Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roztocze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roztocze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Trzy lata TUR – BAN Tomasz Banach Agencja Turystyki!


Trzy lata temu wyruszyliśmy w podróż, której kierunek był jasny: pokazywać Zamość i Roztocze tak, aby historia przestała być datą z podręcznika, a stała się fascynującą opowieścią. Przez ten czas oprowadziliśmy po Zamościu i malowniczym Roztoczu wiele tysięcy turystów – tych z bliska i tych z bardzo daleka. Były wycieczki szkolne, grupy seniorów, zakłady pracy, rodziny, znajomi, a nawet tacy, którzy „przyjechali na chwilę”, a zostali na dłużej, bo Zamość po prostu wciąga.  Z pasją i uśmiechem przybliżaliśmy historię miasta idealnego, opowiadaliśmy o hetmanach, twierdzach, ordynacjach i roztoczańskich tajemnicach. Staraliśmy się, by było ciekawie, przystępnie i bez szkolnej nudy. Bo historia ma smakować jak dobra kawa na Rynku Wielkim – aromatycznie i z przyjemnością. 

Dziękujemy wszystkim, którzy nam zaufali przez te trzy lata. Każda grupa, każdy turysta jest dla nas ważny. Niezależnie czy to 2 osoby czy 200 – zawsze dajemy z siebie 100%, a czasem i 120%  Wasze uśmiechy, dobre słowa, powroty i polecenia są dla nas największą nagrodą (no dobrze… największą poza kasą ). Zapraszamy do współpracy nowych turystów, szkoły, firmy i biura podróży. Jeśli chcecie poznać Zamość i Roztocze w ciekawy, żywy i pełen pasji sposób – jesteśmy do Waszej dyspozycji. Bo dla nas turystyka to nie tylko praca. To przygoda, spotkania z ludźmi i wspólne odkrywanie miejsc, które warto zobaczyć przynajmnej raz w życiu. A najlepiej kilka razy! Do zobaczenia na szlaku! 

czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy Rok zapisany śniegiem – zimowy spacer nad zalewem w Jacni

Z kopyta kulig rwie.. - fot. Tomasz Banach

 Nowy Rok przywitał mnie ciszą, jakiej próżno szukać w mieście. Roztocze o tej porze roku ma w sobie coś z zaczarowanej krainy – jakby czas zwolnił, a świat na chwilę wstrzymał oddech. Wyjazd w okolice zalewu w Jacni był spontaniczny, ale właśnie takie wyprawy smakują najlepiej.
Leśne ostępy - fot. Tomasz Banach
Śnieg przykrył wszystko grubą, skrzącą się pierzyną. Drzewa pochylone pod jego ciężarem wyglądały niczym strażnicy pilnujący zimowej tajemnicy. Każdy krok skrzypiał pod butami, a powietrze było tak rześkie, że aż szczypało w nos i uszy – ten charakterystyczny, zdrowy mróz, który momentalnie przywraca energię i rumieniec na twarzy.
Jeszcze na kołach, ale już po śniegu - fot. Tomasz Banach
Najbardziej urzekł mnie jednak widok koni ciągnących wozy. Spokojne, dostojne, jakby zupełnie nieświadome tego, że są częścią niemal baśniowego obrazu. Dzwonki przy uprzężach pobrzękiwały cicho, niosąc się po zaśnieżonych polach i leśnych ścieżkach. Ten dźwięk – prosty, rytmiczny – idealnie współgrał z ciszą zimowego krajobrazu, tworząc melodię, której nie da się zapomnieć.
Plaża w Jacni - jaki tu spokój - fot. Tomasz Banach
Spacer wzdłuż zalewu w Jacni był prawdziwą przyjemnością. Tafla wody była w całości skuta lodem i przykryta miękką, śnieżną pierzynką, która nadawała temu miejscu jeszcze więcej spokoju i surowego uroku. Wokół panowała cisza kojąca myśli – taka, która pozwala zwolnić krok, zatrzymać się na moment i po prostu być. Tu nie trzeba było się spieszyć ani niczego planować. Wystarczyło iść przed siebie, oddychać pełną piersią i chłonąć chwilę.
Krzyż w Jacni - fot. Tomasz Banach
Takie noworoczne spacery mają w sobie coś symbolicznego. Są jak obietnica – że nowy rok nie musi zaczynać się głośno i w biegu. Może zacząć się cicho, wśród śniegu, dźwięku dzwonków i skrzypienia mrozu pod stopami. Roztocze zimą po raz kolejny pokazało mi, że najpiękniejsze momenty rodzą się z prostoty i bliskości natury. I chyba właśnie tego życzę sobie – i innym – na ten nowy rok.

sobota, 13 grudnia 2025

Skarby Podkarpacia - Cisza pod kopułami – zapomniana cerkiew w Chotylubiu

Opuszczona cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Grudzień ma w sobie coś z czasu ciszy i skupienia – idealnie pasuje do takich miejsc jak Chotylubiu. Do wsi zjeżdża się niepozorną drogą z Cieszanowa w stronę Brusna i łatwo byłoby ją minąć, gdyby nie lekkie wzniesienie pośrodku zabudowań. To właśnie tam stoi cerkiew – trochę zapomniana, trochę zamknięta na głucho, ale wciąż opowiadająca historię tym, którzy potrafią słuchać. Zatrzymuję się zwykle na chwilę dalej, żeby podejść pieszo. Tak, jakby to miejsce nie lubiło pośpiechu. Cerkiew greckokatolicka w Chotylubiu powstała w 1888 roku, z inicjatywy parocha Piotra Gissowskiego, w miejscu starszej świątyni z końca XVII wieku. Tamta, z 1693 roku, nie dotrwała do naszych czasów – rozebrano ją, a materiał, jak zanotowano, kupił chłop z Podemszczyzny. Drewno, jak widać, też wędrowało. Obecna cerkiew to klasyczna, roztoczańska trójdzielna budowla zrębowa, orientowana – czyli zwrócona prezbiterium ku wschodowi. Węgły łączone „na rybi ogon”, z charakterystycznymi rysiami podpierającymi okap, zdradzają kunszt dawnych cieśli. Zrąb osłania okap, a wyżej ściany obito pionowym deskowaniem. Całość spoczywa na solidnej podmurówce z kamienia łamanego – jakby ktoś chciał ją na dobre zakotwiczyć w tej ziemi.
Dobudowany przedsionek zaburzający proporcje (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Najwyższa i najważniejsza część to kwadratowa nawa, nad którą wznosi się ośmioboczna kopuła na tamburze, zwieńczona latarnią. Od wschodu węższe, prostokątne prezbiterium, z niewielką zakrystią od północy, a nad nim mniejsza kopuła z cebulastym hełmem. Nad obiema kopułami żeliwne krzyże – surowe, ciężkie, odporne na wiatr i czas. Od zachodu babiniec, a nad nim i zachodnią częścią nawy – chór muzyczny. Dachy, kopuły i okap pokryto blachą, która dziś bardziej tłumi dźwięki niż je odbija. Tuż obok stoi dzwonnica parawanowa – trójarkadowa, zbudowana z kamienia łamanego i otynkowana. Dzwonów już w niej nie ma, ale łatwo sobie wyobrazić, jak ich głos niósł się po okolicy. Najstarszy pochodził z 1686 roku, drugi z 1776. Dziś została cisza.
Dzwonnica bez dzwonów (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Po wysiedleniu ludności ukraińskiej cerkiew przez pewien czas służyła jako kościół filialny parafii w Cieszanowie, pod wezwaniem Opieki Najświętszej Maryi Panny. Remonty przeprowadzano na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, ale nie wszystkie decyzje były fortunne. W 1986 roku do babińca dobudowano zbyt duży, ciężki przedsionek, który zaburzył proporcje bryły. Wnętrze ogrzewano żeliwnym piecem, do którego przy północnej ścianie nawy poprowadzono ogromny, blaszany komin – detal praktyczny, choć dziś rażący. Kiedy w 2001 roku we wsi stanął nowy, murowany kościół, stara cerkiew została zamknięta. Od tego czasu trwa – milcząca, trochę zapomniana, ale wciąż obecna. 
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
A przecież kiedyś była pełna życia i cennych skarbów. W 1904 roku cerkwie ziemi lubaczowskiej inwentaryzował lwowski nauczyciel Karol Notz. W swoich zapiskach o Chotylubiu zanotował rzeczy, które dziś brzmią jak opowieść z innego świata. Pisał o obrazie św. Mikołaja malowanym na desce, „dość ładnym”, w srebrzonej stule – i dodał z nutą ironii, że „chętnie go sprzedadzą”. Wspominał ikonostas z początku XVIII wieku, obrazy Narodzenia Chrystusa z XVII stulecia oraz najpiękniejszy – artystyczny obraz Matki Boskiej, z nieczytelnym już napisem. Był też wizerunek Chrystusa z tajemniczym napisem: „Sej obraz P.B. AXEI”.
Cerkiew - widok od strony szosy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Notz odnotował również księgi – wśród nich ręcznie pisany irmologion ośmiogłosny z 1735 roku, sporządzony przez miejscowego księdza, oprawiony w drewno i skórę, z klamrami. Takie drobiazgi mówią więcej o dawnym świecie niż niejedna kronika. Dziś, stojąc pod zamkniętymi drzwiami cerkwi w Chotylubiu, łatwo poczuć, że to miejsce żyje głównie wspomnieniem. Ale wystarczy chwila uważności – spojrzenie na kopuły, dotknięcie chłodnego kamienia dzwonnicy, ciche przeczytanie zapisków sprzed ponad stu lat – by ta zapomniana cerkiew znów zaczęła mówić. Trzeba tylko dać jej czas i uwagę.

piątek, 12 grudnia 2025

Skarby Podkarpacia - Nie z listy UNESCO – gawęda o cichej cerkwi w Radrużu

Cerkiew p.w. św. Mikołaja Cudotwórcy w Radrużu (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach

Jadąc po Roztoczu, człowiek szybko uczy się jednej rzeczy – tu nie zawsze warto trzymać się głównej drogi. Czasem najlepiej skręcić tam, gdzie asfalt robi się węższy, a krajobraz zaczyna opowiadać własną historię. I właśnie tak, trochę „przy okazji”, wielokrotnie trafiałem do tej mniej znanej cerkwi w Radrużu. Nie tej na liście UNESCO, nie tej, o której wszyscy mówią, ale tej cichej, stojącej spokojnie nad potokiem Radrużka. Zawsze, gdy prowadzę turystów po tych stronach, mówię: chodźcie, pokażę wam jeszcze jedno miejsce – niepozorne, ale z duszą. I skręcamy w dół, na niewielkie wzniesienie, gdzie za drewnianym płotem stoi ona – skromna, drewniana cerkiew św. Mikołaja.

Piękny przykład architektury drewnianej (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
„Panie, a ona zawsze taka była?” To jedno z pierwszych pytań, które zwykle słyszę. I wtedy zaczyna się opowieść. Bo nie, nie zawsze taka była. Choć na pierwszy rzut oka wygląda, jakby stała tu od niepamiętnych czasów, w obecnym kształcie powstała na początku lat 30. XX wieku. W latach 1930–1931 przebudowano ją gruntownie, wykorzystując fragmenty starszej, zapewne XVIII-wiecznej kaplicy. I proszę zwrócić uwagę – mówię wtedy, wskazując prezbiterium – ten trójbocznie zamknięty wschodni fragment pamięta jeszcze tamte czasy. Reszta to już dzieło cieśli z początku XX wieku. Zrobili coś bardzo sprytnego – niewielką świątynię „podciągnęli” wizualnie do góry, fundując jej ośmioboczną kopułę z latarnią. Dzięki temu cerkiew wydaje się większa, dostojniejsza, jakby chciała powiedzieć: jestem mała, ale ważna.
I jeszcze z innej perspektywy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Cerkiew przycupnięta nad potokiem. Lubię zwracać uwagę na położenie tego miejsca. Cerkiew stoi na lewym brzegu Radrużki, na łagodnym skłonie płaskowyżu, który opada w stronę doliny potoku. To nie jest przypadek. Dawniej takie miejsca wybierano z namysłem – miało być sucho, spokojnie i blisko natury. A ta cerkiew wygląda, jakby naprawdę tu przycupnęła, wtulona w krajobraz. Drewniane ściany, zrębowa konstrukcja, wysoki kamienny podmur – wszystko proste, funkcjonalne, bez zbędnych ozdób. Pionowe deskowanie przechodzi wyżej w gont, nad całością biegnie szeroki okap. Dachy dziś kryte są blachą, ale bryła zachowała swój dawny charakter. Gdy stajemy tu w ciszy, często słychać tylko wodę i wiatr – i wtedy łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce przed wojną.
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach 
Miejsce „nie z listy”, ale z pamięci. Na koniec zwykle mówię: to nie jest cerkiew z pocztówek, ale jedna z tych, które się pamięta. Bo Radruż ma wiele oblicz, a ta świątynia jest jednym z tych cichych świadków pogranicza – zmieniających się granic, ludzi i wyznań. Wracam tu chętnie, nawet gdy nie prowadzę nikogo. Ot, żeby na chwilę przystanąć, spojrzeć na kopułę, posłuchać potoku. I za każdym razem mam wrażenie, że ta cerkiew, choć niewielka i niepozorna, wciąż ma swoją opowieść do opowiedzenia – trzeba tylko zwolnić krok i dać się jej poprowadzić.

czwartek, 11 grudnia 2025

Tomaszów Lubelski w wersji „WOW!” – czyli gdy miasto zapala święta

Tomaszów Lubelski w świątecznej odsłonie - fot. Tomasz Banach
Grudzień to ten magiczny moment w roku, kiedy nawet najbardziej zatwardziały przeciwnik zimy zaczyna podejrzliwie zerkać na migające światełka i myśli: „A może jednak są fajne?”. W ramach naszych przedświątecznych wojaży po Lubelszczyźnie, a w szczególności po ukochanym Roztoczu, trafiliśmy do Tomaszowa Lubelskiego, który po zmroku… po prostu błyszczy.
Iluminacje - fot. Tomasz Banach
Centrum miasta zamieniło się w prawdziwą krainę światła. Iluminacje przygotowane przez władze miejskie sprawiają, że człowiek chodzi z głową zadartą do góry, uśmiecha się sam do siebie i co chwilę sięga po telefon, bo „to trzeba uwiecznić”. Światełka, dekoracje i świąteczny klimat robią robotę – i to taką na pełen etat.
Choinka musi być... i to nie jedna - fot. Tomasz Banach
Jest kolorowo, radośnie i bardzo „przedświątecznie”. Tomaszów Lubelski udowadnia, że nie trzeba być metropolią, żeby stworzyć atmosferę, która rozgrzewa nawet w mroźny wieczór. Spacer po rozświetlonym centrum to idealna propozycja: dla rodzin, zakochanych, spacerowiczów z kubkiem herbaty (albo grzańca – nie oceniamy ) i wszystkich, którzy chcą na chwilę zwolnić i poczuć magię nadchodzących świąt.
I Aniołek się zaplątał - fot. Tomasz Banach
A my? My oczywiście podziwiamy, chwalimy i z uśmiechem notujemy w pamięci kolejne miejsce na mapie roztoczańskich przedświątecznych must-see. Bo takie iluminacje to nie tylko dekoracje – to małe iskierki radości, które mówią: „Hej, święta już tu są!”.
Sanie Świętego Mikołaja gotowe do startu - fot. Tomasz Banach
Jeśli więc planujecie zimowy spacer po Roztoczu, Tomaszów Lubelski po zmroku zdecydowanie wpiszcie na swoją listę. Ostrzegamy tylko: grozi nagłym przypływem dobrego humoru, chęcią robienia zdjęć i trudną do opanowania potrzebą powiedzenia „ale tu ładnie!” co najmniej pięć razy na minutę.

sobota, 29 listopada 2025

Tradycyjne Andrzejki na Lubelszczyźnie: zwyczaje, o których mało kto słyszał!

Andrzejki to jedna z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych nocy w polskim kalendarzu. Choć wiele wróżb znamy z ogólnopolskiej tradycji, to Lubelszczyzna kryje w sobie wyjątkowe, często zapomniane zwyczaje, które przetrwały w małych wsiach, domach kultury i rodzinnych opowieściach. Jeśli kochasz lokalny folklor, magia tej nocy na pewno Cię zachwyci! 

Lanie wosku – klasyka w lubelskim wydaniu. To najpopularniejsza wróżba w całej Polsce, ale na Lubelszczyźnie często wykonywano ją przez starą, kutą kłódkę lub szczęśliwy klucz przekazywany w rodzinie. Uformowany z wosku kształt oglądano przy świetle świecy, a cień miał zdradzić przyszłość – szczególnie pannom szukającym miłości. 

Wróżby z imion – która kartka zwycięży? Dziewczęta ciągnęły karteczki z imionami przyszłych wybranków lub wkładały je pod poduszkę, wierząc, że we śnie poznają imię przyszłego męża. Popularne było także rzucanie karteczek na podłogę – ta, która poleciała najdalej, wskazywała „tego jedynego”. 

But za butem. Przesuwanie butów do progu To jedna z najbardziej charakterystycznych wróżb w regionie. Dziewczęta ustawiały swoje buty w rządku i przesuwały je w stronę drzwi. Pierwszy but, który przekroczył próg, wróżył rychłe zamążpójście. Emocji zawsze było przy tym co niemiara! 

Co kryje się pod miseczkami? Na Roztoczu i w wielu wsiach Lubelszczyzny popularna była zabawa, w której pod miseczkami ukrywano symboliczne przedmioty: obrączkę – szybkie wesele, pieniążek – dostatek, chleb – powodzenie w pracy, różaniec – życie duchowe, pustą miskę – brak zmian. Wróżba budziła wiele śmiechu, ale bywała też zaskakująco trafna! 

Magia ognia i popiołu. W okolicach Chełma czy Zamościa dziewczęta wkładały patyczki do żaru. Jeśli dwa patyczki zetknęły się – oznaczało to zbliżający się związek. Liczba iskier z paleniska miała zaś przepowiadać dostatek w nadchodzącym roku. Na wodzie puszczano połówki orzechów z małymi świeczkami. Gdy „łódeczki” podpływały do siebie, wróżyło to spotkanie przyszłej miłości. To jedna z najpiękniejszych, bardzo nastrojowych wróżb. 

  Ludowa symbolika stroju. Na dawnej Lubelszczyźnie panny w tę noc ubierały białe koszule, symbolizujące czystość. Rozpuszczały też włosy – miało to „otworzyć drogę” przepowiedniom. 

 Andrzejki dziś – tradycja, która żyje. Choć czasy się zmieniają, wiele zwyczajów przetrwało. Muzea, szkoły i domy kultury na Lubelszczyźnie regularnie organizują wróżby, warsztaty i pokazy folkloru. To piękny sposób na łączenie lokalnej historii ze współczesną zabawą. A jakie wróżby dzisiaj zagoszczą na Waszych imprezach Andrzejkowych?

niedziela, 23 listopada 2025

Zima, która przyszła jesienią – niezwykłe oblicze Roztoczańskiego Parku Narodowego

Autor - fot. Autoportret 

W tym roku jesień w Roztoczańskim Parku Narodowym trwała zaledwie chwilę – jakby natura tylko na moment założyła złocisto-rudy płaszcz, po czym od razu okryła się bielą. To, co zwykle zwiastuje długie przejście między porami roku, tym razem wydarzyło się błyskawicznie, niemal niezauważalnie. Wystarczyło kilka dni, by ciepłe odcienie bukowych liści zastąpiła śnieżna cisza, a Roztocze zaskoczyło nas pełnią zimowego krajobrazu… jeszcze zanim zdążyliśmy na dobre pożegnać jesienne kolory.

Roztoczański las - fot. Tomasz Banach 

Spacer, który zamienia się w opowieść. Wchodząc na parkowe ścieżki, ma się wrażenie, że wszystko zatrzymało się w czasie. Śnieg, dopiero co opadły, leży na gałęziach jak miękki puch, pochłaniając dźwięki i tłumiąc każdy krok. Nawet wiatr zdaje się szeptać ciszej niż zwykle, by nie zakłócać tego niezwykłego spokoju. Kiedy stawia się stopę na szlaku, pod podeszwą rozlega się subtelne, niemal ceremonialne pękanie lodowych kryształków – dźwięk, który wprowadza w rytm tego miejsca. To właśnie tutaj, pomiędzy iglastymi drzewami, rodzi się szczególna magia późnej jesieni i wczesnej zimy, mieszająca się w jeden niepowtarzalny krajobraz.

Śnieżna droga - fot. Tomasz Banach
Opowieść pisana tropami zwierząt. W Roztoczańskim Parku Narodowym zimowe ślady pojawiają się szybciej niż w innych miejscach. Wystarczy przystanąć na chwilę, by dostrzec drobne odciski saren, cięższe tropy jelenia, a czasem nawet nieśmiałe zygzaki rysia, który zostawia po sobie znak obecności tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. Śnieg staje się księgą, w której każde zwierzę zapisuje własną historię. To właśnie te znakowane białe karty sprawiają, że spacer po RPN późną jesienią zamienia się w małą detektywistyczną przygodę – pełną domysłów, cichego zachwytu i szacunku dla świata, który zwykle kryje się przed ludzkim wzrokiem.

Surrealizm Roztocza - fot. Tomasz Banach

Zapach zimy, smak jesieni. Choć krajobraz wydaje się niemal w pełni zimowy, w powietrzu wciąż czuć jesień. Aromat wilgotnego runa leśnego i opadłych liści miesza się z chłodem, który szczypie w policzki i zapowiada nadchodzące mrozy. To połączenie tworzy unikatową atmosferę – tak rzadką i krótkotrwałą, że warto ją uchwycić, choćby na moment. To czas, gdy las pachnie jak dwa sezony jednocześnie, a człowiek ma wrażenie, że stoi na granicy czegoś ulotnego, co za chwilę zmieni swój kształt.

Na granicy RPN - fot. Tomasz Banach
Między październikiem a grudniem. Tegoroczna aura wygląda tak, jakby ktoś niechcący przełączył Roztocze z trybu „październik” na „grudzień”. Ale natura, jak zwykle, przyjęła tę zmianę z godnością. Buki otulone białym nalotem wyglądają jak z obrazów dawnych mistrzów, a sosny i jodły tworzą gęste, mroźne tunele, w których światło rozprasza się jak w zimowym kalejdoskopie.

Pomnik Powstania Zamojskiego w Szewni Dolnej - fot. Tomasz Banach
Dlaczego warto odwiedzić RPN właśnie teraz? Bo takiego Roztocza nie widuje się często. Jesienno-zimowy krajobraz trwa krótko, jest zjawiskiem niemal ulotnym. To idealny czas na spokojne wędrówki, fotografowanie rzadkich zjawisk pogodowych i obserwowanie pierwszych zimowych rytmów przyrody. Dla tych, którzy cenią ciszę i spokój – to prawdopodobnie najpiękniejsze dni w roku.

Autor bloga - fot. Anna Banach
Zima przyszła za wcześnie, ale przyniosła widoki, które zapierają dech w piersiach. Roztoczański Park Narodowy w takiej odsłonie to sceneria niemal baśniowa – krucha, efemeryczna i absolutnie wyjątkowa. Jeśli jeszcze tam nie byliście… warto wybrać się właśnie teraz, zanim śnieg zdąży stopnieć, a jesień upomni się o swoje.

sobota, 15 listopada 2025

Skarby Lubelszczyzny - Listopadowy spacer nad Tanwią

O czym szumią "szumy" - fot. Tomasz Banach

Listopad na Roztoczu ma swój własny rytm. Ciszę przerywa tu tylko szelest liści i jednostajny szept rzeki, który tego miesiąca brzmi jakby odrobinę głębiej, poważniej. Ilekroć wyruszam na szlak Rezerwatu „Nad Tanwią”, mam wrażenie, że idę spotkać się ze starym przyjacielem — takim, który zawsze wita się inaczej, choć pozostaje przecież tym samym. A jesienią… och, jesienią to miejsce potrafi zaczarować nawet mnie, człowieka, który był tu setki razy.

Tylko szum, szum, szum... - fot. Tomasz Banach
Szlakiem w dół ku wodzie. Wchodzę w las i od razu czuję, jak igliwie miękko ugina się pod stopami. Zapach mokrej ziemi miesza się z aromatem opadłych liści, a powietrze jest chłodne, jakby ktoś przetarł je srebrnym pędzlem. Idę dalej, w stronę rzeki, i wiem, że za chwilę usłyszę dźwięk, który od lat niezmiennie mnie wzrusza. Najpierw nieśmiało, jak szept dziecka — potem wyraźnie, rytmicznie: szum, szum, szum… To słynne szumy na Tanwi, niewielkie progi rzeczne i wodospady, które dały temu miejscu jego wyjątkowy charakter. Każdy z nich brzmi nieco inaczej — jedne jak przesypywany piasek, inne jak potok śmiechu, jeszcze inne jak bicie serca ukrytego wśród drzew. Czasem stoję nad nimi dłużej, niż pozwala mi plan wycieczek, bo trudno się oprzeć temu wodnemu koncertowi.

Jesień wszystko odmienia - fot. Tomasz Banach
Rzeka, która niesie legendy. A Tanew… to rzeka, o której mówi się tu szeptem. Miejscowi od dawna wierzą, że płynie nią nie tylko woda, ale też dawne opowieści. Jedna z legend głosi, że jej nurt prowadzi śladami nieszczęśliwych kochanków, którzy uciekali przed gniewem możnego rodu. W miejscu, gdzie dogonił ich los, woda miała „rozszlochać się” na kamieniach — i tak narodziły się szumy. Inna opowieść mówi o duchu strażnika puszczy, który przemierza tutejsze lasy, zamieniając się czasem w mgłę unoszącą się nad rzeką o świcie. Mówią, że ci, którzy idą szlakiem z dobrym sercem, poczują jego obecność jako ciepły powiew — nawet w najzimniejszy listopadowy dzień. Czy to prawda? Nie wiem. Ale wiem, że coś tu jest. Coś, co nie pozwala przejść obojętnie.

Magia Roztocza... - fot. Tomasz Banach
Rezerwat, który zmienia twarz. Są takie miejsca, które za każdym razem wydają się nowe — i Rezerwat Nad Tanwią należy właśnie do nich. Wiosną szumiały tu kwietne dywany zawieszone między brzegami. Latem — zielony tunel, przez który słońce przemykało w złotych smugach. Jesienią… dziś… kolory zmęczone, ale piękne, jakby natura robiła ostatnie poprawki przed zimowym snem. Nawet sama Tanew jesienią płynie inaczej. Ciemniejsza, głębsza, jakby bardziej zadumana. I ja zawsze staję się tu choć odrobinę bardziej uważny.

Wędruj z nami... - fot. Tomasz Banach

Idźmy razem. Gdy wracam ścieżką po drugiej stronie rzeki,  mijam turystów — jedni zagubieni w mapach, inni zamyśleni nad szumami, jeszcze inni po prostu uśmiechają się do lasu. I wtedy zawsze myślę, że warto ich poprowadzić, pokazać zakątki, których nie znajdzie się w przewodnikach, opowiedzieć legendy, o których nie przeczyta się w folderach. Bo Roztocze to nie tylko piękne widoki. To opowieści, które czekają, by je odkryć. Dlatego — jeśli masz ochotę zanurzyć się w listopadowym lesie, posłuchać szumów, poznać tajemnice Tanwi i poczuć magię Roztocza o każdej porze roku — zapraszam w drogę. Pójdziemy razem. A ja z przyjemnością opowiem Ci wszystko, co wiem — i to, co wciąż próbuję odszukać między drzewami.

sobota, 8 marca 2025

Roztocze - Wyjazd Szkoleniowo - Integracyjny


ROZTOCZE - WYJAZD SZKOLENIOWO - INTEGRACYJNY

Myślisz, że o Roztoczu wiesz już wszystko? Byłeś tam wiele razy? Jesteś przewodnikiem turystycznym, czy też pilotem wycieczek i chcesz pogłębić swoją wiedzę i zdobyć nowe doświadczenie! To ten wyjazd jest właśnie dla Ciebie! Podczas naszego wyjazdu pogłębisz swoją wiedzę o najpiękniejszych miejscach Roztocza! Odkryjesz je na nowo i spojrzysz na nie z innej perspektywy.

ZAPRASZAMY już 18 marca na wspólny wypad w poszukiwaniu wiosny, a może ostatnich zimowych akcentów.

PROGRAM WYJAZDU:
Spotykamy się na parkingu przy Lunecie (Peowiaków 90) w Zamościu o 8:30 by wyruszyć na spotkanie z przygodą i przyrodą Roztocza. Odwiedzimy:
- Szczebrzeszyn - z najważniejszymi zabytkami miasta i oczywiście z legendarnym Pomnikiem Chrząszcza;
- Zwierzyniec - gdzie zobaczymy wspólnie Kościół "na Wodzie" pw. św. Jana Nepomucena, zabudowania dawnego Zarządu Ordynacji Zamojskiej, Pomnik Szarańczy, Zabudowania Browaru;
- Krasnobród - Sanktuarium Matki Bożej Krasnobrodzkiej oraz ptaszarnie, wystawę wieńców dożynkowych, Muzeum Ziemi Krasnobrodzkiej, kapliczką na wodzie oraz kaplicą św. Rocha.
- Rezerwat nad Tanwią - gdzie przespacerujemy się słynnym "szlakiem szumów", by zakończyć zwiedzanie wspólnym ogniskiem z pieczonymi kiełbaskami.
W wyśmienitych nastrojach powrócimy do miejsca zbiórki w Zamościu.

ZAPEWNIAMY:
- przejazd busem klasy turystycznej;
- opiekę profesjonalnego przewodnika;
- kiełbaskę z ogniska i coś do niej;
- a przede wszystkim świetną atmosferę podczas wyjazdu.

A to Wszystko w PROMOCYJNEJ CENIE - 119 zł od osoby.
WIĘCEJ INFORMACJI I ZAPISY POD NR TEL: 693 879 958 Zapisy przyjmujemy do dnia 15 marca!

Cena nie obejmuje ubezpieczenia. Uczestnicy ubezpieczają się we własnym zakresie!

NIE CZEKAJ! DOŁĄCZ DO NASZEGO WYJAZDU JUŻ DZIŚ! 

wtorek, 31 grudnia 2024

Podsumowanie 2024 roku na blogu turystycznym

W ukochanej pracy!

Zbliżamy się do końca 2024 roku, co skłania mnie do refleksji nad mijającym czasem. Jak podsumować ten rok? Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że był to okres pełen pozytywnych doświadczeń i intensywnej pracy. Miałem przyjemność pracować zarówno z grupami wycieczkowymi, jak i indywidualnymi turystami, którzy odwiedzali Zamość, Roztocze oraz Lubelszczyznę.

W Zwierzyńcu

Przekazywanie wiedzy o naszym pięknym regionie to dla mnie prawdziwa pasja. Miałem okazję dzielić się nią zarówno z dziećmi, młodzieżą, jak i dorosłymi, a dzięki humorystycznym i ciekawym opowieściom staram się, aby wspólnie spędzony czas na długo pozostał w pamięci moich gości.

Ruiny Zamku w Krupem

W mijającym roku nawiązałem wiele nowych znajomości i kontaktów, a liczba zadowolonych klientów przerosła moje oczekiwania. Udało mi się przeprowadzić 4704 osoby przez urokliwe zakątki Zamościa, Roztocza i nie tylko, starannie notując każdy z oprowadzanych.

Zamość Nocą

Jednym z ważniejszych wydarzeń było rozpoczęcie cyklu wieczornych spacerów „Zamość Nocą” we współpracy z Orange City Turystyka Zamość. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Nasza inicjatywa zdobyła uznanie, a w konkursie na Najlepszy Produkt Turystyczny Województwa Lubelskiego zajęliśmy zaszczytne trzecie miejsce, dzięki głosom internautów.

Zwiedzali z nami mali i Ci troszkę więksi 

Również, w ramach współpracy z Pracownia Rękodzieła Agaart warsztaty i rękodzieło Zamość, gościliśmy grupy, które pragnęły rozwijać swoje umiejętności podczas warsztatów. Oprowadzałem turystów po Trasie Turystycznej w Bastionie VII, co również przyniosło wiele satysfakcji. Pracy było sporo, ale to tylko dodaje energii i motywacji!

Podczas warsztatów rękodzieła - fot. Tomasz Banach

Jakie będą nadchodzące miesiące? O tym przekonamy się już niedługo! Wkraczamy w nowy rok z optymizmem i nadzieją, że 2025 będzie jeszcze lepszy.

Jesienny spacer po Zamościu

Na zakończenie tego roku życzę Wam wszystkim szampańskiej zabawy oraz niezapomnianych chwil. Do zobaczenia w NOWYM 2025 ROKU!

czwartek, 20 czerwca 2024

Podsumowanie maja - Zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

Kocham to co robię! A to już połowa sukcesu!
Sezon turystyczny w pełni, grup turystycznych, jak i turystów indywidualnych przybywających do ❤️Zamościa💛 i na 💚Roztocze💚 bardzo dużo. Taki stan tylko cieszy. Nie było przez to czasu (i dobrze‼️) na podsumowanie mają. Teraz czas to nadrobić. Prowadzone skrzętnie statystyki pokazują, że w maju oprowadziłem (zarówno podczas wycieczek, jak i na Trasa Turystyczna Bastion VII ) 704 turystów. Od początku roku daje nam to 1508 turystów. Cieszy mnie niezmiernie ten wynik, za który pragnę podziękować moim Kochanym Turystom oraz Wszystkim Organizatorom Turystyki, dzięki którym do nas trafiliście 💚💛❤️ 


Z nami zawsze jest wesoło!

Nie ustajemy w pracy i zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich. Rezerwacje pod nr ☎️ 693 879 958. Do zobaczenia ‼️

Roztocze urzeka swym pięknem


wtorek, 9 kwietnia 2024

Baśniowe Roztocze – odkryj krainę natury, historii i spokoju z TUR-BAN Agencją Turystyki

Lubisz spacery po porośniętych lasami wzgórzach? Uspokaja Cię szum wody w leśnych strumieniach?

Fascynuje Cię odkrywanie historii miejsc, w których natura splata się z dziejami człowieka?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś „tak”, Roztocze jest miejscem stworzonym właśnie dla Ciebie.

Zabierz rodzinę, przyjaciół, grupę szkolną, seniorów, a nawet cały autokar ciekawych świata ludzi i wyrusz w podróż do jednej z najpiękniejszych krain w Polsce. Na miejscu czeka TUR-BAN Agencja Turystyki oraz doświadczony, licencjonowany przewodnik, który w lekki, humorystyczny i przystępny sposób opowie o przyrodniczych skarbach Roztocza i jego niezwykłej historii.

Zwiedzanie dla każdego

Oprowadzamy turystów w każdym wieku – dzieci, młodzież i… nieco starszą młodzież.
Każdą wycieczkę przygotowujemy indywidualnie, z pełnym zaangażowaniem i pasją, dopasowując program do wieku, kondycji i zainteresowań uczestników.

W sercu dzikiej przyrody

Podczas roztoczańskich wojaży odkryjemy historie ukryte wśród lasów, wąwozów i rzek. Z ogromną przyjemnością zabierzemy Was na piesze wędrówki po Roztoczańskim Parku Narodowym, gdzie spróbujemy wypatrzeć jego symbol – konika polskiego, żyjącego na leśnych łąkach i w naturalnych ostępach.

Wspólnie odwiedzimy najcenniejsze rezerwaty przyrody Roztocza, m.in.:

  • Bukową Górę – najstarszy roztoczański rezerwat;

  • Rezerwat „Nad Tanwią” – z charakterystycznymi wodospadami, zwanymi „szumami”;

  • Rezerwat „Czartowe Pole” – spacer nad rzeką Sopot wśród ruin dawnej papierni ordynackiej;

  • Rezerwat Szum z przejściem na zaporę i Aleją Pomnikowych Dębów w Górecku Kościelnym;

  • Rezerwat św. Rocha z malowniczo położoną kapliczką.

A to tylko część ścieżek i miejsc, których na Roztoczu nie brakuje.

Miejsca, które mają duszę

Roztocze to nie tylko przyroda, ale również wyjątkowe miejscowości i atrakcje turystyczne. Podczas wycieczek odwiedzimy m.in.:

  • Krasnobród – z sanktuarium Matki Bożej Krasnobrodzkiej, Kapliczką na Wodzie, ptaszarnią, Muzeum Wsi Krasnobrodzkiej oraz Wystawą Wieńców Dożynkowych;

  • Zagrodę Guciów – klimatyczny skansen z Wystawą Meteorytów, regionalną kuchnią i słynną „Wilgocią Wąwozu”;

  • Park Żywiołów i Park Miniatur Kresowych – podróż w czasie i przestrzeni po dawnych ziemiach Rzeczypospolitej;

  • Zwierzyniec – z Kościółkiem na Wodzie oraz dawnymi zabudowaniami Ordynacji Zamojskiej;

  • Szczebrzeszyn – z Pomnikiem Chrząszcza, synagogą, cerkwią i kościołami renesansu lubelskiego, Muzeum Skarbów Ziemi i Morza w Klemensowie.

  • Tomaszów Lubelski – z sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej, cerkwią, dawną remizą i historyczną Czajnią.

Aktywnie i z przygodą

Na Wasze życzenie pomożemy w organizacji dodatkowych atrakcji:

  • spływów kajakowych rzekami Wieprz i Tanew,

  • ognisk z pieczonymi kiełbaskami,

  • rajdów pieszych i rowerowych,

  • kuligów i „zielonych kuligów”,

  • paintballa i wyjazdów integracyjnych.

Zorganizujemy wszystko za Ciebie

Przekonaliśmy Cię do wizyty na Roztoczu?
Nie zwlekaj — zadzwoń: 693 879 958 i zarezerwuj termin zwiedzania dla swojej grupy.

Nie wiesz, gdzie nocować, gdzie smacznie zjeść lub gdzie zaparkować autokar?
Spokojnie — jesteśmy na miejscu i z przyjemnością doradzimy sprawdzone noclegi, restauracje i rozwiązania logistyczne. Wszystko po to, aby Twój pobyt na Roztoczu był niezapomnianym i w pełni udanym przeżyciem.

Do zobaczenia na Roztoczu!
Zapraszamy również na wycieczki po Zamościu.
Więcej informacji znajdziesz w zakładce: WYCIECZKI PO ZAMOŚCIU



niedziela, 26 listopada 2023

Nowa atrakcja turystyczna na Roztoczu - Wieża Widokowa w Szczebrzeszynie oficjalnie otwarta

Na chwilę przed otwarciem - fot. Tomasz Banach

W sobotę 25 listopada na Wzgórzu Zamkowym w Szczebrzeszynie odbyło się uroczyste otwarcie Wieży Widokowej. Wieża jest pozostałością po zamku, który istniał tutaj już w XIV wieku, jednak badania wskazują na to, że mógł on powstać dużo wcześniej, gdyż pierwsi mieszkańcy tych terenów osiedlali się w tym miejscu już minimum 5 tys. lat temu. Wiele legend wiąże się z szczebrzeszyńskim zamkiem krąży wśród mieszkańców i przytaczana jest przez oprowadzających po Mieście Chrząszcza przewodników. Jedna w nich mówi o licznych, długich tunelach, które od zamku odchodziły w różnych kierunkach. Miały mieć wysokość dorosłego człowieka, a niektórymi podobno można było przejechać karetą z końmi. Tunele prowadziły głównie w kierunku miejscowych kościołów, klasztoru, czy synagogi i miały stanowić drogę ucieczki dla rycerzy broniących zlokalizowaną na wieprzańskiej skarpie warownię. Zadaniem zamku była głownie obrona dogodnej przeprawy na rzece.

Widok na Szczebrzeszyn z Tarasu Widokowego - fot. Tomasz Banach
Inna legenda mówi o tym, że przez Szczebrzeszyn przechodził orszak królewski wraz z nieznaną już dzisiaj księżniczką, która zachorowała. Gdy orszak zbliżał się do grodu, zauważono na wzgórzu zamek, w którym postanowiono szukać ratunku dla chorej księżniczki. Mieszkańcy zamku ugościli przybyszy, ale niestety księżniczki nie udało się uratować i zmarła. Według wspomnianej legendy pochowano ja w podziemiach zamku w szklanej trumnie, wraz z ogromnym skarbem. Od tamtego momentu nocami miasto przemierza postać Białej Damy wychodzącej z podziemi zamkowych i podążającej w kierunku cmentarza.

Wieża w całej swojej okazałości - fot. Tomasz Banach
Ile z tych legend okaże się prawdą… to okaże się zapewne podczas zaplanowanych na Wzgórzu Zamkowym badań archeologicznych. Wiemy jedno, że otwarta właśnie Wieża Widokowa jest kolejną bardzo ciekawą atrakcją na mapie turystycznej Roztocza. Na pewno nie raz odwiedzimy ją podczas naszych wspólnych wycieczek, na które nieustannie zapraszam, i opowiemy sobie nie tylko o legendach, ale również o jak najprawdziwszej historii związanej z najstarszym miastem na Roztoczu.


info za: „Wieża Zamkowa w Szczebrzeszynie – Historia i teraźniejszość” Szczebrzeszyn 2023

Więcej zdjęć z otwarcia na:

sobota, 8 kwietnia 2023

Sezon przewodnicki rozpoczęty - Zapraszam na wycieczki po Zamościu i Roztoczu!

Moja grupa z Gdańska

 Na rozpoczęcie sezonu turystycznego miałem przyjemność oprowadzić po Hetmańskim Grodzie,grupę wspaniałej młodzieży z Gdańskiego Liceum Autonomicznego. Wspólnie odbyliśmy interesujący spacer po Zamojskim Starym Mieście podczas którego obejrzeliśmy między innymi bramy miejskie, nadszaniec, synagogę, remontowany gmach Akademii Zamojskiej, kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej, pomnik Jana Zamoyskiego, dawny Pałac Zamoyskich, Katedrę – dawną Kolegiatę, Arsenał, Dom Centralny, czy też trzy Zamojskie Rynki z tym najważniejszym, czyli Rynkiem Wielkim z górującymi nad nim gmachem renesansowego Ratusza i malowniczymi kamieniczkami Ormiańskimi.

wtorek, 14 marca 2023

Dlaczego wciąż wyruszam w drogę? Historia pewnej wędrówki, która trwa do dziś!

Wiele godzin spędzonych z mapą... Dawno temu, kiedy GPS był drogim gadżetem
Czasem ktoś pyta mnie, kiedy właściwie zaczęła się moja przygoda z turystyką. Odpowiedź jest prosta: wszystko zaczęło się od chodzenia. Zwyczajnego, niespiesznego włóczęgostwa po świecie. Na początku były krótkie wypady w najbliższą okolicę. Ot, kilka godzin marszu, odkrywanie dróg, których wcześniej się nie znało, zaglądanie tam, gdzie prowadziła ciekawość. Później trasy zaczęły się wydłużać, a horyzonty poszerzać. Najpierw samotnie, z własnymi myślami i plecakiem na ramionach, a z czasem także w towarzystwie ludzi, którzy – podobnie jak ja – czuli, że najlepszym sposobem poznawania świata jest po prostu wyruszyć przed siebie. Najbardziej ukochałem wędrówki po terenach nizinnych. Jest w nich coś szczególnego – przestrzeń, spokój i rytm marszu, który pozwala naprawdę zobaczyć krajobraz. Jednak z biegiem czasu coraz częściej zaczęły mnie kusić także góry. W końcu przyszedł moment, kiedy odkryłem Bieszczady. A kto raz przepadnie na bieszczadzkich szlakach, ten wie, że wraca się tam już zawsze – choćby myślami.

Z czasem los zaprowadził mnie do ludzi z Klubu Turystyki Pieszej „Niezależni”. To była jedna z tych przygód, które zostają w człowieku na długo. Dzięki wspaniałym osobom, które tam spotkałem, zacząłem jeszcze szerzej poznawać piesze szlaki i niezwykłe zakątki naszej pięknej Ziemi Lubelskiej. Szczególnie zapadły mi w pamięć klubowe „Rajdy w nieznane”. Sama nazwa mówiła wszystko. Wyruszaliśmy bez względu na pogodę czy porę roku. Czasem w słońcu, czasem w deszczu, bywało że w śniegu po kolana. Drogi, leśne ścieżki, polne trakty, a czasem po prostu bezdroża – wszystko to było częścią przygody. Właśnie wtedy człowiek odkrywa, że najciekawsze miejsca często znajdują się tam, gdzie nie prowadzą żadne tablice. Z biegiem lat pojawiła się kolejna inicjatywa – Miłośnicy Turystyki Pieszej. Najpierw była to tylko grupa na Facebooku, miejsce spotkań ludzi, którzy lubili chodzić. Z czasem jednak wirtualna przestrzeń przeniosła się do prawdziwego świata. Podczas jednego ze wspólnych ognisk i leśnych wędrówek grupa po prostu… stała się rzeczywistością. Do dziś działa zarówno strona, jak i społeczność, do której serdecznie zapraszam wszystkich miłośników pieszych wędrówek. Nie zawsze był na dalsze wyjazdy w Bieszczady. Wtedy plecak lądował na ramionach, a ja ruszałem w teren, który mam niemal pod domem – na Roztocze. I muszę przyznać, że ta kraina potrafi zaskoczyć nawet po wielu latach wędrówek. Mniej znane ścieżki, zapomniane wzgórza, leśne dukty i ciche doliny… Ile takich wypraw było w moim życiu? Tego naprawdę nie sposób już zliczyć. Jedno jest pewne – pasja pozostała i trwa do dziś.

Na Wzgórzu Kamień - fot. Anna Siedlikiewicz
Dlatego zapraszam Was do wspólnego łazikowania po szlakach. Z przyjemnością pomogę w organizacji rajdów pieszych, wypadów z plecakiem czy spokojnych spacerów po malowniczym Roztoczu i innych ciekawych miejscach Lubelszczyzny. Jako przewodnik turystyczny chętnie dorzucę do tego także gawędę o miejscach, które będziemy odwiedzać – o ich historii, legendach i ludziach, którzy kiedyś tu żyli. Pakujcie więc plecaki i ruszajcie w drogę.

Można wyruszyć o świcie, przywitać się z nowym dniem i iść w stronę słońca… albo w przeciwną stronę – jeśli ktoś woli opalać inne części ciała. Zapraszam zarówno grupy zorganizowane, jak i turystów indywidualnych. Wystarczy zadzwonić: 693 879 958 i umówić się na dogodny termin. Bo czasem wystarczy jeden krok, żeby rozpocząć swoją własną przygodę.

A może właśnie dziś jest dobry dzień, żeby ją zacząć?