Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubelskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubelskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

Twierdza, która strzegła Rzeczypospolitej – gawęda przewodnicka z zaproszeniem na szkolenie.

 

Szanowni Przewodnicy, Miłośnicy historii i Strażnicy pamięci o dawnym Zamościu!

Kiedy stajemy na bastionach dawnej Twierdza Zamość, trudno nie odnieść wrażenia, że kamień tutaj mówi. Mówi o czasach, gdy miasto nie było tylko perłą renesansu, ale przede wszystkim warownią Rzeczypospolitej i dumą Ordynacja Zamojska. Twierdzę tę wzniósł kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, który – jak mawiano – „takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”. Wiedział on jednak dobrze, że aby młodzież mogła się uczyć, a państwo rozwijać, potrzeba bezpieczeństwa. Dlatego właśnie Zamość powstał jako miasto idealne, ale i jako forteca nowoczesna, zaprojektowana przez włoskiego mistrza Bernardo Morando.

Przez kolejne stulecia twierdza rosła wraz z potęgą rodu Zamoyskich. Była świadkiem wojen kozackich, potopu szwedzkiego i kolejnych zawieruch, w których nie raz okazywała się zaporą nie do zdobycia. Mówiono, że kto trzyma Zamość – ten trzyma klucz do południowo-wschodniej Rzeczypospolitej. Gdy przyszły czasy zaborów, znaczenie fortecy nie zmalało, choć zmieniali się jej gospodarze. W rękach rosyjskich stała się jednym z ważniejszych punktów strategicznych imperium. Rozbudowywana, modernizowana, otaczana nowymi umocnieniami, przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat jako twierdza czynna.

Lecz każda forteca ma swój kres. W roku 1866, decyzją władz carskich, zapadł wyrok na zamojską fortalicję. Rozpoczęto systematyczną likwidację umocnień. Bastiony, które przez wieki broniły miasta, zaczęto rozbierać, zasypywać fosy, niwelować wały. Twierdza przestała istnieć jako obiekt wojskowy, ale nie przestała istnieć w pamięci. Bo dziś, ilekroć przechodzimy przez Nadszaniec, bastiony, raweliny czy kurtyny, wciąż widzimy ślady dawnej potęgi i kunsztu inżynierii wojskowej. A naszym zadaniem – jako przewodników – jest umieć tę historię opowiedzieć tak, aby słuchacze zobaczyli ją oczami wyobraźni.

W związku z tym zapraszamy wszystkich przewodników oraz osoby zainteresowane historią fortyfikacji na szkolenie: Twierdza Zamość

📅 20 marca 🕑 godz. 14:00📍 Siedziba Fundacji Fundacja ANDROMEDA, Nadszaniec, ul. Waleriana Łukasińskiego 2 lok. 3, Zamość

Szkolenie poprowadzi dr Jacek Feduszka, który omówi zagadnienia związane z historią, funkcjonowaniem, rozwojem oraz likwidacją zamojskiej fortalicji. 💰 Koszt udziału: 20,00 zł od osoby

📞 Zapisy i informacje: 693 879 958

Niech będzie to spotkanie nie tylko szkoleniem, ale i kolejną wspólną wartą na murach dawnej twierdzy, która choć rozebrana, wciąż trwa w naszej opowieści.

Więcej na stronie wydarzenia: KLIKNIJ TUTAJ

Palmy z duszą – wielkanocna tradycja Zamojszczyzny, którą warto ocalić


Wiosna na Zamojszczyźnie od zawsze pachniała nie tylko świeżą ziemią i młodym zbożem, ale także suszonymi trawami, bibułą i barwinkiem. Kiedy zbliżała się Niedziela Palmowa, w domach naszych babć i prababć zaczynał się czas szczególny. Z kąta izby wyciągano kosze z zasuszonymi kwiatami, kolorowymi wstążkami i gałązkami wierzby, a na stołach pojawiały się pierwsze palmy wielkanocne – jedne skromne, inne wysokie, barwne i dumne jak chorągwie.

Na Zamojszczyźnie tradycja wykonywania palm wielkanocnych ma długą historię. Dawniej palma nie była tylko ozdobą niesioną do kościoła. Wierzono, że poświęcona w Niedzielę Palmową chroni dom przed burzą, chorobą i nieszczęściem. Gałązkę zatykano za obraz, wkładano w pole, a czasem nawet wkładano pod pierwszą skibę podczas wiosennej orki, aby zapewnić urodzaj.

Nasze lokalne palmy różniły się od tych znanych z południa Polski. Nie były bardzo wysokie, ale za to niezwykle starannie wykonane. Wykorzystywano wierzbowe bazie, suszone zioła, kłosy zbóż, bukszpan, barwinek oraz własnoręcznie robione kwiaty z bibuły. Każda palma była trochę jak podpis twórcy – po kolorach i sposobie wiązania można było poznać, z której wsi pochodzi.

Dziś ta piękna tradycja powoli wraca. Coraz więcej osób chce nie tylko kupić gotową palmę, ale zrobić ją własnymi rękami – tak jak kiedyś robiło się to w rodzinach, przy wspólnym stole, w rozmowie i w dobrym nastroju. Bo palma wielkanocna to nie tylko ozdoba. To znak, że Wielkanoc naprawdę się zbliża.

Dlatego właśnie postanowiliśmy wrócić do tej tradycji i zaprosić wszystkich, którzy chcą ją poznać lub sobie przypomnieć, na wspólne wykonywanie palm wielkanocnych.

Serdecznie zapraszamy na warsztaty tworzenia palm wielkanocnych, które odbędą się
21 marca o godz. 13:00
w siedzibie Fundacji „ANDROMEDA” w Nadszańcu
ul. Waleriana Łukasińskiego 2 lok. 3

Podczas spotkania opowiemy o dawnych zwyczajach na Zamojszczyźnie, pokażemy tradycyjne materiały i krok po kroku wykonamy własne palmy wielkanocne – takie, jakie pamiętamy z dzieciństwa.

Rezerwacje pod numerem telefonu: 693 879 958
Ilość miejsc ograniczona.

Niech to będzie spotkanie jak dawniej – przy pracy, rozmowie i w atmosferze zbliżających się świąt.

Więcej na stronie wydarzenia: KLIKNIJ TUTAJ

wtorek, 3 marca 2026

Trzy lata TUR – BAN Tomasz Banach Agencja Turystyki!


Trzy lata temu wyruszyliśmy w podróż, której kierunek był jasny: pokazywać Zamość i Roztocze tak, aby historia przestała być datą z podręcznika, a stała się fascynującą opowieścią. Przez ten czas oprowadziliśmy po Zamościu i malowniczym Roztoczu wiele tysięcy turystów – tych z bliska i tych z bardzo daleka. Były wycieczki szkolne, grupy seniorów, zakłady pracy, rodziny, znajomi, a nawet tacy, którzy „przyjechali na chwilę”, a zostali na dłużej, bo Zamość po prostu wciąga.  Z pasją i uśmiechem przybliżaliśmy historię miasta idealnego, opowiadaliśmy o hetmanach, twierdzach, ordynacjach i roztoczańskich tajemnicach. Staraliśmy się, by było ciekawie, przystępnie i bez szkolnej nudy. Bo historia ma smakować jak dobra kawa na Rynku Wielkim – aromatycznie i z przyjemnością. 

Dziękujemy wszystkim, którzy nam zaufali przez te trzy lata. Każda grupa, każdy turysta jest dla nas ważny. Niezależnie czy to 2 osoby czy 200 – zawsze dajemy z siebie 100%, a czasem i 120%  Wasze uśmiechy, dobre słowa, powroty i polecenia są dla nas największą nagrodą (no dobrze… największą poza kasą ). Zapraszamy do współpracy nowych turystów, szkoły, firmy i biura podróży. Jeśli chcecie poznać Zamość i Roztocze w ciekawy, żywy i pełen pasji sposób – jesteśmy do Waszej dyspozycji. Bo dla nas turystyka to nie tylko praca. To przygoda, spotkania z ludźmi i wspólne odkrywanie miejsc, które warto zobaczyć przynajmnej raz w życiu. A najlepiej kilka razy! Do zobaczenia na szlaku! 

czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy Rok zapisany śniegiem – zimowy spacer nad zalewem w Jacni

Z kopyta kulig rwie.. - fot. Tomasz Banach

 Nowy Rok przywitał mnie ciszą, jakiej próżno szukać w mieście. Roztocze o tej porze roku ma w sobie coś z zaczarowanej krainy – jakby czas zwolnił, a świat na chwilę wstrzymał oddech. Wyjazd w okolice zalewu w Jacni był spontaniczny, ale właśnie takie wyprawy smakują najlepiej.
Leśne ostępy - fot. Tomasz Banach
Śnieg przykrył wszystko grubą, skrzącą się pierzyną. Drzewa pochylone pod jego ciężarem wyglądały niczym strażnicy pilnujący zimowej tajemnicy. Każdy krok skrzypiał pod butami, a powietrze było tak rześkie, że aż szczypało w nos i uszy – ten charakterystyczny, zdrowy mróz, który momentalnie przywraca energię i rumieniec na twarzy.
Jeszcze na kołach, ale już po śniegu - fot. Tomasz Banach
Najbardziej urzekł mnie jednak widok koni ciągnących wozy. Spokojne, dostojne, jakby zupełnie nieświadome tego, że są częścią niemal baśniowego obrazu. Dzwonki przy uprzężach pobrzękiwały cicho, niosąc się po zaśnieżonych polach i leśnych ścieżkach. Ten dźwięk – prosty, rytmiczny – idealnie współgrał z ciszą zimowego krajobrazu, tworząc melodię, której nie da się zapomnieć.
Plaża w Jacni - jaki tu spokój - fot. Tomasz Banach
Spacer wzdłuż zalewu w Jacni był prawdziwą przyjemnością. Tafla wody była w całości skuta lodem i przykryta miękką, śnieżną pierzynką, która nadawała temu miejscu jeszcze więcej spokoju i surowego uroku. Wokół panowała cisza kojąca myśli – taka, która pozwala zwolnić krok, zatrzymać się na moment i po prostu być. Tu nie trzeba było się spieszyć ani niczego planować. Wystarczyło iść przed siebie, oddychać pełną piersią i chłonąć chwilę.
Krzyż w Jacni - fot. Tomasz Banach
Takie noworoczne spacery mają w sobie coś symbolicznego. Są jak obietnica – że nowy rok nie musi zaczynać się głośno i w biegu. Może zacząć się cicho, wśród śniegu, dźwięku dzwonków i skrzypienia mrozu pod stopami. Roztocze zimą po raz kolejny pokazało mi, że najpiękniejsze momenty rodzą się z prostoty i bliskości natury. I chyba właśnie tego życzę sobie – i innym – na ten nowy rok.

niedziela, 21 grudnia 2025

„Bądźmy Wszyscy Razem” – XVIII Wigilia Mieszkańców na Rynku Wielkim w Zamościu

"Bądźmy Wszyscy Razem..." - fot. Tomasz Banach
Są takie chwile, kiedy miasto przestaje być tylko przestrzenią, a staje się domem. Tak było 21 grudnia na Rynku Wielkim w Zamościu, gdzie w blasku świątecznych świateł, przy dźwiękach kolęd i życzliwych rozmowach spotkaliśmy się po raz osiemnasty, by wspólnie przeżyć Wigilię Mieszkańców pod hasłem „Bądźmy Wszyscy Razem”.
Występ Zespołu Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna" - fot. Tomasz Banach
Gdy o godzinie 17:00 rynek wypełnił się mieszkańcami – całymi rodzinami, seniorami, młodszymi i starszymi – poczułem, że to jedno z tych wydarzeń, które naprawdę jednoczą ludzi. Był to czas składania sobie życzeń, dzielenia się opłatkiem i wspólnego bycia razem, bez pośpiechu i podziałów. Właśnie w takich chwilach najlepiej widać, jak silna potrafi być lokalna wspólnota.
Na Rynku Wielkim zebrały się tłumy mieszkańców i turystów - fot. Tomasz Banach
Nieodłącznym elementem spotkania był wigilijny poczęstunek przygotowany przez lokalnych restauratorów, piekarnie i cukiernie. Tradycyjne potrawy smakowały wyjątkowo – nie tylko dlatego, że były pyszne, ale dlatego, że dzielone z innymi. Już od wczesnych godzin popołudniowych rynek rozbrzmiewał kolędami i pastorałkami, a towarzyszący wydarzeniu Jarmark Świąteczny przyciągał zapachem pierników, grzanego napoju i rękodziełem lokalnych twórców.
To również czas wspólnej modlitwy - fot. Tomasz Banach
Szczególnie poruszającym momentem było uroczyste zakończenie kolędowania. Świąteczne życzenia przekazali biskup diecezji zamojsko-lubaczowskiej Marian Rojek, prezydent Zamościa Rafał Zwolak, przedstawiciele Rady Miasta oraz dyrektor Zamojskiego Domu Kultury Janusz Nowosad. Przekazanie Światełka Betlejemskiego i występ Zespołu Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna” pięknie dopełniły całość.
Betlejemskie Światełko Pokoju - fot. Tomasz Banach
Ta Wigilia po raz kolejny przypomniała mi, że święta to nie tylko tradycja, ale przede wszystkim bliskość, rozmowa i obecność drugiego człowieka. I właśnie za to najbardziej cenię Wigilię Mieszkańców w Zamościu.

sobota, 20 grudnia 2025

Bożonarodzeniowy Jarmark na Zamojskim Rynku

Na Zamojskim Rynku ozdoby wieszają, przedświąteczny jarmark dziś rozpoczynają
- fot. Tomasz Banach
Zawsze, gdy nadchodzi grudzień, Zamojskim Rynkiem zaczyna rządzić magia świąt. Dzisiaj i jutro to miejsce wypełnia się zapachem przypraw korzennych, ciepłem rozmów i radością wspólnego bycia razem. 
Rękodzieło... zapach świec - fot. Tomasz Banach
Spacerując między jarmarkowymi stoiskami, nie sposób nie zatrzymać się przy pięknych wyrobach rękodzielniczych i świątecznych smakołykach, które doskonale odnajdą się na wigilijnym i świątecznym stole.
Wypieki, ozdoby, wyroby... - fot. Tomasz Banach
Jarmarki bożonarodzeniowe w Zamościu mają długą i piękną tradycję. Od lat Rynek staje się w tym czasie miejscem spotkań mieszkańców, przestrzenią do rozmów, składania życzeń i celebrowania wspólnoty. 
Choinki i inne cudeńka - fot. Tomasz Banach
Dawniej przybywano tu po świąteczne produkty, dziś – oprócz zakupów – przychodzimy po atmosferę, wspomnienia i chwile, które na długo zostają w sercu. To właśnie te spotkania, śmiech dzieci i rozmowy przy ciepłym kubku napoju tworzą prawdziwego ducha świąt.
Kupujących i podziwiających coraz więcej - fot. Tomasz Banach
Szczególnym momentem tegorocznego jarmarku będzie Wigilia Mieszkańców, która rozpocznie się jutro o godzinie 17:00. To wyjątkowy czas dzielenia się opłatkiem, życzeniami i dobrą energią – bez pośpiechu, bez podziałów, razem.

Napitki też gotowe do tego by wylądować na świątecznym stole - fot. Tomasz Banach
Serdecznie zapraszam do odwiedzenia Zamojskiego Rynku podczas trwającego Bożonarodzeniowego Jarmarku. Przybywajcie całymi rodzinami – jest smacznie, kolorowo i wesoło. Niech ten wspólny czas połączy nas w prawdziwie świątecznym nastroju.
Podczas Jarmarku można również zostać Gwiazdą TV - fot. Tomasz Banach
Do zobaczenia jutro podczas kolejnego dnia jarmarku i podczas Wigilii Mieszkańców... Święta czuć już w powietrzu. Sprawmy by niepowtarzalny klimat tego czasu towarzyszył nam nie tylko w świąteczny czas. 

niedziela, 7 grudnia 2025

Gdy Mikołaj spotyka Myszkę Miki – Zamość w bajkowym wydaniu!

Iluminacje świetlne w Hetmańskim Grodzie - fot. Tomasz Banach
6 grudnia, w dzień św. Mikołaja, Rynek Wielki znów stał się miejscem wielkiego „odpalenia” – oczywiście iluminacji, nie fajerwerków. Tym razem Zamość zaskoczył wszystkich kompletnie nową odsłoną świątecznych dekoracji.
Jest świet(l)nie i wesoło - fot. Tomasz Banach
Zamiast dobrze znanego miejskiego lodowiska, w samym centrum pojawiły się… postaci z bajek. Tak, to ten moment, kiedy możesz zadać sobie pytanie: czy Myszka Miki właśnie awansowała do świątecznej obsady?
Jest i On... Może nie Święty, ale na pewno Mikołaj - fot. Tomasz Banach
Bo wygląda na to, że tak. Święta 2.0 – renesansowe kamienice, śnieżne ozdoby, a między nimi bohaterowie, którzy dotąd kojarzyli się raczej z Disneylandem niż z Wigilią. Ale trzeba przyznać: dzieci są zachwycone, dorośli uśmiechają się pod nosem, a Rynek Wielki dzięki temu miksowi zyskał zaskakująco przyjemny, lekko komiksowy urok.
Ze ratuszowych schodów - fot. Tomasz Banach
Kolorowe iluminacje migoczą, ludzie robią zdjęcia jak paparazzi pod sceną, a całość – choć nietypowa – wprowadza w bardzo pozytywny, zimowy nastrój. To raczej taka świąteczna zabawa konwencją niż próba stworzenia klasycznej scenografii. I może właśnie dlatego działa – jest trochę świątecznie, trochę bajkowo, a przede wszystkim wesoło.
W zimowym klimacie.. jeszcze bez śniegu - fot. Tomasz Banach
Jedno jest pewne: Zamość potrafi zaskoczyć. I nawet jeśli ktoś zastanawia się, czy Myszka Miki powinna mieć własną kolędę, to i tak trudno się nie uśmiechnąć przechodząc między świecącymi figurami.

A jak Wam się podoba centrum Hetmańskiego Grodu w zimowym anturażu?

środa, 3 grudnia 2025

Skarby Lubelszczyzny: Staw Noakowski – wieś, która pamięta więcej niż niejeden podręcznik

Dwór w Stawie Noakowskim - fot. Tomasz Banach

Gdyby Staw Noakowski umiał mówić, to pewnie zacząłby od przeciągłego westchnięcia i zdania: „Oj, panie kochany… ja tu siedzę od XIV wieku!” I miałby rację. Bo ta niewielka wieś, schowana dziś między zielenią pól, powstała na przełomie XIV i XV wieku, kiedy po okolicy buszowali jeszcze rycerze, a mapy rysowano bardziej z wyobraźni niż z geometrii. Wtedy zwano ją po prostu Stawem, czasem Stawem Zamojskim – bo jak inaczej nazwać miejsce, przy którym błyszczała woda? Pierwszy raz pojawia się w dokumentach w 1419 roku, co oznacza, że już wtedy ktoś pilnie notował, że „takie oto miejsce istnieje”. Niewiele o nim napisano – ale było. A jak było, to rosło.
Dwór przed remontem (maj 2013) - fot. Tomasz Banach
Kto tu rządził, czyli od Mińskich po Noakowskiego. Przenieśmy się teraz do połowy XIX wieku, kiedy to ziemie w Stawie zaczęły przechodzić z rąk do rąk, niczym w dobrze zapowiadającym się serialu kostiumowym. W 1853 roku dobra Staw kupił Jan Miński. Już wtedy rozróżniano dwa majątki: Staw „A” i Staw „B” – jak w dzisiejszym supermarkecie: „ta wersja i ta wersja, wybierz, co ci pasuje”. W 1856 roku Staw „A” przeszedł w ręce Franciszki z Lisowskich Baranickiej, żony Ignacego. Ale długo go nie trzymała – bo już w 1859 roku sprzedała go mężczyźnie, który na zawsze zmienił nazwę miejscowości: Adolfowi Noakowskiemu. To od jego nazwiska wzięła się dzisiejsza nazwa wsi – Staw Noakowski. I trudno mu się dziwić – jak już coś budował, to porządnie. 
Dwór, który wyrósł z cegły, kamienia i ambicji. Noakowski nie próżnował. To za jego czasów powstał murowany dwór, z cegły i białego kamienia, oparty na stylizacji klasycystycznej – czyli elegancja, umiar i to, co dziś nazwalibyśmy „ponadczasową architekturą”. W 1861 roku założono park dworski – miejsce spacerów, westchnień, rodzinnych rozmów i dziecięcego chichotu. Zapewne ładniejszy niż niejedna współczesna galeria handlowa. Ale w 1864 roku przyszła epoka uwłaszczeń. Majątek przeszedł reorganizację – ziemia została rozdzielona między chłopów, a przy dworze pozostał już tylko folwark. To było to samo pokolenie, które tworzyło Gminę Nielisz, w której Staw Noakowski znalazł się na stałe.
Przed remontem (maj 2013) - fot. Tomasz Banach

 Śmierć właściciela, zmiany i... przebudowy. W 1880 roku Adolf Noakowski zmarł, a majątek przejęły jego żona Bronisława i dzieci. Pod koniec XIX wieku postanowili odświeżyć wygląd domu – i tak dwór zyskał kształt, który oglądamy dziś. Nieco później, w okresie międzywojennym, pojawiły się kolejne zmiany w architekturze. W tym czasie Staw Noakowski miał już nowych gospodarzy – W latach 1905–1944 majątek należał do Leona Skupińskiego – postaci, którą okoliczni mieszkańcy wspominają do dziś. Szkoła pod dachem dworu, czyli dzieci rządzą! Historia po wojnie potoczyła się jak w wielu podobnych miejscach na Lubelszczyźnie. Dwór przeszedł w ręce państwa, a w jego wnętrzu powstała szkoła podstawowa. Jeśli ktoś uważa, że dzieci nie robią hałasu – niech zapyta ściany dworu. One wiedzą swoje. Szkoła działała aż do 2009 roku, co czyni ten dwór prawdziwym weteranem edukacji.

Fronton - fot. Tomasz Banach

Dzisiejszy Staw Noakowski – od zabytku do miejsca, gdzie wdycha się zdrowie. Dziś dwór znów wygląda godnie. Po rewitalizacji odzyskał dawny blask, a wokół pojawiły się nowoczesne dodatki. I to jest piękne. Dwór polski – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dzisiejszy budynek to klasyczny przykład „dworu polskiego” – skromnego, ale eleganckiego, harmonijnego, osadzonego w krajobrazie jakby był tu od zawsze. A w sumie… był. Cegła, kamień, wapienna zaprawa, klasycystyczna fasada – wszystko to przetrwało burze dziejów, wojny, zmiany ustrojów i epok, a nawet codzienny gwar szkolnych przerw. A gdyby ściany mogły opowiadać… to powiedziałyby pewnie: „Byli tu rycerze. Byli ziemianie. Były dzieciaki z tornistrami. I wszyscy zostawili po sobie ślad.” A dziś dwór stoi jak dawniej – może trochę odświeżony, trochę bardziej uśmiechnięty, trochę nowoczesny – ale dumny, że przetrwał wieki i wciąż ma komu opowiadać swoją historię.

sobota, 29 listopada 2025

Tradycyjne Andrzejki na Lubelszczyźnie: zwyczaje, o których mało kto słyszał!

Andrzejki to jedna z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych nocy w polskim kalendarzu. Choć wiele wróżb znamy z ogólnopolskiej tradycji, to Lubelszczyzna kryje w sobie wyjątkowe, często zapomniane zwyczaje, które przetrwały w małych wsiach, domach kultury i rodzinnych opowieściach. Jeśli kochasz lokalny folklor, magia tej nocy na pewno Cię zachwyci! 

Lanie wosku – klasyka w lubelskim wydaniu. To najpopularniejsza wróżba w całej Polsce, ale na Lubelszczyźnie często wykonywano ją przez starą, kutą kłódkę lub szczęśliwy klucz przekazywany w rodzinie. Uformowany z wosku kształt oglądano przy świetle świecy, a cień miał zdradzić przyszłość – szczególnie pannom szukającym miłości. 

Wróżby z imion – która kartka zwycięży? Dziewczęta ciągnęły karteczki z imionami przyszłych wybranków lub wkładały je pod poduszkę, wierząc, że we śnie poznają imię przyszłego męża. Popularne było także rzucanie karteczek na podłogę – ta, która poleciała najdalej, wskazywała „tego jedynego”. 

But za butem. Przesuwanie butów do progu To jedna z najbardziej charakterystycznych wróżb w regionie. Dziewczęta ustawiały swoje buty w rządku i przesuwały je w stronę drzwi. Pierwszy but, który przekroczył próg, wróżył rychłe zamążpójście. Emocji zawsze było przy tym co niemiara! 

Co kryje się pod miseczkami? Na Roztoczu i w wielu wsiach Lubelszczyzny popularna była zabawa, w której pod miseczkami ukrywano symboliczne przedmioty: obrączkę – szybkie wesele, pieniążek – dostatek, chleb – powodzenie w pracy, różaniec – życie duchowe, pustą miskę – brak zmian. Wróżba budziła wiele śmiechu, ale bywała też zaskakująco trafna! 

Magia ognia i popiołu. W okolicach Chełma czy Zamościa dziewczęta wkładały patyczki do żaru. Jeśli dwa patyczki zetknęły się – oznaczało to zbliżający się związek. Liczba iskier z paleniska miała zaś przepowiadać dostatek w nadchodzącym roku. Na wodzie puszczano połówki orzechów z małymi świeczkami. Gdy „łódeczki” podpływały do siebie, wróżyło to spotkanie przyszłej miłości. To jedna z najpiękniejszych, bardzo nastrojowych wróżb. 

  Ludowa symbolika stroju. Na dawnej Lubelszczyźnie panny w tę noc ubierały białe koszule, symbolizujące czystość. Rozpuszczały też włosy – miało to „otworzyć drogę” przepowiedniom. 

 Andrzejki dziś – tradycja, która żyje. Choć czasy się zmieniają, wiele zwyczajów przetrwało. Muzea, szkoły i domy kultury na Lubelszczyźnie regularnie organizują wróżby, warsztaty i pokazy folkloru. To piękny sposób na łączenie lokalnej historii ze współczesną zabawą. A jakie wróżby dzisiaj zagoszczą na Waszych imprezach Andrzejkowych?

środa, 19 listopada 2025

Skarby Lubelszczyzny: Pałac w Ruskich Piaskach

Fronton Pałacu - stan obecny (listopad 2025) - fot. Tomasz Banach 

Listopad ma w sobie coś z ciszy starej fotografii — światło blednie, mgła przykrywa pola jak miękki pled, a ja znów wyruszam na trip przez Lubelszczyznę, by odnaleźć te miejsca, gdzie historia stoi tuż obok nas, tylko lekko przykurzona. Tym razem los zaprowadził mnie do Ruskich Piasków. Niby niewielka wieś, niepozorna, ale ja już dobrze wiem, że na tej ziemi najmniejsze miejscowości skrywają największe opowieści. Gdy wjechałem aleją, a zza gałęzi wyłonił się pałac, poczułem, jakby czas na chwilę obrał inny kierunek. 

Pałac od strony ogrodu (archiwum: maj 2013) - fot. Tomasz Banach

O dawnych właścicielach i ich świecie. Ruskie Piaski — nazwa miękka, sypka, jakby ktoś garść suchego piasku przesypywał między palcami. A przecież przez wieki przechodziły przez ręce rodów, które pisały lokalną historię tak samo pewnie, jak kaligraf piórem po pergaminie. Byli tu Hurkowie, potem Zamoyscy — możni, zapobiegliwi, trzymający pieczę nad ziemią i ludźmi. Ale dopiero na początku XX wieku pojawił się ktoś, kto zapragnął nadać temu miejscu blasku, o którym mówi się nie szeptem, lecz z zachwytem. Adam Gasztołd Bukraba. Człowiek z wyobraźnią, który w 1906 roku postawił pałac tak pięknie neorenesansowy, że do dziś, nawet z oddali, wygląda jak przeniesiony z kart romantycznej powieści. Z ryzalitem, który jak wysunięta pierś dumnie podtrzymuje fronton. Z basztą, okrągłą i zgrabną przypominającą strażniczkę opowieści. Z wieżą, której zegar wydaje się liczyć nie minuty, lecz kolejne rozdziały dziejów. Wokół pałacu — park. Och, kiedyś musiał wyglądać jak scena z filmu kostiumowego: grabowe aleje, altanki kuszące cieniem, staw odbijający chmury, a na trawie długie suknie dam falujące przy spacerach. Taki był świat, który tu zbudowano — świat elegancji, spokojnego zbytku i rozmów prowadzonych przy szmerze wody.

Herb Rodu Gasztołd Bukraba - "Gryzima" i data budowy pałacu - fot. Tomasz Banach
Zmienna fortuna i nowe czasy. Ale historia — jak wiadomo — lubi przewracać kartki bez ostrzeżenia. I tak po wojnie pałac przeszedł w inne ręce, a jego dawna świetność zaczęła przygasać, jak świeca dogasająca nad porzuconym listem. Z czasem jednak ktoś zapalił tę świecę na nowo. W latach 80. pałac odrestaurowano — nie w pełni po dawnemu, ale na tyle, by budynek znów mógł oddychać spokojnie. Dziś jest Domem Pomocy Społecznej — i choć życie w jego murach toczy się inaczej niż sto lat temu, nadal czuć tu troskę i obecność ludzi. A to również jest forma świetności — cicha, codzienna, ale godna.

Pałac w latach 1939 - 43 - źródło: fotopolska.eu 
Listopadowe spotkanie. Kiedy po raz kolejny stanąłem przed pałacem tej jesieni, świat miał kolor wyciszonego brązu. Drzewa traciły ostatnie liście, park pachniał mokrą ziemią i długim snem natury. A sam pałac? Wyglądał jak starszy, siwy pan, który przeżył wiele, ale nadal stoi prosto, z oczami pełnymi wspomnień. W listopadzie takie miejsca mówią głośniej. Echa kroków odbijają się mocniej, cisza ma głębszy ton, a wyobraźnia łatwiej widzi to, co było tu przed laty — damy w kapeluszach, konie czekające w powozowni, rozmowy na schodach ryzalitu… Spacerowałem po parku, zaglądając między drzewa, wsłuchując się w szept wiatru. Czasem lubię myśleć, że to właśnie tamte dawne opowieści chcą jeszcze raz dać o sobie znać — a ja mam zaszczyt je usłyszeć.

Wieża zegarowa (archiwum - maj 2013) - fot. Tomasz Banach

Dla czego warto tu przyjechać? Bo to nie jest tylko pałac. To kapsuła czasu. Samotna, piękna, stojąca na uboczu dróg wielkiej historii, ale równie ważna. Bo jest świadkiem życia, które płynęło tu kiedyś leniwie, dostojnie, z elegancją. Bo listopadowy spacer po parku przy pałacu w Ruskich Piaskach potrafi zrobić w sercu takie miejsce ciszy, jakie trudno znaleźć gdzie indziej. I wreszcie — bo takie miejsca uczą nas patrzeć uważniej. Nie tylko na zabytki, ale na życie.

sobota, 15 listopada 2025

Skarby Lubelszczyzny - Listopadowy spacer nad Tanwią

O czym szumią "szumy" - fot. Tomasz Banach

Listopad na Roztoczu ma swój własny rytm. Ciszę przerywa tu tylko szelest liści i jednostajny szept rzeki, który tego miesiąca brzmi jakby odrobinę głębiej, poważniej. Ilekroć wyruszam na szlak Rezerwatu „Nad Tanwią”, mam wrażenie, że idę spotkać się ze starym przyjacielem — takim, który zawsze wita się inaczej, choć pozostaje przecież tym samym. A jesienią… och, jesienią to miejsce potrafi zaczarować nawet mnie, człowieka, który był tu setki razy.

Tylko szum, szum, szum... - fot. Tomasz Banach
Szlakiem w dół ku wodzie. Wchodzę w las i od razu czuję, jak igliwie miękko ugina się pod stopami. Zapach mokrej ziemi miesza się z aromatem opadłych liści, a powietrze jest chłodne, jakby ktoś przetarł je srebrnym pędzlem. Idę dalej, w stronę rzeki, i wiem, że za chwilę usłyszę dźwięk, który od lat niezmiennie mnie wzrusza. Najpierw nieśmiało, jak szept dziecka — potem wyraźnie, rytmicznie: szum, szum, szum… To słynne szumy na Tanwi, niewielkie progi rzeczne i wodospady, które dały temu miejscu jego wyjątkowy charakter. Każdy z nich brzmi nieco inaczej — jedne jak przesypywany piasek, inne jak potok śmiechu, jeszcze inne jak bicie serca ukrytego wśród drzew. Czasem stoję nad nimi dłużej, niż pozwala mi plan wycieczek, bo trudno się oprzeć temu wodnemu koncertowi.

Jesień wszystko odmienia - fot. Tomasz Banach
Rzeka, która niesie legendy. A Tanew… to rzeka, o której mówi się tu szeptem. Miejscowi od dawna wierzą, że płynie nią nie tylko woda, ale też dawne opowieści. Jedna z legend głosi, że jej nurt prowadzi śladami nieszczęśliwych kochanków, którzy uciekali przed gniewem możnego rodu. W miejscu, gdzie dogonił ich los, woda miała „rozszlochać się” na kamieniach — i tak narodziły się szumy. Inna opowieść mówi o duchu strażnika puszczy, który przemierza tutejsze lasy, zamieniając się czasem w mgłę unoszącą się nad rzeką o świcie. Mówią, że ci, którzy idą szlakiem z dobrym sercem, poczują jego obecność jako ciepły powiew — nawet w najzimniejszy listopadowy dzień. Czy to prawda? Nie wiem. Ale wiem, że coś tu jest. Coś, co nie pozwala przejść obojętnie.

Magia Roztocza... - fot. Tomasz Banach
Rezerwat, który zmienia twarz. Są takie miejsca, które za każdym razem wydają się nowe — i Rezerwat Nad Tanwią należy właśnie do nich. Wiosną szumiały tu kwietne dywany zawieszone między brzegami. Latem — zielony tunel, przez który słońce przemykało w złotych smugach. Jesienią… dziś… kolory zmęczone, ale piękne, jakby natura robiła ostatnie poprawki przed zimowym snem. Nawet sama Tanew jesienią płynie inaczej. Ciemniejsza, głębsza, jakby bardziej zadumana. I ja zawsze staję się tu choć odrobinę bardziej uważny.

Wędruj z nami... - fot. Tomasz Banach

Idźmy razem. Gdy wracam ścieżką po drugiej stronie rzeki,  mijam turystów — jedni zagubieni w mapach, inni zamyśleni nad szumami, jeszcze inni po prostu uśmiechają się do lasu. I wtedy zawsze myślę, że warto ich poprowadzić, pokazać zakątki, których nie znajdzie się w przewodnikach, opowiedzieć legendy, o których nie przeczyta się w folderach. Bo Roztocze to nie tylko piękne widoki. To opowieści, które czekają, by je odkryć. Dlatego — jeśli masz ochotę zanurzyć się w listopadowym lesie, posłuchać szumów, poznać tajemnice Tanwi i poczuć magię Roztocza o każdej porze roku — zapraszam w drogę. Pójdziemy razem. A ja z przyjemnością opowiem Ci wszystko, co wiem — i to, co wciąż próbuję odszukać między drzewami.

sobota, 8 marca 2025

Roztocze - Wyjazd Szkoleniowo - Integracyjny


ROZTOCZE - WYJAZD SZKOLENIOWO - INTEGRACYJNY

Myślisz, że o Roztoczu wiesz już wszystko? Byłeś tam wiele razy? Jesteś przewodnikiem turystycznym, czy też pilotem wycieczek i chcesz pogłębić swoją wiedzę i zdobyć nowe doświadczenie! To ten wyjazd jest właśnie dla Ciebie! Podczas naszego wyjazdu pogłębisz swoją wiedzę o najpiękniejszych miejscach Roztocza! Odkryjesz je na nowo i spojrzysz na nie z innej perspektywy.

ZAPRASZAMY już 18 marca na wspólny wypad w poszukiwaniu wiosny, a może ostatnich zimowych akcentów.

PROGRAM WYJAZDU:
Spotykamy się na parkingu przy Lunecie (Peowiaków 90) w Zamościu o 8:30 by wyruszyć na spotkanie z przygodą i przyrodą Roztocza. Odwiedzimy:
- Szczebrzeszyn - z najważniejszymi zabytkami miasta i oczywiście z legendarnym Pomnikiem Chrząszcza;
- Zwierzyniec - gdzie zobaczymy wspólnie Kościół "na Wodzie" pw. św. Jana Nepomucena, zabudowania dawnego Zarządu Ordynacji Zamojskiej, Pomnik Szarańczy, Zabudowania Browaru;
- Krasnobród - Sanktuarium Matki Bożej Krasnobrodzkiej oraz ptaszarnie, wystawę wieńców dożynkowych, Muzeum Ziemi Krasnobrodzkiej, kapliczką na wodzie oraz kaplicą św. Rocha.
- Rezerwat nad Tanwią - gdzie przespacerujemy się słynnym "szlakiem szumów", by zakończyć zwiedzanie wspólnym ogniskiem z pieczonymi kiełbaskami.
W wyśmienitych nastrojach powrócimy do miejsca zbiórki w Zamościu.

ZAPEWNIAMY:
- przejazd busem klasy turystycznej;
- opiekę profesjonalnego przewodnika;
- kiełbaskę z ogniska i coś do niej;
- a przede wszystkim świetną atmosferę podczas wyjazdu.

A to Wszystko w PROMOCYJNEJ CENIE - 119 zł od osoby.
WIĘCEJ INFORMACJI I ZAPISY POD NR TEL: 693 879 958 Zapisy przyjmujemy do dnia 15 marca!

Cena nie obejmuje ubezpieczenia. Uczestnicy ubezpieczają się we własnym zakresie!

NIE CZEKAJ! DOŁĄCZ DO NASZEGO WYJAZDU JUŻ DZIŚ! 

poniedziałek, 17 lutego 2025

Z cyklu: "Co robi przewodnik kiedy nie oprowadza" - Stacja Narciarska Szopowe

Uwieczniając cudne widoki - fot. Anna Banach

Dzisiaj rozpoczynają się ferie zimowe w naszym regionie. To dobry czas, by wybrać się na Roztocze. My dzisiaj sprawdzaliśmy warunki narciarskie panujące na jednym z najbardziej malowniczo położonych stoków narciarskich w miejscowości Szopowe. Wybraliśmy się tam całkowicie spontanicznie, nie po to by osobiście oddawać się "białemu szaleństwu", a po to by podpatrzeć jak robią to inni, a przy okazji pooddychać rześkim, mroźnym powietrzem i popodziwiać piękne widoki pogranicza Roztocza i puszczy Solskiej. 
Jedna z tras zjazdowych - fot. Tomasz Banach
Na stoku, który jest świetnie przygotowany można skorzystać z kilku tras zjazdowych o różnym stopniu trudności. Głównie są to "ośle łączki", ale i bardziej wymagający miłośnicy dwu, lub jednej deski znajdą tutaj doskonałe warunki do tego by do woli poszusować i poćwiczyć formę i nie wyjść z wprawy. Czym więcej zjazdów, tym więcej zabawy. 
Na stoku - fot. Tomasz Banach
Korzystać ze stoków można w każdym wieku (dzieciaczki, oczywiście pod opieką dorosłych). Mroźna pogoda, jaka towarzyszy nam przez ostanie dni i noce, sprawia, że mimo tego, że opady śniegu w naszym regionie są ostatnimi czasy niewielkie, to pokrywa śnieżna, stale uzupełniana przez armatki śnieżne jest wystarczająca i jak warunki pogodowe się nie zmienią, to utrzyma się jeszcze przez następne dni, a może i tygodnie.
Szczyt wyciągu i piękny widok na Puszczę Solską - fot. Tomasz Banach
Docelowo do użytku gości odwiedzających ośrodek oddawane są trzy wyciągi. Pierwszy i zarazem najdłuższy mierzy 350 metrów. Dwa krótsze, mają po 200. W stacji można skorzystać ze świetnie wyposażonej wypożyczalni sprzętu narciarskiego i pod okiem wyspecjalizowanej kadry dobrać dla siebie odpowiednie akcesoria. Ze szczytu stoku roztaczają się przepiękne widoki. Na pewno warto wjechać na samą górę wyciągiem, lub tak jak zrobiliśmy to my, podczas naszego pobytu, wspiąć się na własnych nogach.
Widok z Szopowego - fot. Tomasz Banach
Nie tylko amatorzy sportów zimowych znajdą tutaj coś dla siebie. Poza sezonem zjazdowym, w ośrodku przy stoku funkcjonuje camping i pole namiotowe. Można również skorzystać z pomieszczeń stacji, zorganizować na jej terenie ognisko, czy też "zielony kulig". Jest to świetna baza wypadowa na szlaki piesze i rowerowe Roztocza i Puszczy Solskiej. Nie daleko stąd do znanych i często odwiedzanych przez turystów miejscowości, takich jak: Krasnobród, Zwierzyniec, Józefów, czy Górecko Kościelne. 
Ośrodek w Szopowym - fot. Tomasz Banach
Ośrodek dysponuje dużym parkingiem. Czynny jest od godziny 14-ej do 20-ej. I co szczególnie ważne dla nas... Jest przyjazny czworonogom. My po dzisiejszej wizycie jesteśmy zachwyceni tym miejscem i na pewno wrócimy tu jeszcze nie raz. Zarówno zimą jak i latem, by skorzystać z oferty ośrodka i walorów krajobrazowo - przyrodniczych w jakich jest położony. Na pewno polecamy to miejsce, by odwiedzić je w czasie tegorocznych ferii. Więcej o ofercie stoku dowiecie się klikając TUTAJ
W lasach Roztocza - Fot Tomasz Banach
Zapraszamy do wspólnych wędrówek po Roztoczańskich szlakach. Nie ma na co czekać! Już dziś skontaktujcie się z wesołym i otwartym na ludzi przewodnikiem, który przygotuje dla Was ciekawe trasy, poleci noclegi i miejsca gdzie można dobrze i smacznie zjeść. Jeżeli tylko będziecie mieli ochotę, to zorganizujemy dla Was jeszcze wiele atrakcji o których więcej TUTAJ 

ZAPRASZAMY DO SKORZYSTANIA Z NASZEJ OFERTY!

sobota, 8 lutego 2025

Podsumowanie stycznia 2025 - Zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

Krasnal w Rynku Solnego Zaprasza do Zamościa i na Roztocze

Za nami początek roku! Podsumowaliśmy miniony sezon i z energią ruszyliśmy do pracy. Zimowe miesiące to czas, kiedy jest nieco mniej turystów, ale my nie próżnujemy! Przyjmujemy rezerwacje i pomagamy układać programy wyjazdów do Zamościa oraz na Roztocze. Od stycznia, po podpisaniu umowy z administratorem, świadczymy usługi przewodnickie na Trasie Turystycznej w Bastionie VII. Serdecznie zapraszamy do odkrywania z nami tego niezwykłego miejsca! W minionym miesiącu udało nam się oprowadzić 132 zadowolonych turystów. Wierzymy, że to dopiero początek i z każdym miesiącem liczba ta będzie rosła! Nowy Rok to także nowe plany i atrakcje dla turystów – o nich napiszemy w oddzielnym wpisie już niebawem! Nasz firmowy kalendarz szybko się zapełnia nowymi zleceniami. Jeśli masz ochotę skorzystać z naszej oferty przewodnickiej, nie zwlekaj! Zarezerwuj dogodny termin już dziś.

Zadzwoń: 693 879 958 

Napisz: turbanwycieczki@gmail.com

Zapraszamy do odkrywania uroków Zamościa i Roztocza! 

niedziela, 12 stycznia 2025

Skarby Lubelszczyzny - Zimowy Emilcin – tam, gdzie legenda UFO spotyka ciszę wsi

Przy Pomniku UFO (styczeń 2025) - fot. Anna Banach 

Zimą Emilcin wygląda niepozornie. Kilka domów, droga przecinająca wieś, pola przykryte śniegiem i las, który o tej porze roku zdaje się szeptać własne historie. To właśnie tutaj, w samym środku wsi, stoi jeden z najbardziej osobliwych pomników w Polsce – Pomnik UFO. Pomnik powstał w 2005 roku z inicjatywy Fundacji Nautilus. Ma formę metalowego sześcianu osadzonego na kamiennym cokole. Widnieje na nim napis przypominający o wydarzeniu, które przeszło do historii polskiej ufologii: 
„10 maja 1978 r. w EMILCINIE wylądował obiekt UFO. Prawda nas jeszcze zadziwi…”
To jeden z nielicznych pomników UFO na świecie i bez wątpienia najbardziej znany w Polsce. Choć nie stoi dokładnie w miejscu domniemanego zdarzenia, stał się symbolem Emilcina i jego niezwykłej historii. Według relacji z 10 maja 1978 roku rolnik Jan Wolski, wracając do domu przez pobliski las, spotkał dwie tajemnicze postacie. Niewysokie, o zielonkawych twarzach i skośnych oczach, miały zaprosić go na pokład unoszącego się nad ziemią obiektu. Tam – jak twierdził – przeprowadzono na nim badania, po czym wrócił do domu. 
Inskrypcja na Pomniku UFO (styczeń 2025) - fot. Tomasz Banach
Sprawa szybko trafiła do mediów. Dzięki zaangażowaniu ufologów i specjalistów przez ponad trzy dekady uznawano ją za najlepiej udokumentowany przypadek UFO w Polsce. Emilcin stał się punktem odniesienia dla wszystkich miłośników zagadek i niewyjaśnionych zjawisk. Dziś, szczególnie zimą, Emilcin jest miejscem spokojnym i refleksyjnym. Śnieg tłumi dźwięki, a pomnik stojący pośród wsi skłania do zadumy. Niezależnie od tego, jak oceniamy prawdziwość wydarzeń sprzed lat, jedno jest pewne – Emilcin zapisał się na trwałe w historii i wyobraźni. To idealny przystanek dla turystów ciekawych nieoczywistych miejsc, miłośników lokalnych legend i tych, którzy podczas podróży lubią usłyszeć dobrą historię. Bo nawet jeśli UFO tu nie wylądowało, to legenda – bez wątpienia – została na dobre.