Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2026

Wesołych Świąt Wielkanocnych od TUR - BAN Agencja Turystyki

 

🐣🌿 Wesołych Świąt Wielkanocnych! 🌿🐣

Niech Wasz świąteczny koszyczek będzie pełen nie tylko jajek,
ale też pomysłów na kolejne podróże! 🧺🥚

Niech zajączek przyniesie Wam
dużo energii do zwiedzania,
cierpliwość do słuchania przewodnika 😉
i apetyt na odkrywanie uroków Zamościa i Roztocza! 🌞

Życzymy, aby każdy spacer był pełen ciekawostek,
każda wycieczka – niezapomnianą przygodą,
a pogoda zawsze była… jak na zamówienie przewodnika! 😄

Odpoczywajcie, ładujcie baterie
i wracajcie do nas po kolejne historie, legendy i trasy!

Radosnych, słonecznych i pełnych humoru Świąt Wielkanocnych
życzy

TUR – BAN
Agencja Turystyki Tomasz Banach 🚶‍♂️🌿

wtorek, 6 stycznia 2026

Gdy kolęda brzmi jak arcydzieło. Wieczór z »Mazowszem« w sercu Zamościa

Występ Zespołu Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach

Święto Objawienia Pańskiego w Zamościu miało w tym roku dla mnie wyjątkowy wymiar. Za dnia Orszak Trzech Króli a wieczorem przekroczyłem próg kościoła ojców franciszkanów, gdzie odbywał się Koncert Kolęd i Pastorałek w wykonaniu Państwowego Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Już od wejścia było jasne, że to wydarzenie szczególne — świątynia wypełniła się po brzegi, a tłumy ludzi w skupieniu i ciszy oczekiwały pierwszych dźwięków.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Gdy zabrzmiały kolędy, czas jakby zwolnił. Znane od dzieciństwa melodie — proste, a jednocześnie niezwykle głębokie — nabrały nowego blasku. „Mazowsze” potrafi wydobyć z polskich kolęd to, co najpiękniejsze: ich melodyjność, poetyckość i emocję, która trafia prosto do serca. Słuchałem z zachwytem, mając poczucie obcowania z czymś więcej niż koncertem — z żywą tradycją, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Artyzm wykonania był absolutnie najwyższej próby. Precyzja głosów, harmonia chóru, wyczucie dynamiki i przestrzeni kościoła sprawiały, że każda kolejna kolęda wybrzmiewała pełniej i mocniej. Widać było ogromny profesjonalizm, ale też szczerość i szacunek dla prezentowanego repertuaru. Publiczność reagowała z ogromnym entuzjazmem — długie brawa i skupione twarze mówiły same za siebie.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Słuchając koncertu, wracałem myślami do historii zespołu. „Mazowsze” powstało w 1948 roku z inicjatywy Tadeusza Sygietyńskiego oraz Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Od samego początku jego misją było ocalenie od zapomnienia polskiej kultury ludowej — pieśni, tańców i obrzędów z różnych regionów kraju. Przez dziesięciolecia zespół stał się ambasadorem polskiej kultury na całym świecie, występując na największych scenach i zdobywając uznanie międzynarodowej publiczności. A jednak, mimo światowej sławy, wciąż najpiękniej brzmi wtedy, gdy sięga po to, co najbliższe — polską kolędę.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Wychodziłem z kościoła z poczuciem wdzięczności. Za możliwość uczestnictwa w wydarzeniu, które łączy ludzi. Za muzykę, która nie potrzebuje tłumaczeń. Za tradycję, która — jeśli jest pielęgnowana z takim szacunkiem i kunsztem — pozostaje żywa i aktualna. To, co naprawdę wartościowe, nie starzeje się nigdy. Wystarczy wsłuchać się uważnie, by odkryć, że w dobrze znanej melodii wciąż można odnaleźć coś nowego — i bardzo potrzebnego.

Zamość w rytmie kolęd i nadziei. Tłumy na XII Orszaku Trzech Króli

Orszak Trzech Króli (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Dzisiejszy XII Orszak Trzech Króli przeszedł ulicami Zamościa pod hasłem „Nadzieją się cieszą!”, gromadząc prawdziwe tłumy mieszkańców miasta oraz licznie przybyłych gości i turystów. Od samego początku było widać, że to wydarzenie ma wyjątkowy charakter — barwny, radosny, a jednocześnie głęboko zakorzeniony w duchowo-religijnej tradycji.
Święta Rodzina (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Wspólny pochód stał się czytelnym znakiem jedności. Ulicami Zamościa płynął śpiew kolęd, a wśród uczestników nie brakowało rodzin z dziećmi, osób starszych, młodzieży oraz odwiedzających miasto turystów, którzy chętnie włączali się w śpiew i atmosferę wydarzenia. Orszak nie był tylko widowiskiem — był żywym świadectwem wiary przeżywanej razem, w przestrzeni publicznej.
Trzej Królowie jadą... (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Dla mnie był to czas szczególnego, głębokiego przeżycia duchowo-religijnego. Idąc wśród tak wielu ludzi, czułem, jak wspólne kolędowanie i bycie razem budują poczucie wspólnoty, której na co dzień często nam brakuje. Radość, otwartość i życzliwość towarzyszące orszakowi udzielały się każdemu, kto znalazł się na trasie pochodu.
Błogosław Ojczyźnie Miłej (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Chcę podziękować wszystkim organizatorom i uczestnikom za możliwość przeżycia tego dnia w tak wyjątkowy sposób — za radość płynącą ze wspólnego kolędowania, za spotkanie ludzi o otwartych sercach i za atmosferę nadziei, która unosiła się nad miastem. XII Orszak Trzech Króli w Zamościu po raz kolejny pokazał, że nadzieją naprawdę można się cieszyć, zwłaszcza wtedy, gdy przeżywa się ją razem.

Więcej zdjęć z Orszaku Trzech Króli w Zamościu znajdziesz na moim profilu na FB
Klikając TUTAJ

niedziela, 21 grudnia 2025

„Bądźmy Wszyscy Razem” – XVIII Wigilia Mieszkańców na Rynku Wielkim w Zamościu

"Bądźmy Wszyscy Razem..." - fot. Tomasz Banach
Są takie chwile, kiedy miasto przestaje być tylko przestrzenią, a staje się domem. Tak było 21 grudnia na Rynku Wielkim w Zamościu, gdzie w blasku świątecznych świateł, przy dźwiękach kolęd i życzliwych rozmowach spotkaliśmy się po raz osiemnasty, by wspólnie przeżyć Wigilię Mieszkańców pod hasłem „Bądźmy Wszyscy Razem”.
Występ Zespołu Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna" - fot. Tomasz Banach
Gdy o godzinie 17:00 rynek wypełnił się mieszkańcami – całymi rodzinami, seniorami, młodszymi i starszymi – poczułem, że to jedno z tych wydarzeń, które naprawdę jednoczą ludzi. Był to czas składania sobie życzeń, dzielenia się opłatkiem i wspólnego bycia razem, bez pośpiechu i podziałów. Właśnie w takich chwilach najlepiej widać, jak silna potrafi być lokalna wspólnota.
Na Rynku Wielkim zebrały się tłumy mieszkańców i turystów - fot. Tomasz Banach
Nieodłącznym elementem spotkania był wigilijny poczęstunek przygotowany przez lokalnych restauratorów, piekarnie i cukiernie. Tradycyjne potrawy smakowały wyjątkowo – nie tylko dlatego, że były pyszne, ale dlatego, że dzielone z innymi. Już od wczesnych godzin popołudniowych rynek rozbrzmiewał kolędami i pastorałkami, a towarzyszący wydarzeniu Jarmark Świąteczny przyciągał zapachem pierników, grzanego napoju i rękodziełem lokalnych twórców.
To również czas wspólnej modlitwy - fot. Tomasz Banach
Szczególnie poruszającym momentem było uroczyste zakończenie kolędowania. Świąteczne życzenia przekazali biskup diecezji zamojsko-lubaczowskiej Marian Rojek, prezydent Zamościa Rafał Zwolak, przedstawiciele Rady Miasta oraz dyrektor Zamojskiego Domu Kultury Janusz Nowosad. Przekazanie Światełka Betlejemskiego i występ Zespołu Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna” pięknie dopełniły całość.
Betlejemskie Światełko Pokoju - fot. Tomasz Banach
Ta Wigilia po raz kolejny przypomniała mi, że święta to nie tylko tradycja, ale przede wszystkim bliskość, rozmowa i obecność drugiego człowieka. I właśnie za to najbardziej cenię Wigilię Mieszkańców w Zamościu.

sobota, 29 listopada 2025

Tradycyjne Andrzejki na Lubelszczyźnie: zwyczaje, o których mało kto słyszał!

Andrzejki to jedna z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych nocy w polskim kalendarzu. Choć wiele wróżb znamy z ogólnopolskiej tradycji, to Lubelszczyzna kryje w sobie wyjątkowe, często zapomniane zwyczaje, które przetrwały w małych wsiach, domach kultury i rodzinnych opowieściach. Jeśli kochasz lokalny folklor, magia tej nocy na pewno Cię zachwyci! 

Lanie wosku – klasyka w lubelskim wydaniu. To najpopularniejsza wróżba w całej Polsce, ale na Lubelszczyźnie często wykonywano ją przez starą, kutą kłódkę lub szczęśliwy klucz przekazywany w rodzinie. Uformowany z wosku kształt oglądano przy świetle świecy, a cień miał zdradzić przyszłość – szczególnie pannom szukającym miłości. 

Wróżby z imion – która kartka zwycięży? Dziewczęta ciągnęły karteczki z imionami przyszłych wybranków lub wkładały je pod poduszkę, wierząc, że we śnie poznają imię przyszłego męża. Popularne było także rzucanie karteczek na podłogę – ta, która poleciała najdalej, wskazywała „tego jedynego”. 

But za butem. Przesuwanie butów do progu To jedna z najbardziej charakterystycznych wróżb w regionie. Dziewczęta ustawiały swoje buty w rządku i przesuwały je w stronę drzwi. Pierwszy but, który przekroczył próg, wróżył rychłe zamążpójście. Emocji zawsze było przy tym co niemiara! 

Co kryje się pod miseczkami? Na Roztoczu i w wielu wsiach Lubelszczyzny popularna była zabawa, w której pod miseczkami ukrywano symboliczne przedmioty: obrączkę – szybkie wesele, pieniążek – dostatek, chleb – powodzenie w pracy, różaniec – życie duchowe, pustą miskę – brak zmian. Wróżba budziła wiele śmiechu, ale bywała też zaskakująco trafna! 

Magia ognia i popiołu. W okolicach Chełma czy Zamościa dziewczęta wkładały patyczki do żaru. Jeśli dwa patyczki zetknęły się – oznaczało to zbliżający się związek. Liczba iskier z paleniska miała zaś przepowiadać dostatek w nadchodzącym roku. Na wodzie puszczano połówki orzechów z małymi świeczkami. Gdy „łódeczki” podpływały do siebie, wróżyło to spotkanie przyszłej miłości. To jedna z najpiękniejszych, bardzo nastrojowych wróżb. 

  Ludowa symbolika stroju. Na dawnej Lubelszczyźnie panny w tę noc ubierały białe koszule, symbolizujące czystość. Rozpuszczały też włosy – miało to „otworzyć drogę” przepowiedniom. 

 Andrzejki dziś – tradycja, która żyje. Choć czasy się zmieniają, wiele zwyczajów przetrwało. Muzea, szkoły i domy kultury na Lubelszczyźnie regularnie organizują wróżby, warsztaty i pokazy folkloru. To piękny sposób na łączenie lokalnej historii ze współczesną zabawą. A jakie wróżby dzisiaj zagoszczą na Waszych imprezach Andrzejkowych?

sobota, 1 listopada 2025

Kwesta na zamojskich cmentarzach – wspólnie dla pamięci i historii

Anna i Tomasz podczas kwesty - fot. Krzysztof Hałon 

1 listopada, jak co roku, na zamojskim cmentarzu parafialnym przy ul. Peowiaków odbyła się kwesta na rzecz odnowy zabytkowych nagrobków. W tegorocznej akcji, zorganizowanej już po raz dziewiętnasty przez Społeczny Komitet Odnowy Cmentarza Parafialnego, wzięło udział blisko 100 osób – samorządowcy, przedstawiciele instytucji kultury, oświaty, sportu, harcerze, przedsiębiorcy, dziennikarze oraz wielu mieszkańców Zamościa.

Z dumą informujemy, że wśród kwestujących znaleźli się również przedstawiciele Zarządu naszej Fundacji „ANDROMEDA”, którzy z zaangażowaniem wspierali to piękne dzieło.

Dzięki ofiarności darczyńców do puszek trafiło w tym roku 28 655,88 zł. Choć to nieco mniej niż w poprzednich latach, każda złotówka ma ogromne znaczenie. Dzięki podobnym akcjom udało się już odnowić ponad 40 zabytkowych nagrobków, przywracając im dawny blask i należny szacunek.

Serdecznie dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy wsparli zbiórkę, a także wolontariuszom i osobom kwestującym, które poświęciły swój czas, energię i serce dla wspólnej sprawy. To dzięki Wam pamięć o przeszłych pokoleniach wciąż żyje w naszym mieście.

Zobacz więcej w artykule

Z radością informujemy, że nie zabraknie nas również podczas przyszłorocznej kwesty. Wspólnie możemy zrobić jeszcze więcej dla zachowania dziedzictwa Zamościa!

niedziela, 13 listopada 2022

"Ojczyzna – to wielki zbiorowy obowiązek" - Obchody Narodowego Święta Niepodległości w Zamościu

 

W hołdzie Niepodległej - fot. Anna Siedlikiewicz

W 104 rocznicę odzyskania przez Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, niepodległości, miałem zaszczyt, a wręcz moralny obowiązek uczestniczyć w zorganizowanych na Rynku Wielkim w Zamościu uroczystościach upamiętniających, to bardzo ważne dla każdego Polaka wydarzenie. Słowa Cypriana Kamila Norwida, które zapisałem w tytule tergo wpisu, chyba najlepiej oddają istotę pojęcia Ojczyzna. Gdyż Ojczyzna, to nie tylko ziemia naszych przodków, nie tylko wywalczone i wyznaczone na mapach granice administracyjne. Ale Ojczyzna, to przede wszystkim to co mamy w sercach. ojczyzna to dar, o który mamy obowiązek dbać, walczyć, umierać... A przede wszystkim pracować dla jej dobra. 

Obchody Narodowego Święta Niepodległości w Zamościu - fot. Tomasz Banach

O 11:30 na płycie Rynku Wielkiego rozpoczęły się oficjalne Obchody Narodowego Święta Niepodległości. Podobnie jak w latach poprzednich nie zabrakło ceremoniału wojskowego, uroczystego podniesienia flagi państwowej przy dźwiękach hymnu państwowego, okolicznych przemówień i nominacji na stopnie wojskowe żołnierzy odbywających służbę w Zamościu. Tuż po uroczystym apelu poległych oddano salwę honorową. Przedstawiciele władz, szkół i organizacji społecznych złożyli kwiaty na płycie upamiętniającej pobyt w Zamościu Marszałka Józefa Piłsudskiego. 

Defilada na Rynku Wielkim - fot. Tomasz Banach
Uroczystości zakończyła defilada pododdziałów wojska, policki, straży pożarnej, straży więziennej, straży granicznej, szkół mundurowych z pocztami sztandarowymi. Nie zabrakło również przedstawicieli kawalerii na koniach... i nie tylko gdyż uroczystą defiladę zakończyła parada motocyklowa. A wszystko po to by przypominać nam o tym co jakże słusznie w słowa ubrał jeden z Ojców Niepodległości Wincenty Witos, że "Polska winna trwać wiecznie".  
  
 

czwartek, 14 maja 2020

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Zapraszamy do Muzeum "Etno - Art" w Rozdołach.


Muzeum Etno - Art zaprasza turystów - fot. Tomasz Banach

Podczas niedzielnej wycieczki rowerowej po okolicach Zamościa postanowiłem odwiedzić miejsce wyjątkowe, miejsce które ma swój niebywały klimat, charakter, głębie i duszę. A to wszystko dzięki pasji, zapałowi, niesamowitej energii, a przede wszystkim wielkiemu talentowi twórczyni tej "oazy spokoju" czyli Eli Dudek. Dzisiaj zabiorę Was do Muzeum Etno - Art w Rozdołach w gminie Sitno. Niedaleko, bo ok. 16 km od Zamościa, w bliskości lasu i przyrody, na granicy otuliny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego, znajduje się "Królestwo Eli".

W malinowym chruśniaku... - fot. Tomasz Banach

Rozdoły to wieś położona w północno-wschodniej części gminy Sitno, w okolicach źródełek rzeki Marianki, dopływu rzeki Wolicy. Północna część wsi położona jest na terenie Działów Grabowieckich, jednostki fizjograficznej charakteryzującej się bardzo urozmaiconym, pagórkowatym krajobrazem. Ta część Rozdołów leży na terenie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa wsi jest nazwą topograficzną, związaną z ukształtowaniem terenu oznaczając „ miejsce położone w dolinach (dołach) między pagórkami" i powstała stosunkowo późno, na początku XX wieku.

Wnętrze Muzeum Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Muzeum Etno - Art składa się z dwu integralnych części. Pierwsza, zlokalizowana w domu rodzinnym Eli, to ekspozycja dotycząca je wielkiej pasji jaką jest sztuka ludowa i rękodzieło. Znajdziemy tutaj zarówno wzory haftów zamojskich, koronek, elementy strojów regionalnych jak i liczne dyplomy potwierdzające zdolności autorki, ale także materiały dokumentujące dzieje Rozdół, jak i równie ciekawe dzieje rodziny Eli. Jej przodkowie pochodzą z Niemiec i przybyli na te tereny sprowadzeni przez Andrzeja Zamoyskiego X właściciela Ordynacji Zamojskiej podczas tzw. osadnictwa józefińskiego. Mieli oni tutaj dawać dobry przykład w prowadzeniu gospodarstw miejscowym gospodarzom. Tą niemiecką gospodarność można w zagrodzie Eli zobaczyć na każdym kroku, chociaż jak sama mówi o sobie czuje się całkowicie "zasymilowana" i przez to za cel w swoim muzeum postawiła sobie krzewienie miejscowej kultury i tradycji.

Elementy stroju zamojskiego z charakterystycznym haftem krzyżykowym - fot. Tomasz Banach

Właścicielka Etno - Art to także znana w regionie (i nie tylko) twórczyni ludowa (z papierami) specjalizująca się głównie w wyrobach koronkarskich, dzierganiu biżuterii z lnu, bawełny, robi bukiety z suchych, a ostatnio również żywych kwiatów.  W muzeum na każdym niemal kroku możemy spotkać anioły... Tak anioły, które Ela maluje akrylami na starym specjalnie do tego celu przygotowanym drewnie. Każdy może tutaj znaleźć swojego anioła... na przykład zamawiając go u Eli. Może kiedyś uda mi się namówić Elę, by i dla mnie takiego Anioła Stróża wykonała... Aniołów Stróżów nigdy dosyć... Dzięki temu, że właścicielka muzeum posiada tyle talentów, to po za zwiedzaniem muzeum można również osobiście spróbować swych sił w rękodzielnictwie, biorąc udział w warsztatach prowadzonych w Etno - Art. Po trudach zwiedzania i warsztatach jest możliwość organizacji ogniska w malowniczo położonej zagrodzie w Rozdołach.

Wnętrze mini skansenu w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Druga część muzeum Etno - Art w Rozdołach, to mini skansen stworzony przez właścicielkę w dawnej stodole. to tutaj możemy obejrzeć eksponaty związane z codziennym życiem i pracą na zamojskiej wsi. Znajdziemy tutaj zarówno "maszyny" rolnicze, jak i sprzęty codziennego użytku. Sam pochodzę ze wsi i zawsze z sentymentem wspominam pracę na wsi przy użyciu "akcesoriów", które już dzisiaj można często obejrzeć jedynie w skansenach lub walające się w zakątkach wiejskich gospodarstw. W Etno - Art wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest skomponowane w bardzo ciekawy sposób.

Sprzęty gospodarskie w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Warto wybrać się do muzeum również ze swoimi pociechami, by pokazać im to całe bogactwo jakie zostało zgromadzone w Etno - Art. Zawsze jak mam przyjemność oprowadzać "małoletnich" ale również starszych turystów po skansenach bawimy się w pewną zabawę. Jest to quiz z wiedzy o tym co jak się nazywa i do czego służyło. Często, kiedy przyjeżdżają turyści z innych części naszego kraju, okazuje się, że na pozór te same sprzęty mają całkiem inne nazwy lokalne, a często i wykorzystywane były w różny, często zaskakujący sposób. Muzeum w Rozdołach to idealne miejsce do spędzenia czasu w rodzinnym gronie i równie rodzinnej atmosferze stworzonej przez właścicielkę obiektu. Jak zwiedzić Etno - Art, czy wziąć udział w warsztatach? Najprościej zadzwonić i się umówić na konkretny termin i godzinę. Szczegółowe informację znajdziecie na plakacie zamieszczonym poniżej, jak i na facebookowym profilu Muzeum. Z całego serca polecam odwiedziny w tym magicznym miejscu.

Na koniec pragnę Serdecznie podziękować Eli za bardzo miłe przyjecie w Muzeum Etno - Art w Rozdołach, oraz za oprowadzenie po ekspozycji. o pysznej kawie, wypitej w w ogrodzie i maślanych bułeczkach nawet nie wspomnę... Dziękuję Elu... i trzymaj tak dalej. To co robisz jest wspaniałe!!!


  
 


niedziela, 12 kwietnia 2020

Wesołych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

W ten wyjątkowy czas Świąt Wielkanocnych, Pragnę Życzyć Wszystkim Moim Przyjaciołom, Znajomym, Wszystkim Moim Turystom, zdrowych, spokojnych Świąt!
By Zmartwychwstały Chrystus tchnął w nasze życie nadzieję i odwrócił od nas wszelkie choroby, zarazy i nieszczęścia, które teraz dotknęły Świat.

Tegoroczne Święta Wielkiej Nocy są, jak wszyscy doskonale wiemy, całkowicie inne od tych jakie dane było nam przeżywać w latach poprzednich. Panująca na świecie pandemia koronawirusa sprawiła, że całkowicie inaczej przyszło nam przeżywać ten czas. Czas, poprzedzony męczeńską śmiercią Naszego Pana Jezusa Chrystusa, która dla wielu wydawała się końcem, w efekcie czas ten zakończony został Zmartwychwstaniem, czyli początkiem nowego życia. Niech i te Święta, będą dla nas początkiem czegoś nowego, lepszego... Początkiem końca epidemii, która nas dotknęła, która sprawiła, że ograniczone są nasze możliwości przeżywania we wspólnocie tegorocznych Świąt, z rodzinami, bliskimi przyjaciółmi... Niech te Święta będą również początkiem dla nas samych... Początkiem czegoś lepszego, tego co jeszcze przed nami, co w tej chwili zakryte jest przed naszą doczesną świadomością. Dla wielu z nas jest to naprawdę bardzo ciężki okres, bez możliwości osobistego uczestnictwa w liturgii, często bez możliwości spotkania się przy wspólnym stole.. W tym szczególnie okresie pamiętajmy, że wspólnota, przyjaźń, wzajemna miłość, nie wyraża się tylko w dotyku, tylko w osobistym kontakcie, ale w szczególności we wspólnocie ducha, w której w tym wyjątkowym czasie trwajmy. W ten sposób pokonamy niewidzialnego gołym okiem wroga, przetrwamy ten trudny czas, by na nowo cieszyć się pełnią życia i sobą nawzajem. Tego Wam Kochani z Całego Serca Życzę.

Wesołego Alleluja!!!


niedziela, 8 marca 2020

Wszystkiego Najlepszego Drogie Panie z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet!!!

Z okazji obchodzonego 8 marca Międzynarodowego dnia Kobiet, pragnę życzyć Paniom - Moim Wspaniałym Turystkom (tym, które, już ze mną zwiedzały, tym które będą zwiedzały dzisiaj, jak i tym które zaszczycą mnie dobrodziejstwem ich oprowadzania w przyszłości) życzę;  Wszystkiego Najlepszego. Wszelkiej Pomyślności w życiu prywatnym i zawodowym. Życzę tego, ba każdy nowy dzień rozpoczynał się uśmiechem i był pełen pogody ducha. Jako przewodnik turystyczny, nie może obyć się również bez życzeń dotyczących podróży! Życzę Wam Kochane Turystki wielu cudownych wycieczek, wypadów, rajdów, spotkań towarzyskich. "Wędrówką życie jest człowieka.." jak śpiewał Edward Stachura.. i takiego właśnie, pełnego niezapomnianych, dobrych wrażeń, poznawania nowych, ciekawych ludzi, życia Wam życzę. 

A teraz troszkę historii. Nie byłbym sobą gdybym nie zgłębił nieco tematu i nie sięgnął do źródeł, by wyjaśnić skąd w ogóle data 8 marca jako dzień uczczenia naszych Wspaniałych Pań! Jak czytamy na stronie wp.pl: "Żeby poznać genezę współczesnego Dnia Kobiet, nie trzeba cofać się daleko w przeszłość. 8 marca 1908 roku na ulice Nowego Jorku wyszły kobiety, które domagały się zdecydowanych zmian. Pracownice domagały się poprawy warunków pracy, podwyżek, a także przyznania praw wyborczych.
Ich przemarsz miał tragiczny koniec. Podczas protestu wybuchł pożar. W ogniu zginęło 126 kobiet. W pierwszą rocznicę tych tragicznych wydarzeń kobiety zebrały się, aby obchodzić pierwszą rocznicę pożaru i oddać cześć zmarłym protestującym. Uznaje się, że właśnie świętowanie rocznicy tragicznego pożaru jest pierwszym w historii przypadkiem obchodzenia Dnia Kobiet. I to właśnie od daty protestu wywodzi się data współczesnego, radosnego święta.
Dzień Kobiet wypaczony w czasach PRL
Zupełnie innego znaczenia nabrał Dzień Kobiet w czasach PRL. To właśnie po II wojnie światowej
święto to zaczęło być obchodzone na większą skalę w Polsce. Jednak rocznicę walki o wolność i równość kobiet zmieniono w coś zupełnie innego. 8 marca w PRL był idealnym dniem do manipulacji dla aparatu państwowego. Tego dnia promowano pracę kobiet oraz podkreślano jej znaczenie w hierarchii społecznej. Z okazji Dnia Kobiet panie obdarowywano "ekskluzywnymi" podarkami. Oprócz goździków i tulipanów były to rajstopy, kawa, czekolada i inne przedmioty, których zdobycie na co dzień stanowiło nie lada wyzwanie.
Kwiaty na Dzień Kobiet obowiązkowym elementem
Sposób obchodzenia Dnia Kobiet rodem z PRL w nieco zmienionej postaci przetrwał do dziś. Panie nadal otrzymują drobne upominki. Popularne są kwiaty, szczególnie goździki i tulipany. Panie nie dostają już raczej rajstop. Ich miejsce zastąpiły inne, drobne niespodzianki. Dzień Kobiet stał się również mocno komercyjnym świętem. Sklepy prześcigają się w doborze oferty i promocji. Wszystko, żeby przyciągnąć jak największą liczbę klientów."
Ten opis chyba nieco rozjaśnił nam obraz i genezę tego Święta. Ja osobiście uważam, że Dzień Kobiet powinien być obchodzony każdego dnia w doku... od stworzenia Świata, po jego kres!

Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego Drogie Paniei zapraszam do wspólnych wycieczek!!!

wtorek, 26 grudnia 2017

Tradycje Świąt Bożego Narodzenia w moim rodzinnym domu - cz. III - Św. Szczepan

Nasza grupa kolędnicza (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum
Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia zawsze miał dla mnie szczególny smak. Może dlatego, że nosił w sobie coś więcej niż tylko świąteczną powagę – był dniem radości, swobody i ludowej tradycji, którą dziś wspominam z lekkim uśmiechem i ogromną nostalgią. To właśnie wtedy, w moim rodzinnym domu w Rybczewicach na Lubelszczyźnie, Święta zaczynały nabierać innego tempa. Jeszcze o poranku, zanim wyruszaliśmy do kościoła, tato – a z czasem również ja – mieliśmy swoje ważne zadanie. Trzeba było przygotować woreczek z owsem. Im większy, tym lepszy. Owies ten zabieraliśmy ze sobą na mszę świętą ku czci św. Szczepana. Dla mnie był to zawsze dzień wyjątkowy, bo właśnie wtedy najbardziej ciągnęło mnie na chór muzyczny. Nie dlatego, że odkrywałem w sobie nagłe powołanie do śpiewu, ale z dużo prostszego i bliższego sercu powodu – na chórze śpiewali moi dziadkowie od strony mamy. Często zabierali mnie ze sobą, a ja chłonąłem wszystko: dźwięk organów, ruch miecha, potęgę chóralnego śpiewu i atmosferę miejsca, które wydawało mi się niemal magiczne. Podczas mszy ksiądz święcił przyniesiony owies – ten sam, który później dosypywano do wiosennego siewu, wierząc, że zapewni on urodzaj i pomyślność. Ale św. Szczepan miał też swoje bardziej… żywiołowe oblicze. Gdy kapłan przechadzał się wzdłuż kościelnej nawy, „wymachując” kropidłem, wierni zaczynali obrzucać go garściami owsa. I tu właśnie chór okazywał się miejscem strategicznym – stamtąd najłatwiej było celnie obsypać biednego duchownego, który często, chcąc uniknąć gradu ziaren, zasłaniał głowę kapturem. Po chwili w świątyni rozpętywała się prawdziwa bitwa. Pamiętam, jak nasz wieloletni organista, śp. Kazimierz Marciszuk, niemal własnym ciałem osłaniał organy, by ziarno nie wpadło między klawisze i piszczałki. Zdarzało się, że z pełnego worka owsa do domu wracaliśmy zaledwie z garstką ziaren – albo i z niczym. Posadzka kościoła po mszy była cała nimi zasypana. Ten zwyczaj, choć pełen śmiechu, miał swoje głębokie znaczenie – nawiązywał do męczeńskiej śmierci św. Szczepana, ukamienowanego za wiarę. Na szczęście w naszej tradycji kamienie zastąpił owies.
Kolędnicy (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum
Po powrocie z kościoła czekał nas jeszcze jeden ważny moment – wizyta w oborze. Dzieliliśmy się opłatkiem z żywym inwentarzem. Był to specjalny, kolorowy opłatek, dodawany do tych, które przed świętami roznosił organista. Nie wszystkie zwierzęta podchodziły do tego świątecznego przysmaku z entuzjazmem, więc często trzeba było mieszać go z codzienną paszą. Drugi dzień Świąt był też czasem odwiedzin. W przeciwieństwie do Wigilii, można było spotykać się w szerszym gronie – u sąsiadów, znajomych, przyjaciół. Tego dnia po wsiach ruszały również grupy kolędnicze. Bywało, że w jednej miejscowości kolędowało kilka zgraj naraz – dzieci, młodzież, dorośli. Jedni tylko śpiewali kolędy, inni, poprzebierani, odgrywali scenki bożonarodzeniowe, często z domieszką lokalnego folkloru, a czasem nawet z przemyconą ironią społeczną czy polityczną. Wszystko podane w żartobliwej formie, ku uciesze gospodarzy. Przez kilka lat sam byłem częścią takiej kolędniczej grupy. Zaczynaliśmy w św. Szczepana, a kończyliśmy nieraz dopiero w okolicach Nowego Roku. Gdy zabrakło domów w rodzinnej wsi, ruszaliśmy przez zaspy do sąsiednich miejscowości, w kilkustopniowym mrozie. Dziś nie pamiętam już dokładnie tekstów jasełek, ale wiem, że często przypadała mi rola Marszałka. Może kiedyś, grzebiąc w swoich zbiorach dotyczących historii mojej Małej Ojczyzny, natrafię jeszcze na fragmenty tych kwestii. Wiem jedno – zawsze dobrze życzyliśmy gospodarzom i niemal nigdzie nie spotkaliśmy się z odmową. Co więcej, pominięcie czyjegoś domu bywało powodem obrazy. Kolędowało się więc od domu do domu, od wsi do wsi, pielęgnując tradycję przekazywaną przez pokolenia. Dziś, pół żartem pół serio, wyobrażam sobie kolędników robiących w każdym domu selfie, z czytnikiem kart zamiast skrzynki na datki… Gdy byłem już starszy, wieczór św. Szczepana oznaczał jedno – przygotowania do pierwszej po adwencie wiejskiej zabawy. Odbywały się one oczywiście w remizach strażackich – centrach życia społeczno-kulturalnego. Najlepsze zabawy w naszej gminie były w Bazarze, Częstoborowicach i Rybczewicach. Zjeżdżali się młodsi i starsi, z bliska i z daleka. Tańce przy lokalnych zespołach trwały do późnej nocy, czasem do drugiej czy trzeciej, o ile wcześniej nie zakończyły się „ręczną wymianą zdań” między uczestnikami z różnych wsi. Powroty do domu bywały długie i mroźne, zwłaszcza zanim wszystkich się poodprowadzało. Z czasem remizowe zabawy ustąpiły miejsca dyskotekom w pobliskich miejscowościach, a ich niepowtarzalny klimat zniknął z krajobrazu mojej gminy.  
Kolędnicy (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum
Powoli kończymy nasze wspólne odwiedziny w moim rodzinnym domu i gminie z czasów dzieciństwa i młodości. Święta dobiegają końca. Jutro jeszcze wybierzemy się na święcone wino. Na zakończenie tych świątecznych wspomnień chciałbym życzyć wszystkim Czytelnikom mojego bloga, aby magia Świąt Bożego Narodzenia – ta cicha, dobra i ciepła – towarzyszyła nam nie tylko przez kilka dni w roku, ale każdego dnia. I abyśmy po latach mogli wracać do swoich wspomnień z uśmiechem, wdzięcznością i spokojem serca.

Przeczytaj również o Bożym Narodzeniu w moim rodzinnym domu klikając TUTAJ oraz o tradycjach Bożego Narodzenia klikając  TUTAJ

niedziela, 24 grudnia 2017

Tradycje Świąt Bożego Narodzenia w moim rodzinnym domu - cz. I - Wigilia


W ten wyjątkowy wigilijny wieczór, gdy na niebie zapala się Pierwsza Gwiazdka, a choinka cicho rozświetla dom, myślami wracam do Świąt z lat dzieciństwa. Do czasu, który minął szybciej, niż byśmy chcieli, zostawiając po sobie zapach choinki, dym z komina i ciepło rodzinnego domu. Rzadko piszę o sobie, ale dziś czuję, że właśnie teraz jest na to miejsce i pora – by pochylić się nad wspomnieniami z najcudowniejszych lat życia. 
Rodzinnie (1980) - fot. Jerzy Lis
Urodziłem się i wychowałem w Rybczewicach, niewielkiej miejscowości na południowy wschód od Lublina. Tam, w domu moich bliskich, Boże Narodzenie miało swój rytm, swoje dźwięki i zapachy. Adwent był czasem cichego oczekiwania – rorat o świcie w parafii w Częstoborowicach i gorączkowych przygotowań w domu. Wszystko musiało być „na święta”.
Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach
Przedświąteczne dni wypełniała praca. Najpierw świniobicie, potem pieczenie pasztetów, robienie kaszanek i wędzenie szynek. Cała wieś pachniała dymem z drewna owocowego i jałowca, a gotowe wędliny kusiły, choć słyszało się tylko: „Nie ruszaj, to na święta”. Później przychodził czas na pieczenie – makowce, serniki, kruche ciasta, których starczało aż do Trzech Króli. Były porządki w domu i obejściu, trzepanie dywanów, mycie podłóg i przygotowywanie paszy dla zwierząt. Wszystko miało być gotowe na Wigilię.
Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach
W samą Wigilię wstawało się bardzo wcześnie. Od rana dymiły kominy, a dom czekał na pierwszego gościa – najlepiej mężczyznę, bo to miało przynieść szczęście i dostatek. Dzień był postny, a prawdziwym celem była wieczorna kolacja – „pośnik”. Przed południem szło się do kościoła na mszę za zmarłych, a w domu mama z babcią przygotowywały wigilijne potrawy, których zapachy nie dawały spokoju wygłodniałym brzuchom.
Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach
Tuż przed wieczorem dziadek lub tata wnosili do izby „Króla” – snopek zboża, który stał w kącie aż do Trzech Króli, przynosząc, jak wierzono, zdrowie i urodzaj. Ubieraliśmy choinkę – czasem żywą, czasem sztuczną. Ozdoby były proste: papierowe łańcuchy, szyszki malowane srebrzanką, orzechy w złotkach, jabłka i cukierki-sopelki. Dopiero wieczorem choinka rozbłyskiwała światłami i stawała się prawdziwą magią.
Zimowe Częstoborowice (2010) - fot. Tomasz Banach
Do wieczerzy zasiadaliśmy, gdy wszyscy się zeszli. Stół przykrywał biały obrus, pod nim leżało siano, a jedno miejsce zawsze pozostawało wolne. Było czytanie Ewangelii, wspólna modlitwa, łamanie się opłatkiem i kolędy – najczęściej „Wśród nocnej ciszy” albo „Bóg się rodzi”. Dopiero potem pojawiały się potrawy: barszcz z uszkami, kapusta z grochem i grzybami, smażony karp, śledzie, kluski z makiem, racuchy lub pączki – zależnie od tego, u której babci spędzaliśmy Wigilię. Wszystko popijaliśmy kompotem z suszu. Ciasta musiały poczekać. Prezenty pod choinką były skromne, ale wyczekane. Najważniejsza była jednak bliskość – rozmowy, kolędy i to szczególne ciepło, które zostaje w człowieku na całe życie. Po kolacji jedni wracali do domów, inni szykowali się na Pasterkę.

Dziś, po latach, wiem, że to nie potrawy ani prezenty były najważniejsze. Najcenniejsze było bycie razem. I choć tamte Święta minęły bezpowrotnie, wciąż żyją we mnie – za każdym razem, gdy na niebie zapala się Pierwsza Gwiazdka.

Przeczytaj również o Bożym Narodzeniu w moim rodzinnym domu klikając TUTAJ oraz o tradycjach Św. Szczepana klikając  TUTAJ