc co robić. Wtedy pojawił się obok niej staruszek i powiedział, że za wzgórzem jest woda, która pomoże jej ojcu wyzdrowieć i tak się stało, że pasterz ozdrowiał. Po latach, gdy jego córka pracowała we dworze, przyszła wiadomość o zjeździe szlachty. Na ten zjazd wybrał się właściciel dworu w Lipsku, ale w tym czasie zachorowało jego małe dziecko. Dziewczyna niewiele myśląc, chwyciła dziecko i pobiegła z nim do znanego sobie źródła i tu nastąpiło uzdrowienie w dniu 9 sierpnia, w uroczystość św. Romana. Odtąd co roku odbywa się przy źródełku uroczysta msza odpustowa. 
Wnętrze nowej Kaplicy (2020) - fot. Tomasz Banach
Źródełko św. Romana notowane jest już w 1854 roku. Odbywały się tu co roku procesje, przybywały pielgrzymki, zdążające do Krasnobrodu. Wodzie ze źródła przypisuje się właściwości lecznicze. Właściwości fizykochemiczne źródła są dobre. Woda jest wolna od bakterii i mieści się w normach międzynarodowych wód przeznaczonych do konsumpcji.
Kapliczka św. Romana jest orientowana, drewniana, konstrukcji wieńcowej. Założona na rzucie kwadratu, s podcieniem z frontu, na dwóch słupach profilowanych. Posadowiona nad źródłem, pierwotnie na palach (kaplica "na wodzie"), od 1976 roku zastąpionych murowanym obudowaniem. Przy ścianie wschodniej znajduje się ołtarzyk z obrazem na blasze, przedstawiającym św. Romana.
Na północny wschód od kapliczki w odległości ok. 300 metrów, odkryto wczesnośredniowieczne grodzisko datowane na IX w. n. e., będące prapoczątkiem Grodów Czerwieńskich. Natomiast w tej samej odległości, na zachód istnieje cmentarzysko kurhanowe z tego samego okresu, liczące 70 kopców".
Leśna droga w okolicach Lipska Polesia - fot. Tomasz Banach
Zamieszczony na tablicy opis jest w części nie aktualny z uwagi na to, że 18 lipca 2017 roku doszło do pożaru, w którym doszczętnie spłonęła, wpisana do rejestru zabytków 111 letnia kapliczka. Na szczęście, dzięki ofiarności wielu darczyńców udało się na dawnym miejscu odbudować kapliczkę, którą ponownie poświęcono w czasie uroczystości odpustowych 8 sierpnia 2019 roku. Wody w cudownym źródełku także jakoś mniej niż zazwyczaj. Zapewne to efekt braku pokrywy śnieżnej minionej zimy i spowodowanej w ten sposób suszy.
Nadszedł czas na powrót do Zamościa. Na pierwszą dłuższą wiosenną wycieczkę wystarczy. Jutro ruszę w dalszą podróż Trasą Turystyczną Gminy Zamość. Niebawem na pewno znajdzie się relacja z tego wyjazdu na moim blogu. polecam z całego serca podróż rowerową po tym jakże ciekawym krajobrazowo i kulturowo terenie. Może kiedyś wyruszymy w tę podróż razem.

środa, 22 kwietnia 2020

Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Ziemi!

Zalew w Rybczewicach - fot. Tomasz Banach
Dzień Ziemi, znany też jako Światowy Dzień Ziemi lub Międzynarodowy Dzień Ziemi, jest największym na świecie świętem ekologicznym, obchodzonym od 1970 r. Jako pierwszy z ideą Dnia Ziemi wystąpił John McConnell na konferencji UNESCO, dotyczącej środowiska naturalnego w 1969 r. W Polsce obchody Dnia Ziemi zostały zapoczątkowane w 1990 r.
Celem święta jest promowanie proekologicznych postaw w społeczeństwie oraz budowanie wspólnej odpowiedzialności za Ziemię. To największe ekologiczne święto obchodzone jest obecnie w 192 krajach. Wiele organizacji ekologicznych, władz miast czy placówek edukacyjnych organizuje w Dniu Ziemi imprezy i wydarzenia plenerowe. Co roku w szkołach podczas specjalnie zorganizowanych zajęć uczniowie wychodzili na zewnątrz i razem z opiekunami oczyszczali wybrany teren z odpadków i śmieci. Zazwyczaj były to lasy, łąki lub tereny zielone w miastach. 
W wielu miastach w Polsce z okazji Dnia Ziemi organizowano wspólne sadzenie drzew. Wiele stowarzyszeń na całym świecie organizowało także różne manifestacje, konferencje czy pokazy.
"Działania na rzecz ochrony klimatu" -  to hasło Dnia Ziemi w 2020 roku, a jednocześnie motyw przewodni tego święta. Jego celem jest zaakcentowanie wyzwań związanych z zachodzącymi zmianami klimatycznymi.W tym roku takie wydarzenia ze względu na pandemię nie mogą się odbyć. Ale paradoksalnie właśnie teraz Ziemia dostaje od nas wiele cenniejszych prezentów. To, że ze względu na koronawirusa ograniczamy naszą działalność i ruchliwość, daje Ziemi zdrowy oddech. Pamiętajmy, by Dzień Święty Święcić.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Wesołych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

W ten wyjątkowy czas Świąt Wielkanocnych, Pragnę Życzyć Wszystkim Moim Przyjaciołom, Znajomym, Wszystkim Moim Turystom, zdrowych, spokojnych Świąt!
By Zmartwychwstały Chrystus tchnął w nasze życie nadzieję i odwrócił od nas wszelkie choroby, zarazy i nieszczęścia, które teraz dotknęły Świat.

Tegoroczne Święta Wielkiej Nocy są, jak wszyscy doskonale wiemy, całkowicie inne od tych jakie dane było nam przeżywać w latach poprzednich. Panująca na świecie pandemia koronawirusa sprawiła, że całkowicie inaczej przyszło nam przeżywać ten czas. Czas, poprzedzony męczeńską śmiercią Naszego Pana Jezusa Chrystusa, która dla wielu wydawała się końcem, w efekcie czas ten zakończony został Zmartwychwstaniem, czyli początkiem nowego życia. Niech i te Święta, będą dla nas początkiem czegoś nowego, lepszego... Początkiem końca epidemii, która nas dotknęła, która sprawiła, że ograniczone są nasze możliwości przeżywania we wspólnocie tegorocznych Świąt, z rodzinami, bliskimi przyjaciółmi... Niech te Święta będą również początkiem dla nas samych... Początkiem czegoś lepszego, tego co jeszcze przed nami, co w tej chwili zakryte jest przed naszą doczesną świadomością. Dla wielu z nas jest to naprawdę bardzo ciężki okres, bez możliwości osobistego uczestnictwa w liturgii, często bez możliwości spotkania się przy wspólnym stole.. W tym szczególnie okresie pamiętajmy, że wspólnota, przyjaźń, wzajemna miłość, nie wyraża się tylko w dotyku, tylko w osobistym kontakcie, ale w szczególności we wspólnocie ducha, w której w tym wyjątkowym czasie trwajmy. W ten sposób pokonamy niewidzialnego gołym okiem wroga, przetrwamy ten trudny czas, by na nowo cieszyć się pełnią życia i sobą nawzajem. Tego Wam Kochani z Całego Serca Życzę.

Wesołego Alleluja!!!


piątek, 10 kwietnia 2020

Co przewodnik turystyczny robi w dobie "społecznej kwarantanny"? - czyli życie w dobie epidemii.

Zdjęcie dla bezpieczeństwa, wykonałem sam!!!
Wszyscy znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji związanej z szalejącą pandemią niewidzialnego wroga, którego ciężko zlokalizować, a przez to i ciężko z nim walczyć. Patrząc na historię, zwłaszcza tę militarną inie trudno dojść do wniosku, że zazwyczaj przewagę w walce miał  ten kto atakował z zaskoczenia, prowadząc nierówną podjazdową, czy partyzancką walkę. Stąd też pewna "przewaga" naszego dzisiejszego wroga, czyli "wirusa w koronie". Druga przewaga wynika niewątpliwie z tego, że jak na razie nie dysponujemy (a może jeszcze o tym nie wiemy, że dysponujemy) skuteczną bronią, którą moglibyśmy zwalczać zakażenie.
Bardzo duża część naszego społeczeństwa, jak i władze różnych szczebli rządowych włączyły się w tę walkę i starają się skutecznie zredukować straty związane z wrogiem, który jeszcze kilkanaście tygodni temu, wydawał nam się całkowicie "wirtualny" i niegroźny. jak oceni działania rządu, czy administracji historia? - na to przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać i tym bardziej nie jest moim zamysłem jej na tym blogu wyręczać. Już i tak, wokół nas wiele napięć związanych nie tylko z pandemią, ale i działaniami politycznymi i paniką społeczną. Tę dziedzinę, życia pozostawię "ekspertom" z dziedziny prawa, czy politologii, których ostatnio namnożyło się nam aż ponad miarę. Każdy ma prawo do swoich poglądów, a mnie maluczkiemu pozostaje jedynie je uszanować i czasami zagryźć zęby i pozostawić bez komentarza, by nie nakręcać i tak już rozkręconej do granic spirali napięcia społecznego.
Wiosenne kwiaty w moim ogrodzie - fot. Tomasz Banach
Bardziej chciałbym tutaj pochwalić to co jest dobre, budujące, co sprawia, że nie tracimy nadziei w tych pozostającej bez precedensu sytuacji. Pochwała należy się wszystkim, którzy aktywnie włączyli się w społeczną walkę z zarazą, ratownikom różnych służb, pracownikom, którzy mimo "kwarantanny" narażając swoje życie wychodzą codziennie do pracy, by niczego nam nie zabrakło... zwłaszcza w czasie zbliżających się Świąt Wielkanocnych. pochwalić należy również tych wszystkich, którzy społecznie szyją maseczki, robią przyłbice, pomagają starszym i potrzebującym., dają wsparcie psychologiczne W zaistniałej sytuacji, Wszyscy dzisiaj   jesteśmy WOLONTARIUSZAMI. Wszyscy mamy OBOWIĄZEK niesienia pomocy. Oczywiście w miarę swoich możliwości i zaistniałych potrzeb, których czego się niestety obawiam będzie coraz więcej. Ale WSPÓLNIE damy radę i wierze w to bardzo mocno. Wiele w tej walce mimo wszystko zależy od naszej postawy i zachowań.
Uroki wiosny - fot. Tomasz banach
Przepraszam moich Szanownych Czytelników, za ten przydługi nieco wstęp do tematu, który chciałem w tym wpisie poruszyć, ale swojego bloga traktuję również jako swoisty pamiętnik, w którym pragnę dzielić się z Wami (i poniekąd z samym sobą, przemyśleniami oraz faktami z otaczającego mnie świata.
Wracając, wiec do myśli przewodniej zawartej w tytule tego wpisu, pewnie zastanawiacie się co teraz robi przewodnik, kiedy nie ma grup turystycznych, kiedy Trasa Turystyczna w Bastionie VII zamknięta jest dla zwiedzających, ograniczono możliwość przemieszczania się do absolutnego minimum... a nawet zamknięto lasy?  A no stara się jakoś zagospodarować sobie czas na bezpłatnym niestety urlopie. Czas "społecznej kwarantanny" dla mnie to głównie czas na robienie rzeczy, na które nie zawsze miałem czas, albo zwracałem na nie uwagę w tzw. "normalnych czasach". Z jednej strony staram się coraz bardziej zaaklimatyzować się w zaistniałej sytuacji, a z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jest tak jak powinno być, tak jak było wcześniej.
Materiały powtórkowe - fot. Tomasz Banach
Ten przymusowo "wolny" czas staram się wykorzystać w dużej mierze na samokształcenie, zdobywanie nowych wiadomości, jak również nowych zdolności werbalnych. Bardzo dużo ostatnimi czasy czytam I to zarówno "nowe" pozycje książkowe, ale również wracam  do tych już kiedyś przeczytanych, bu utrwalić swą wiedzę, którą chcę się z Wami dzielić w czasie naszych wspólnych wycieczek, czy spotkań. Staram się także troszkę pisać. Rozpocząłem kilka artykułów na bloga, o charakterze badawczo-odtwórczym, które zapewne już niebawem będziecie mogli znaleźć na moim blogu. Na szczęście mieszkam w domku jednorodzinnym z ogrodem z widokiem na tereny zalesione i okoliczne łąki, więc korzystając z pięknej pogody i iście wiosennych temperatur staram się jak najwięcej przebywać na świeżym powietrzu, pozostając jednocześnie w "kwarantannowej izolacji". Nie jest ona jednak pełna gdyż...
Gotowy do działania - fot. Tomasz Banach
Gdyż są osoby, które potrzebują naszej pomocy... Zwłaszcza w tym trudnym czasie. Mówię tutaj oosobach samotnych, starszych, będących w tzw. "grupie podwyższonego ryzyka". Dla nich  nie lada wyzwaniem jest często wykonanie podstawowych czynności takich jak chociażby zrobienie zakupów, wykupienie leków, czy też "załatwienie" prostych spraw urzędowych. Postanowiłem włączyć się, już od samego początku trwania epidemii, w akcję pomocy. W tym celu udało mi się nawiązać współpracę z kilkoma wspaniałymi ludźmi (wszystkich Was tutaj Kochani nie wymienię, by nikogo nie pominąć... JESTEŚCIE WIELCY !!!) i Zamojskim Centrum Wolontariatu i zacząłem aktywnie pomagać. Najczęściej jest to właśnie pomoc przy zrobieniu podstawowych zakupów, czy wykupieniu lekarstw, ale także, jak zauważyłem ostatnio coraz częściej zwykła ludzka rozmowa, zwykły nawet mały gest w stosunku do drugiego człowieka. Akcję pomocy prowadzona jest cały czas. Jeżeli potrzebujecie POMOCY, to dzwońcie do mnie pod nr. 693 879 958. Ja i mój dzielny, stary rowerek postaramy się Wam pomóc jak najlepiej.
Krew ratuje życie... - fot. Tomasz Banach
W odpowiedzi na liczne apele Wojewódzkich Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa postanowiłem również powrócić do honorowego oddawania krwi. Krew, to substancja ratująca życie, której nie da się zastąpić żadnymi syntetykami. Oddawanie jej nic nie kosztuje, a daje bardzo wiele i to zarówno dla jej potrzebujących, szczególnie w tym ciężkim okresie, jak i oddającemu. Przypominam, że honorowe oddawanie krwi jest całkowicie bezpieczne i zajmuje krwiodawcy nie więcej niż kilkadziesiąt minut. Każdego, komu stan zdrowia pozwala na oddanie krwi namawiam do odwiedzenia Oddziału Stacji Krwiodawstwa i podzielenia się tym wyjątkowym darem serca, który to dar bezpośrednio trafia do serca drugiego człowieka. A przy okazji na zachętę można otrzymać pyszny zestaw regeneracyjny w postaci czekolady, która bardzo skutecznie osładza życie w obliczu zagrożenia epidemiologicznego.
Wiosenny motylek na poprawę nastroju - fot. Tomasz banach
Przepraszam Kochani, że tak się rozpisałem, ale pisanie to także jedna z form wyrazu, która pozwala
przetrwać w tej nowej... innej... często ciężkiej. Co będę robił dalej? Tego jeszcze do końca nie wiem. Na pewno skupię się na tym co robiłem do tej pory, ale także zajmę się zapewne pewnym przebranżowieniem. Turystyka w czasie "społecznej kwarantanny" jest w fazie totalnej wegetacji... No a żyć z czegoś trzeba. Na szczęście szybko się uczę i jestem gotowy podejmować nowe wyzwania. Jeżeli chcecie pomóc przewodnikowi przetrwać ten trudny okres, a macie możliwość zaoferowania mi, zlecenia jakiejś pracy, lub jej polecenia, to oczywiście będę BARDZO WDZIĘCZNY. A teraz by już naprawdę nie przedłużać uciekam do przygotowań do zbliżających się Świąt Wielkanocnych... Tych wyjątkowych Świąt, które mam nadzieję wleją w nasze serca nadzieję, tak bardzo teraz potrzebną. Tego Wam Kochani i sobie życzę z całego SERCA. 


środa, 18 marca 2020

Wiosenne rozważania - czyli turystyczna kwarantanna!

Wiosna... Ach to Ty... - fot .Tomasz banach
Aura ostatnich dni wszystkimi zmysłami pozwala nam czuć, że przyszła już upragniona i wyczekiwana wiosna. Słońce co raz wyżej wędruje po nieboskłonie, sprawiając, że dni są coraz dłuższe a temperatury coraz wyższe. Otaczająca nas przyroda powoli budzi się do życia, rozpoczynając uśpiony na zimowe miesiące proces wegetacji. Ptaki coraz radośniej swym śpiewem oznajmiają nam, że nastał wiosny czas... czas kiedy należy wyruszyć z domu, by zatopić się w toń lasów, łąk i pól. Czas naładowania energii. Czas, w którym warto zacząć coś nowego, budząc się z zimowego letargu. Czas, w którym należy założyć stare trekingowe buty, zarzucić plecak na plecy i ruszyć.. pieszo, rowerem... To już zależy od indywidualnych preferencji każdego turysty, każdego miłośnika przyrody, każdego kto ponad siedzenie przed telewizorem, czy komputerem, woli aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Ja właśnie do tej grupy osób należę. A więc w drogę..?
Stróż ognia - fot. Anna Siedlikiewicz
Tegoroczna wiosna to specyficzny czas dla nas wszystkich. Z jednej strony wszystko budzi się do życia, a z drugiej media szpikują nas informacjami typu "zostań w domu", "nie wychodź"... Sam oznaczyłem się takim #zostańwdomu #czytajksiażki... Ale czy my mamy rozumieć hasło, które stało się swoistą ikoną tej pięknej pory roku, całkowicie dosłownie? Czy nie jest to swoista przenośnia, która powinna dać nam do zastanowienia, jak ten zwrot interpretować? Uważam, ze tak właśnie jest! Jak mówią lekarze specjaliści koronawirus, który sparaliżował życie społeczne, gospodarcze, kulturalne, przenoszony jest drogą kropelkową poprzez bezpośredni kontakt z osobą zarażoną. Czy wiec wyjście z domu na spacer, unikanie zatłoczonych miejsc, środków komunikacji publicznej, wspólne spędzanie czasu z najbliższymi, może być źródłem zarażenia dla nas i innych osób. Uważam, że nie... We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i dbałość o zachowanie podstawowe zasady higieny, która obecnie jest jedynym "panaceum" na szerzącą się zarazę.
Ognia blask - fot. Tomasz Banach
Jak wręcz zalecają lekarze, ja postanowiłem czas "kwarantanny" spędzić na łonie natury, aktywnie wypoczywając, wzmacniając w ten sposób odporność organizmu na zakażenie Jako zawodowy przewodnik turystyczny, w dużej mierze, zostałem pozbawiony możliwości pracy... W tym zawodzie praca zdalna jest niestety bardzo ograniczona... i również niestety, co równie ważne bezpłatna. Ruszyłem więc do lasu, na wycieczki rowerowe. Ostatnio z moją cudowną dziewczyną Anią (którą z tego miejsca Serdecznie Pozdrawiam), postanowiliśmy zorganizować ognisko w pobliskim lesie (zachowując przy tym wszelkie normy zarówno zabezpieczenia epidemiologicznego, jak i przeciwpożarowego oczywiście). Takie ogniska, spotkania w bardzo ograniczonym gronie (dwu osobowym dodam) są dla nas formą odreagowania na całą sytuację związaną z pandemią. Chwilą oderwania się od otaczającej nas rzeczywistości, która często nas przerasta i powoduje znaczny spadek nastroju... a co za tym idzie również spadek odporności.
Leśna droga - fot. Tomasz Banach
Po jednej z takich wycieczek, kiedy wstawiłem zdjęcia na moją stronę na FB, spotkałem się z falą różnego rodzaju komentarzy (także w wiadomościach prywatnych). Jedni (i Ci na szczęście byli w większości) uważali, że fajnie, że człowiek się rusza, wychodzi, w jakiś sposób zagospodarowuje swój przymusowo "wolny" czas. Niestety, pojawiła się również fala krytyki tego co robię. Odezwały się osoby, które wręcz straszyły mnie policją, wojskiem i innymi służbami, które powinny zamknąć mnie w domu. Zostałem uznany za wariata (nie pierwszy raz z resztą), który zamiast siedzi przed telewizorem i wypatruje coraz to nowych informacji o zarażeniach wirusem, postanowił ruszyć tyłek i zrobić coś dla swojego zdrowia.. również tego psychicznego. Kochani! Jeszcze raz powtarzam: NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ!!! Jeżeli dojdzie do mojego zarażenia (oby oczywiście NIE), to na pewno nie na rowerze ani w lesie!!! Zarażę się w markecie (których unikam z dwu powodów: po pierwsze epidemiologicznych, a po drugie... ze zwykłego braku kasy) lub w komunikacji publicznej (z której nie korzystam... wolę ROWER). Zachęcam Was wszystkich do aktywnego stylu życia. Wyjdźcie z domu... i r pojedynczo lub parami odkrywajcie świat. Zachowajcie zasady bezpieczeństwa, o których mówią specjaliści i ruszajcie... Udanego wypoczynku Wam życzę!!! A co Wy o tym myślicie?

niedziela, 15 marca 2020

Rozpocząć wędrówkę wraz ze Słońcem... czyli relacja z rannego spaceru do lasu

Sarenki hasają w najlepsze - fot. Tomasz Banach 
Już od dłuższego czasu czekałem na moment, w którym wstanę z łóżka przed świtem i tak jak za dawnych lat, kiedy to w mojej aktywności dominowała turystyka piesza, znów wyruszę w leśne ostępy, by wraz ze Słońcem witać nowy dzień.
Odwlekał się jednak ten moment w czasie.., a to pogoda była nieodpowiednia, a to wstać mi się nie chciało.. a to nastrój był nieodpowiedni.. Zawsze znajdowała się jakaś wymówka. Kiedyś, kiedy zaczynałem swoją przygodę z łazikowaniem raczej by mi to nie przeszkadzało.. Czas, pogoda nastrój, zmęczenie... Nic nie było w stanie powstrzymać mnie przed tym by wyruszyć w podróż ku przygodzie.. chociażby na chwilę, chociażby nie daleko... Ważne by wciąż przed siebie, wciąż goniąc za przygodą i za odkrywaniem nowego, tego co za zakrętem.. tego co jeszcze nie odkryte... nieznane... Chyba się jednak starzeję, bo staję się coraz bardziej nostalgiczny i coraz ciężej mi się zmotywować do wyruszenia na wędrówkę.
Wschód słońca - fot Tomasz Banach
Dziś przyszedł odpowiedni moment. Mróz skuł kałuże i osuszył wiosenne błota, szton okrył uśpione jeszcze po zimie trawy. Czerwona słoneczna poświata przenikająca od wschodu zapowiadała piękną pogodę. Na dodatek głowa, pełna kłębiących się myśli rozterek, przemyśleń domagała się pilnego zastrzyku świeżego powietrza i ciszy leśnych ostępów. 
Wyruszyłem wiec z domu o 5:30, kiedy słońce dopiero wyruszało na wędrówkę po nieboskłonie. W związku z utrudnieniami komunikacyjnymi na spacer wybrałem się do pobliskiego lasu, który ostatnimi czasy stał się dla mnie swoistą "Świątynią dumania", oazą spokoju i idealnym miejscem do spacerów i rozmyśleń. Mróz dawał się nieco we znaki, ale za to powietrze było przejrzyste i rześkie.. Świetnie działało na mój organizm po ciężkiej, praktycznie bezsennej nocy. Wyruszyłem szukać więc lekarstwa na rozterki mojej rozkołatanej duszy. czas więc ruszyć w drogę..
Samiec bażanta na leśnym dukcie - fot. Tomasz Banach
Ptaki już od dawna nie spały, dokazując wesoło... Ich radosny śpiew działał na mnie kojąco. Próbowałem rozpłynąć się w ramionach otaczającej mnie przyrody i nie myśleć o doczesnych sprawach otaczającej mnie rzeczywistości. Niestety nie da się do końca od niej uciec... a raczej na chwilę wyłączyć myślenie o niej. Wsłuchany w śpiew ptaków, nucąc pod nosem poetyckie teksty SDM-u, czy też Wojtka Belona ruszyłem w las. Po drodze spotkałem dumnie spacerującego środkiem leśnego duktu bażanciego samca, który głośnym krzykiem oznajmiał swoją obecność. Spojrzał na mnie ciekawie, nieco nie ufnie i zadzierając do góry ogon dumnie pomaszerował do swoich codziennych obowiązków, polegających zapewne o tej porze na zapełnieniu "wola" świeżym śniadaniem wygrzebanym z pod warstwy zmarzniętej nieco ściółki. po jego obfitych kształtach i lśniących piórach można sadzić, że na brak pożywienia nie narzekał. Troszkę mu chyba pozazdrościłem pełnego brzucha, bo sam byłem jeszcze przed śniadaniem. Takiemu to dobrze...
Rowy melioracyjne - fot Tomasz Banach
Po tym jakże miłym spotkaniu ruszyłem dalej by zagłębić się w leśne ostępy, których podmokłe podłoże, dzięki nocnemu spadkowi temperatury, podczas deszczowej aury były dla mnie trudno dostępne. tutejszy las poprzecinany jest licznymi kanałami i rowami melioracyjnymi odprowadzającymi swe wody przepływającej niedaleko rzeki Topornicy. 
Kiedy już przechodziłem na drugą stronę lasu by rozgrzać nieco zgrabiałe ręce i uszy przy wznoszącym się coraz wyżej na piedestał nieba słońcu usłyszałem, początkowo cichy, pojedynczy trzask łamanej suchej gałęzi w zaroślach po mojej prawej stronie. Chrust trzasnął jeszcze kilka razy, teraz już bardziej intensywnie i znacznie wyraźniej. Tablet, który wziąłem ze sobą trzymałem w ręku, więc gotowość była pełna. Już teraz żałowałem, że nie miałem ze sobą stabilniejszego sprzętu z lepszym obiektywem. Może kiedyś uda mi się jeszcze takiego dorobić by dzielić się zdjęciami w lepszej jakości. 
Pląsająca parka - fot. Tomasz Banach
Po chwili, na drogę która wędrowałem wyskoczyła nieco zdziwiona moją obecnością para saren. Po pokonaniu duktu stanęły zaciekawione moją obecnością, przyglądając mi się z uwagą. Nie wykazywały zbytniego lęku, a ja nie chcąc ich płoszyć przystanąłem również. Po chwili wzajemnej obserwacji postanowiliśmy nie wchodzić sobie w drogę. Pierwszy ruszył w skokach dorodny Rogacz kryjąc się w wysokich trawach niekoszonych łąk. Pani sarna, czyli stosując terminologię łowiecką koza postanowiła, jak to kobieta nieco dłużej po pozować do mojego obiektywu i przyjrzeć mi się uważniej. Kiedy już zaspokoiliśmy swoją wzajemną ciekawość postanowiła dołączyć do swojego partnera i w kilku skokach pokonała otwartą przestrzeń, by również skryć się w wysokich zaroślach, błyskając w moją stronę białym tyłeczkiem. jeszcze tylko na chwilę zatrzymała się, odwróciła w moją stronę jakby na pożegnanie i tyle ich widziałem. Może jeszcze kiedyś się tutaj spotkamy. Pierwsze lody zostały przełamane.
Wiata przy wejściu do lasu - fot. Tomasz Banach
Po tak miłym spotkaniu postanowiłem wyruszyć do domku... Słońce stało już wysoko nad lasem, a ja przypomniałem sobie, że jestem strasznie głodny... No zwierzątka już po śniadaniu, a ja głodny po lesie chodzę. Musze częściej wychodzić, by po obcować z przyrodą. Polecam to Wam Wszystkim, zwłaszcza w tym ciężkim czasie. 
Wszyscy zalecają pozostanie w domach w tym trudnym czasie kiedy zmagamy się z epidemia koronawirusa, ale nie oznacza to, że nie powinniśmy zażywać spacerów po świeżym powietrzu.. Samotne wędrówki na pewno nikomu nie zaszkodzą.. Ja podczas dzisiejszego wyjścia nie spotkałem ani jednej osoby, a gdybym nawet spotkał, to pozdrowiłbym ją z bezpiecznej odległości i poszedł swoją drogą. Nic tak nam nie szkodzi jak nuda i brak zajęcia, które skutkuje głupimi wpisami na fb, których sam dzisiaj, niestety nie po raz pierwszy, stałem się atakiem... Niektórym lekarz wręcz powinien zalecić jakieś pozytywne zajęcie. Uważajcie na siebie i dbajcie o swoje zdrowie... idźcie do lasu, na łąki czy pola.. a nie do marketów i większych skupisk ludzkich. Pozdrawiam cieplutko Kochani!     

Więcej zdjęć z dzisiejszej wycieczki znajdziecie na mojej stronie na FB
Wystarczy "kliknąć" TUTAJ

piątek, 13 marca 2020

Co robi przewodnik turystyczny w czasie kiedy nie oprowadza? - czyli życie w obliczu przymusowej przerwy...

Widok na Nowa Bramę Lubelską i Kościół św. Katarzyny -
fot. Tomasz Banach
Pewnie często zastanawiacie się co robią zawodowi przewodnicy, kiedy nie oprowadzają turystów. W normalnych warunkach, zajmujemy się rezerwacją terminów zwiedzania, opracowywaniem nowych, często autorskich tras oprowadzania, zgłębiamy swoją wiedzę na temat miasta i regionu. Bycie przewodnikiem to nieustanny proces polegający na kształceniu, zdobywaniu nowych wiadomości, nowych doświadczeń z zakresu szeroko pojętej turystyki, rekreacji, kultury, architektury... Zajmujemy się również reklamą swoich działań. 
Jednak przychodzi czasami taki wyjątkowy dla nas czas jak ten, którego doświadczamy obecnie.. Czas w którym nasza działalność jest znacznie ograniczona. W obliczu zagrożenia "koronawirusem" odwoływane są (lub raczej przesuwane w czasie) wycieczki i inne imprezy turystyczne i kulturalne, zamykane są muzea, teatry restauracje i hotele... W tej wyjątkowej dla nas wszystkich (nie tylko przewodników) sytuacji staram się aktywnie spędzić przymusowo wolny czas.
W Zamojskim Parku - fot. Tomasz Banach
Dzisiaj wybrałem się na samotną (by unikać większych skupisk ludzkich jak zalecają służby sanitarno - epidemiologiczne) wycieczkę rowerową wokół Zamojskiej Twierdzy. Wiosenna pogoda zachęca do przebywania na świeżym powietrzu i by się troszkę poruszać, a jednocześnie przebywając na świeżym powietrzu postanowiłem zrobić wiosenny objazd tego jakże ciekawego turystycznie szlaku. Objazd swój rozpocząłem od Bramy Lwowskiej, jednej z trzech bram pierwotnie prowadzących do Miasta Idealnego. Następnie wzdłuż fosy i kurtyny (prostego odcinka murów) łączącego dawny Bastion VII z Bastionem VII przejechałem w okolice Nowej Bramy Lubelskiej powstałej w czasie największej przebudowy Zamojskich Fortyfikacji z pierwszej połowy XIX wieku. Po pokonaniu ronda umiejscowionego w bezpośredniej bliskości, dziś nieistniejącego Bastionu V wjechałem do Zamojskiego Parku.
Widok na Park Miejski - w oddali Kojec i widok na Stare Miasto -
fot. Tomasz Banach
Zamojski Park to cudowna realizacja założeń Waleriana Kronenberga z lat 20-tych XX wieku, któremu to udało się we wzorcowy sposób wpisać w układ parku elementy dawnej fosy, Bramy Lubelskiej Starej, jak i pozostałości ziemnych nasypów dawnego Bastionu IV. Po przejechaniu prawie pustymi alejkami parkowymi zatrzymałem się na dłuższą chwilę by oddać się lekturze.  Oczywiście książki związanej nieodłącznie z Zamościem i jego niesamowitą historią. Lubię wracać do niektórych pozycji książkowych, odkrywając je wciąż na nowo, ale także czytać nowe publikacje o mieście i regionie. Przestudiowałem również po raz "enty" mapę Roztocza, by oczami wyobraźni udać się na ukochane przeze mnie wzgórza, wsłuchać się w szum drzew, czy przecinających licznymi wąwozami rzek i strumieni. Oddałem się rozmyślaniom nad tym co było i tym co jeszcze przede mną... To dobry czas na wszelkiego rodzaju przemyślenia, z dala od codziennego zgiełku, zabiegania, gonienia za sprawami doczesnymi. Tak rzadko mam czas na takie chwile zadumy...
Południowe Przedpole Twierdzy z Bramą Szczebrzeską -
fot. Tomasz Banach 
Z tych nieco melancholijnych rozważań wyrwał mnie wiosenny śpiew ptaków i postanowiłem wyruszyć dalej na swoją wiosenną wycieczkę. Przejechałem przez park i wzdłuż fosy pomiędzy dawnymi Bastionami IV i III. Mijając Bastiony "Fortalicyi" Zamojskiej zastanawiałem się ile to razy opowiadałem o nich zwiedzającym ze mną turystami. Zatrzymałem się jeszcze kilka razy w obrębie południowego przedpola i Bramy Szczebrzeskiej strzegącej drogi do miasta od strony dawnej Wielkiej Zalewy otaczającej tę część murów. Przyszedł czas na przejazd wzdłuż kurtyny łączącej Bastion III z Bastionem II. Następnie mijając piata forma Bastionu II ruszyłem w kierunku usytuowanej w kurtynie pomiędzy Bastionem II i I, Furtę Wodną wjechać na chwilę w mury miejskie. Po przejechaniu przez Rynek Wodny, mijając "Centralkę" i będący w renowacji kościół oo. Franciszkanów swój objazd zakończyłem w okolicy Nowej Bramy Lwowskiej.
Mam nadzieję, że kiedy cała zawierucha związana z epidemią minie, będę miał okazję wyruszyć na podobną wycieczkę razem z Wami i szczegółowo opowiedzieć o mijanych obiektach, których powstanie i historia wydaje się czasami cytatem zaczerpniętym z "Baśni 1000 i jednej nocy"...      

Więcej zdjęć z objazdu Twierdzy zobaczysz na mo

jej stronie na fb "klikając" Tutaj