Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewodnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewodnik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

Twierdza, która strzegła Rzeczypospolitej – gawęda przewodnicka z zaproszeniem na szkolenie.

 

Szanowni Przewodnicy, Miłośnicy historii i Strażnicy pamięci o dawnym Zamościu!

Kiedy stajemy na bastionach dawnej Twierdza Zamość, trudno nie odnieść wrażenia, że kamień tutaj mówi. Mówi o czasach, gdy miasto nie było tylko perłą renesansu, ale przede wszystkim warownią Rzeczypospolitej i dumą Ordynacja Zamojska. Twierdzę tę wzniósł kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, który – jak mawiano – „takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”. Wiedział on jednak dobrze, że aby młodzież mogła się uczyć, a państwo rozwijać, potrzeba bezpieczeństwa. Dlatego właśnie Zamość powstał jako miasto idealne, ale i jako forteca nowoczesna, zaprojektowana przez włoskiego mistrza Bernardo Morando.

Przez kolejne stulecia twierdza rosła wraz z potęgą rodu Zamoyskich. Była świadkiem wojen kozackich, potopu szwedzkiego i kolejnych zawieruch, w których nie raz okazywała się zaporą nie do zdobycia. Mówiono, że kto trzyma Zamość – ten trzyma klucz do południowo-wschodniej Rzeczypospolitej. Gdy przyszły czasy zaborów, znaczenie fortecy nie zmalało, choć zmieniali się jej gospodarze. W rękach rosyjskich stała się jednym z ważniejszych punktów strategicznych imperium. Rozbudowywana, modernizowana, otaczana nowymi umocnieniami, przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat jako twierdza czynna.

Lecz każda forteca ma swój kres. W roku 1866, decyzją władz carskich, zapadł wyrok na zamojską fortalicję. Rozpoczęto systematyczną likwidację umocnień. Bastiony, które przez wieki broniły miasta, zaczęto rozbierać, zasypywać fosy, niwelować wały. Twierdza przestała istnieć jako obiekt wojskowy, ale nie przestała istnieć w pamięci. Bo dziś, ilekroć przechodzimy przez Nadszaniec, bastiony, raweliny czy kurtyny, wciąż widzimy ślady dawnej potęgi i kunsztu inżynierii wojskowej. A naszym zadaniem – jako przewodników – jest umieć tę historię opowiedzieć tak, aby słuchacze zobaczyli ją oczami wyobraźni.

W związku z tym zapraszamy wszystkich przewodników oraz osoby zainteresowane historią fortyfikacji na szkolenie: Twierdza Zamość

📅 20 marca 🕑 godz. 14:00📍 Siedziba Fundacji Fundacja ANDROMEDA, Nadszaniec, ul. Waleriana Łukasińskiego 2 lok. 3, Zamość

Szkolenie poprowadzi dr Jacek Feduszka, który omówi zagadnienia związane z historią, funkcjonowaniem, rozwojem oraz likwidacją zamojskiej fortalicji. 💰 Koszt udziału: 20,00 zł od osoby

📞 Zapisy i informacje: 693 879 958

Niech będzie to spotkanie nie tylko szkoleniem, ale i kolejną wspólną wartą na murach dawnej twierdzy, która choć rozebrana, wciąż trwa w naszej opowieści.

Więcej na stronie wydarzenia: KLIKNIJ TUTAJ

piątek, 12 grudnia 2025

Skarby Podkarpacia - Między drewnem a kamieniem. Przewodnicka gawęda z Nowego Brusna

Cerkiew św. Paraskiewy w Nowym Bruśnie (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Grudniowy powrót do Nowego Brusna znów poprowadził nas w miejsce, które na Roztoczu ma swój własny, nieco tajemniczy rytm. Bez śnieżnej dekoracji, bez pocztówkowych efektów – za to z ciszą, drewnem pachnącym historią i kamieniem, który mówi więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To jeden z tych zakątków, gdzie przewodnik nie musi wiele dodawać od siebie. Wystarczy wskazać, zatrzymać grupę i pozwolić miejscu opowiadać. Brusno wielu kojarzy się przede wszystkim z kolebką miejscowej kamieniarki. I słusznie. To właśnie tutaj przez lata lokalni kamieniarze kształtowali krajobraz tej części Roztocza – dosłownie. Przydrożne krzyże, nagrobne figury i pomniki rozsiane po okolicy nie są tylko ozdobą przestrzeni. To znaki pamięci i świadectwo rzemiosła, które na trwałe wpisało się w tutejszą tożsamość. Spacerując po okolicy, łatwo odnieść wrażenie, że kamień w Bruśnie ma swoją duszę.
Cerkiew w ruinie (sierpień 2014) - fot. Tomasz Banach
Nowe Brusno warto jednak odwiedzić nie tylko z myślą o kamieniarstwie. To także prawdziwa perełka drewnianej architektury sakralnej. Odrestaurowana cerkiew pw. św. Paraksewy przyciąga miłośników historii, ale też malarzy i fotografów, którzy szukają miejsc z charakterem i światłem układającym się na deskach w niepowtarzalny sposób. Bruśnieńska cerkiew zdecydowanie do takich należy. Z perspektywy przewodnika to jedno z tych miejsc, przy których dobrze jest się zatrzymać na dłużej. Cerkiew wzniesiono w 1713 roku, najpewniej ręką budowniczego Stefana Siemko Siematiewskiego. Późniejsze przebudowy – w XIX wieku i na początku XX stulecia – zmieniały jej formę, jednak prace konserwatorskie z lat 2013–2018 przywróciły świątyni dawny charakter: osiemnastowieczny babiniec z kaplicą oraz dziewiętnastowieczną nawę i prezbiterium. Dziś to serce zespołu cerkiewnego w Nowym Bruśnie, będącego oddziałem Muzeum Kresów w Lubaczowie.
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Wnętrze świątyni kryło niegdyś cenny wystrój z pierwszej połowy XVIII wieku – dziś można go odnaleźć w zbiorach muzealnych w Przemyślu i Łańcucie. Otoczenie cerkwi dopełnia przycerkiewny cmentarz oraz dawny cmentarz parafialny. To tam uwagę przyciągają kamienne nagrobki wykonane w bruśnieńskim ośrodku kamieniarskim – surowe, proste, a jednocześnie niezwykle poruszające.
Cerkiew w ruinie (sierpień 2014) - fot. Tomasz Banach
Pierwotnie przy cerkwi stała drewniana dzwonnica, a cały teren otaczał parkan. Dziś zespół sakralny wchodzi w nowy etap życia. Trwają prace nad jego rewitalizacją i nadaniem mu roli miejsca opowiadającego historię lokalnego ośrodka kamieniarskiego. W planach jest m.in. odtworzenie drewnianej zagrody z Wólki Horynieckiej z przełomu XIX i XX wieku, która ma stać się domem i warsztatem kamieniarza brusnieńskiego. 
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach 
Cerkiew w Nowym Bruśnie jest jedną z 24 zabytkowych świątyń drewnianych na terenie powiatu lubaczowskiego, współtworzących wielokulturowy krajobraz dawnych Kresów. To miejsce, do którego warto wracać – nie po to, by odhaczyć je na mapie, ale by za każdym razem odkryć je na nowo. A najlepiej odkrywa się je właśnie w formie spokojnej, przewodnickiej gawędy, prowadzonej między drewnem cerkwi a kamieniem, który pamięta więcej, niż nam się wydaje.

Skarby Podkarpacia - Nie z listy UNESCO – gawęda o cichej cerkwi w Radrużu

Cerkiew p.w. św. Mikołaja Cudotwórcy w Radrużu (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach

Jadąc po Roztoczu, człowiek szybko uczy się jednej rzeczy – tu nie zawsze warto trzymać się głównej drogi. Czasem najlepiej skręcić tam, gdzie asfalt robi się węższy, a krajobraz zaczyna opowiadać własną historię. I właśnie tak, trochę „przy okazji”, wielokrotnie trafiałem do tej mniej znanej cerkwi w Radrużu. Nie tej na liście UNESCO, nie tej, o której wszyscy mówią, ale tej cichej, stojącej spokojnie nad potokiem Radrużka. Zawsze, gdy prowadzę turystów po tych stronach, mówię: chodźcie, pokażę wam jeszcze jedno miejsce – niepozorne, ale z duszą. I skręcamy w dół, na niewielkie wzniesienie, gdzie za drewnianym płotem stoi ona – skromna, drewniana cerkiew św. Mikołaja.

Piękny przykład architektury drewnianej (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
„Panie, a ona zawsze taka była?” To jedno z pierwszych pytań, które zwykle słyszę. I wtedy zaczyna się opowieść. Bo nie, nie zawsze taka była. Choć na pierwszy rzut oka wygląda, jakby stała tu od niepamiętnych czasów, w obecnym kształcie powstała na początku lat 30. XX wieku. W latach 1930–1931 przebudowano ją gruntownie, wykorzystując fragmenty starszej, zapewne XVIII-wiecznej kaplicy. I proszę zwrócić uwagę – mówię wtedy, wskazując prezbiterium – ten trójbocznie zamknięty wschodni fragment pamięta jeszcze tamte czasy. Reszta to już dzieło cieśli z początku XX wieku. Zrobili coś bardzo sprytnego – niewielką świątynię „podciągnęli” wizualnie do góry, fundując jej ośmioboczną kopułę z latarnią. Dzięki temu cerkiew wydaje się większa, dostojniejsza, jakby chciała powiedzieć: jestem mała, ale ważna.
I jeszcze z innej perspektywy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Cerkiew przycupnięta nad potokiem. Lubię zwracać uwagę na położenie tego miejsca. Cerkiew stoi na lewym brzegu Radrużki, na łagodnym skłonie płaskowyżu, który opada w stronę doliny potoku. To nie jest przypadek. Dawniej takie miejsca wybierano z namysłem – miało być sucho, spokojnie i blisko natury. A ta cerkiew wygląda, jakby naprawdę tu przycupnęła, wtulona w krajobraz. Drewniane ściany, zrębowa konstrukcja, wysoki kamienny podmur – wszystko proste, funkcjonalne, bez zbędnych ozdób. Pionowe deskowanie przechodzi wyżej w gont, nad całością biegnie szeroki okap. Dachy dziś kryte są blachą, ale bryła zachowała swój dawny charakter. Gdy stajemy tu w ciszy, często słychać tylko wodę i wiatr – i wtedy łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce przed wojną.
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach 
Miejsce „nie z listy”, ale z pamięci. Na koniec zwykle mówię: to nie jest cerkiew z pocztówek, ale jedna z tych, które się pamięta. Bo Radruż ma wiele oblicz, a ta świątynia jest jednym z tych cichych świadków pogranicza – zmieniających się granic, ludzi i wyznań. Wracam tu chętnie, nawet gdy nie prowadzę nikogo. Ot, żeby na chwilę przystanąć, spojrzeć na kopułę, posłuchać potoku. I za każdym razem mam wrażenie, że ta cerkiew, choć niewielka i niepozorna, wciąż ma swoją opowieść do opowiedzenia – trzeba tylko zwolnić krok i dać się jej poprowadzić.

środa, 19 listopada 2025

Skarby Lubelszczyzny: Pałac w Ruskich Piaskach

Fronton Pałacu - stan obecny (listopad 2025) - fot. Tomasz Banach 

Listopad ma w sobie coś z ciszy starej fotografii — światło blednie, mgła przykrywa pola jak miękki pled, a ja znów wyruszam na trip przez Lubelszczyznę, by odnaleźć te miejsca, gdzie historia stoi tuż obok nas, tylko lekko przykurzona. Tym razem los zaprowadził mnie do Ruskich Piasków. Niby niewielka wieś, niepozorna, ale ja już dobrze wiem, że na tej ziemi najmniejsze miejscowości skrywają największe opowieści. Gdy wjechałem aleją, a zza gałęzi wyłonił się pałac, poczułem, jakby czas na chwilę obrał inny kierunek. 

Pałac od strony ogrodu (archiwum: maj 2013) - fot. Tomasz Banach

O dawnych właścicielach i ich świecie. Ruskie Piaski — nazwa miękka, sypka, jakby ktoś garść suchego piasku przesypywał między palcami. A przecież przez wieki przechodziły przez ręce rodów, które pisały lokalną historię tak samo pewnie, jak kaligraf piórem po pergaminie. Byli tu Hurkowie, potem Zamoyscy — możni, zapobiegliwi, trzymający pieczę nad ziemią i ludźmi. Ale dopiero na początku XX wieku pojawił się ktoś, kto zapragnął nadać temu miejscu blasku, o którym mówi się nie szeptem, lecz z zachwytem. Adam Gasztołd Bukraba. Człowiek z wyobraźnią, który w 1906 roku postawił pałac tak pięknie neorenesansowy, że do dziś, nawet z oddali, wygląda jak przeniesiony z kart romantycznej powieści. Z ryzalitem, który jak wysunięta pierś dumnie podtrzymuje fronton. Z basztą, okrągłą i zgrabną przypominającą strażniczkę opowieści. Z wieżą, której zegar wydaje się liczyć nie minuty, lecz kolejne rozdziały dziejów. Wokół pałacu — park. Och, kiedyś musiał wyglądać jak scena z filmu kostiumowego: grabowe aleje, altanki kuszące cieniem, staw odbijający chmury, a na trawie długie suknie dam falujące przy spacerach. Taki był świat, który tu zbudowano — świat elegancji, spokojnego zbytku i rozmów prowadzonych przy szmerze wody.

Herb Rodu Gasztołd Bukraba - "Gryzima" i data budowy pałacu - fot. Tomasz Banach
Zmienna fortuna i nowe czasy. Ale historia — jak wiadomo — lubi przewracać kartki bez ostrzeżenia. I tak po wojnie pałac przeszedł w inne ręce, a jego dawna świetność zaczęła przygasać, jak świeca dogasająca nad porzuconym listem. Z czasem jednak ktoś zapalił tę świecę na nowo. W latach 80. pałac odrestaurowano — nie w pełni po dawnemu, ale na tyle, by budynek znów mógł oddychać spokojnie. Dziś jest Domem Pomocy Społecznej — i choć życie w jego murach toczy się inaczej niż sto lat temu, nadal czuć tu troskę i obecność ludzi. A to również jest forma świetności — cicha, codzienna, ale godna.

Pałac w latach 1939 - 43 - źródło: fotopolska.eu 
Listopadowe spotkanie. Kiedy po raz kolejny stanąłem przed pałacem tej jesieni, świat miał kolor wyciszonego brązu. Drzewa traciły ostatnie liście, park pachniał mokrą ziemią i długim snem natury. A sam pałac? Wyglądał jak starszy, siwy pan, który przeżył wiele, ale nadal stoi prosto, z oczami pełnymi wspomnień. W listopadzie takie miejsca mówią głośniej. Echa kroków odbijają się mocniej, cisza ma głębszy ton, a wyobraźnia łatwiej widzi to, co było tu przed laty — damy w kapeluszach, konie czekające w powozowni, rozmowy na schodach ryzalitu… Spacerowałem po parku, zaglądając między drzewa, wsłuchując się w szept wiatru. Czasem lubię myśleć, że to właśnie tamte dawne opowieści chcą jeszcze raz dać o sobie znać — a ja mam zaszczyt je usłyszeć.

Wieża zegarowa (archiwum - maj 2013) - fot. Tomasz Banach

Dla czego warto tu przyjechać? Bo to nie jest tylko pałac. To kapsuła czasu. Samotna, piękna, stojąca na uboczu dróg wielkiej historii, ale równie ważna. Bo jest świadkiem życia, które płynęło tu kiedyś leniwie, dostojnie, z elegancją. Bo listopadowy spacer po parku przy pałacu w Ruskich Piaskach potrafi zrobić w sercu takie miejsce ciszy, jakie trudno znaleźć gdzie indziej. I wreszcie — bo takie miejsca uczą nas patrzeć uważniej. Nie tylko na zabytki, ale na życie.

poniedziałek, 13 stycznia 2025

Z cyklu: "Co robi przewodnik, kiedy nie oprowadza" - w labiryncie Podziemi Opatowskich

Podziemia Opatowskie - fot. Tomasz Banach
Pewne rzeczy po prostu „ciągną” człowieka — jak wilka do lasu. Mnie od lat ciągnie pod ziemię. Na co dzień oprowadzam po zamojskich podziemiach na Trasie Turystycznej w Bastionie VII, więc gdy podczas kolejnej wyprawy trafiliśmy w Świętokrzyskie, wybór mógł być tylko jeden: schodzimy niżej. Tym razem do Podziemi Opatowskich — jednego z najciekawszych i najbardziej intrygujących miejsc nie tylko samego Opatowa, ale i całego regionu. Będąc w mieście, trudno przejść obok tej atrakcji obojętnie. Podziemia kuszą historią, tajemnicą i obietnicą podróży w czasie. Wystarczy wejść na opatowski rynek, kupić bilety i ruszyć w dół. Ja, nauczony zawodowym doświadczeniem, zadzwoniłem dzień wcześniej i umówiłem się na spacer z przewodnikiem — i była to bardzo dobra decyzja. Trasa dostępna jest zarówno dla turystów indywidualnych, jak i grup zorganizowanych. Co więcej, bez najmniejszego problemu zeszliśmy pod ziemię z Leo — naszym wiernym, czteronożnym towarzyszem podróży. Leoś, jak się okazało, również docenił klimat podziemnych korytarzy.
Wejście do Podziemi Opatowskich - fot. Tomasz Banach
Już od pierwszych minut zwiedzania uwagę przykuwa gawędziarska, a jednocześnie pełna faktów opowieść pani przewodnik. To ona wprowadza nas w świat słynnych opatowskich piwnic, których historia sięga co najmniej XV wieku, a swój największy rozkwit przeżywała w XVI i XVII stuleciu. Nie bez powodu — Opatów leżał bowiem na skrzyżowaniu wielkich europejskich szlaków handlowych. Tędy wiodły drogi od Morza Czarnego ku Bałtykowi i Morzu Północnemu, trakty łączące Magdeburg z Kijowem, Kraków z Wilnem. Kupcy z całej Europy coraz chętniej osiedlali się właśnie tutaj. Budując swoje kamienice wokół rynku, musieli zadbać o to, co w handlu najważniejsze — bezpieczne i chłodne magazyny. A Opatów sprzyjał temu idealnie. Gruba, sięgająca niemal 20 metrów warstwa lessu pozwalała drążyć pod domami kolejne piwnice i komory, coraz głębiej i głębiej. Naturalna izolacja, stała temperatura w okolicach 10 stopni i ograniczony dostęp dla niepowołanych osób czyniły te miejsca wręcz idealnymi do przechowywania drogocennych towarów.
Szczęśliwy Leo ze swoją Panią - fot. Tomasz Banach
A było czego strzec. Rozwojowi opatowskiego handlu sprzyjały cykliczne zjazdy szlachty sandomierskiej, odbywające się w Kolegiacie św. Marcina, sądy ziemskie, a nawet wizyty królewskie. Popyt na towary był pewny, a w podziemiach składowano wino z południa Europy, śledzie, skóry, przyprawy, wosk czy sól — nie bez powodu nazywaną wówczas białym złotem. Z czasem pod miastem powstało prawdziwe podziemne osiedle, biegnące nawet kilkanaście metrów pod powierzchnią rynku. Gdy zmieniły się szlaki handlowe i przyszły trudne czasy wojen, podziemia stopniowo traciły swoje znaczenie i popadały w zapomnienie. Aż w końcu same o sobie przypomniały — pękając, osiadając i zagrażając zabytkowej zabudowie centrum miasta. Ratunek przyszedł w drugiej połowie XX wieku dzięki zespołowi naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, pracujących pod kierownictwem prof. Zbigniewa Strzeleckiego. Opracowana przez nich metoda pozwoliła zabezpieczyć i ocalić podziemia przed degradacją. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Bytomia połączyło ponad dwadzieścia komór w imponującą, spójną trasę, którą w 1984 roku udostępniono zwiedzającym.
Jeden z korytarz opatowskich podziemi - fot. Tomasz Banach
Dziś Podziemna Trasa Turystyczna im. prof. Zbigniewa Strzeleckiego liczy około 500 metrów długości, prowadzi przez trzy poziomy i sięga nawet 14,5 metra pod powierzchnię rynku. Zwiedzanie trwa około 45 minut — nam zajęło nieco dłużej, co było zapewne efektem mojej nieuleczalnej dociekliwości i serii pytań, którymi zasypywałem naszą przewodniczkę. W podziemiach panuje stała temperatura od 8 do 12 stopni Celsjusza oraz wyraźnie wilgotny mikroklimat, więc warto zabrać ze sobą cieplejszą bluzę.
Tomasz z przemiłą Panią przewodnik - fot. Anna Banach
Podczas spaceru oglądamy nie tylko same piwnice i korytarze, ale również liczne wystawy poświęcone historii Opatowa i regionu. To opowieść o mieście dumnym, wielokrotnie doświadczanym przez los, ale zawsze podnoszącym się z upadków. Obok XII-wiecznej Kolegiaty św. Marcina, XVI-wiecznej Bramy Warszawskiej czy późnobarokowego zespołu klasztornego oo. Bernardynów, to właśnie Podziemia Opatowskie — pełne legend i niedopowiedzianych historii — przyciągają dziś rzesze turystów spragnionych przygód.
Sklepienia podziemi po renowacji - fot. Tomasz Banach
To swoista podróż w czasie, niemal godzinne zejście w głąb ziemi, które pozwala lepiej zrozumieć nie tylko same piwnice, ale i barwną, często dramatyczną historię Opatowa. Miasta, które będąc swoistym „pępkiem turystycznym” województwa świętokrzyskiego, stanowi znakomitą bazę wypadową do odkrywania uroków regionu w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Okoliczne pejzaże, z grzbietami Gór Świętokrzyskich w tle, potrafią obdarzyć piechurów i rowerzystów prawdziwą dawką spokoju i zachwytu.
Jedna z ekspozycji na podziemnej trasie - fot. Tomasz Banach
Dziś pieczę nad Podziemiami Opatowskimi sprawuje Powiatowe Centrum Kultury w Opatowie. A ja już wiem jedno — to jedno z tych miejsc, do których chce się wracać. I mam nadzieję, że wkrótce znów zawitamy tu z wycieczkami organizowanymi przez TUR-BAN Agencję Turystyki.
Każde porządne podziemia musza kryć w sobie wiele tajemnic i mieć u siebie Białą Damę lub innego rodzaju strażnika podziemi - fot. Tomasz Banach
Dziękuję za poświęcony czas na lekturę tego wpisu i zapraszam do zapoznania się z innymi historiami na blogu — opowiadającymi o mojej turystycznej działalności… i nie tylko.

niedziela, 12 stycznia 2025

Skarby Lubelszczyzny - Zimowy Emilcin – tam, gdzie legenda UFO spotyka ciszę wsi

Przy Pomniku UFO (styczeń 2025) - fot. Anna Banach 

Zimą Emilcin wygląda niepozornie. Kilka domów, droga przecinająca wieś, pola przykryte śniegiem i las, który o tej porze roku zdaje się szeptać własne historie. To właśnie tutaj, w samym środku wsi, stoi jeden z najbardziej osobliwych pomników w Polsce – Pomnik UFO. Pomnik powstał w 2005 roku z inicjatywy Fundacji Nautilus. Ma formę metalowego sześcianu osadzonego na kamiennym cokole. Widnieje na nim napis przypominający o wydarzeniu, które przeszło do historii polskiej ufologii: 
„10 maja 1978 r. w EMILCINIE wylądował obiekt UFO. Prawda nas jeszcze zadziwi…”
To jeden z nielicznych pomników UFO na świecie i bez wątpienia najbardziej znany w Polsce. Choć nie stoi dokładnie w miejscu domniemanego zdarzenia, stał się symbolem Emilcina i jego niezwykłej historii. Według relacji z 10 maja 1978 roku rolnik Jan Wolski, wracając do domu przez pobliski las, spotkał dwie tajemnicze postacie. Niewysokie, o zielonkawych twarzach i skośnych oczach, miały zaprosić go na pokład unoszącego się nad ziemią obiektu. Tam – jak twierdził – przeprowadzono na nim badania, po czym wrócił do domu. 
Inskrypcja na Pomniku UFO (styczeń 2025) - fot. Tomasz Banach
Sprawa szybko trafiła do mediów. Dzięki zaangażowaniu ufologów i specjalistów przez ponad trzy dekady uznawano ją za najlepiej udokumentowany przypadek UFO w Polsce. Emilcin stał się punktem odniesienia dla wszystkich miłośników zagadek i niewyjaśnionych zjawisk. Dziś, szczególnie zimą, Emilcin jest miejscem spokojnym i refleksyjnym. Śnieg tłumi dźwięki, a pomnik stojący pośród wsi skłania do zadumy. Niezależnie od tego, jak oceniamy prawdziwość wydarzeń sprzed lat, jedno jest pewne – Emilcin zapisał się na trwałe w historii i wyobraźni. To idealny przystanek dla turystów ciekawych nieoczywistych miejsc, miłośników lokalnych legend i tych, którzy podczas podróży lubią usłyszeć dobrą historię. Bo nawet jeśli UFO tu nie wylądowało, to legenda – bez wątpienia – została na dobre.

piątek, 6 grudnia 2024

Skarby Lubelszczyzny: Śladem św. Mikołaja przez legendy Wilczego Uroczyska

Kapliczka z figurą św. Mikołaja z wilkiem w Kryłowie - fot. Tomasz Banach
W dniu, którego patronem jest św. Mikołaj, na moim turystycznym blogu absolutnie nie mogło zabraknąć opowieści o tym wyjątkowym świętym. Bo choć znamy go od najmłodszych lat jako pogodnego staruszka z workiem pełnym prezentów, towarzyszy nam on znacznie głębiej – jako symbol dobroci, hojności i chęci dzielenia się z tymi, którzy najbardziej potrzebują odrobiny wsparcia. I, co ciekawe, te dobre emocje budzi nie tylko w dzieciach, ale również w nas, całkiem dorosłych wędrowcach. A skoro już o wędrowaniu mowa… Podczas naszych ostatnich wojaży po Lubelszczyźnie, dosłownie kilka dni temu, trafiliśmy na miejsce, które – jak głosi lokalna tradycja – szczególnie upodobał sobie „brodaty święty”. Miejsce niby na uboczu, trochę schowane przed światem, a jednak pełne opowieści, legend i niezwykłej atmosfery.
Wilk i jego święty opiekun - fot. Tomasz Banach
W Kolonii Kryłów, jeśli zjedziemy nieco z głównej drogi, dotrzemy do naprawdę wyjątkowego zakątka – miejsca, gdzie od wieków czczona jest postać św. Mikołaja. Jest tu kapliczka z rokokową figurą świętego, a przy niej tablica, która opowiada historię bardziej tajemniczą, niż można by się spodziewać po spokojnej, wiejskiej okolicy. Według miejscowej tradycji figurę miał postawić rządca majątku z Kryłowa – jedni mówią, że ostrzeżony we śnie przed pomorem bydła, inni, że cudownie uleczony z paraliżu wodą ze źródełka. I jedno, i drugie brzmi jak wstęp do pięknej legendy. A jest ich tu więcej. Starsi mieszkańcy wspominają o sporach prawosławnych i katolików „za cara” – każdy chciał mieć dostęp do cudownej wody. W przekazach, które zebrał prof. Zin, miejsce to jawi się wręcz jako jedno z najważniejszych sanktuariów Chełmszczyzny, Zamojszczyzny i Wołynia w XIX wieku. Podobno każdej niedzieli i święta Wilcze Uroczysko przyciągało ludzi z dalekich stron.
Figura wilka, który przysiadł u stóp św. Mikołaja - fot. Tomasz Banach
Ale w tych opowieściach przeplata się coś więcej niż kult św. Mikołaja. Mówi się o wierzeniach w „świętego wilka”, którego moc miała pomagać kobietom pragnącym potomstwa. Siadały więc na kamiennym wilku, głaskały go po brzuchu, a potem zanurzały się choć na chwilę w źródełku – wierząc, że to wystarczy, by spełniły się ich najskrytsze marzenia. A jeśli komuś mało legend, jest i ta najbardziej barwna. Według niej, w miejscu obecnej kaplicy dawniej składano ofiary Welesowi – słowiańskiemu bogu podziemi, zmarłych i opiekunowi bydła, często ukazującemu się pod postacią wilka. Gdy chrześcijaństwo zaczęło zdobywać te ziemie, mieszkańcy długo się opierali. Aż pewnej nocy, w wigilię święta Welesa, miejscowy pasterz miał ujrzeć wizję – Weles przemienił się przed nim w św. Mikołaja i nakazał zaprzestać pogańskich rytuałów oraz wznieść kaplicę na swoją cześć. Tak też uczyniono, a dawne i nowe wierzenia połączono tu w sposób zupełnie wyjątkowy.
Figurka Matki Bożej przy cudownym źródełku - fot. Tomasz Banach
Która z tych historii jest prawdziwa? Cóż, nie nam dziś to rozstrzygać. Wędrowiec ma przecież prawo do odrobiny tajemnicy. Wiemy jedno: odwiedzając Ziemię Hrubieszowską, warto zboczyć z trasy i zajrzeć do Kolonii Kryłów, by pokłonić się św. Mikołajowi. A może i szeptem podsunąć mu swoje prezentowe życzenia…Bo jak mówią – wiara czyni cuda. A w takim miejscu cuda zdają się być na porządku dziennym.

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Skarby Lubelszczyzny: Brama w Kryłowie – neogotycka strażniczka dawnych czasów

Neogotycka Brama w Kryłowie (grudzień 2024) - fot. Tomasz Banach 
Kiedy wędruję ku południowym krańcom Kryłowa, zawsze zwalniam kroku u wylotu malowniczej alei kasztanowej. Tam, gdzie zacieniona droga łagodnie wznosi się ku resztkom dawnego parku dworskiego, stoi ona – Brama parkowa z domkiem odźwiernego, jedna z najbardziej intrygujących perełek małej architektury na Lubelszczyźnie. Niepozorna na pierwszy rzut oka, ale im dłużej się jej przyglądać, tym więcej opowieści zaczyna szeptać. 
Romantyzm w neogotyku zamknięty... (grudzień 2024) - fot. Tomasz Banach
Miejsce, które przetrwało więcej, niż mogłoby się wydawać. Dzisiejszy zabytek pochodzi z końca XIX wieku i jest cennym przykładem neogotyckiej, murowanej budowli parkowej – tych, które zwykle stoją na uboczu i cicho obserwują świat, nie poddawane gwałtownym przebudowom, nie próbujące olśniewać na siłę, a jednak trwające. Co ciekawe, dokładnej daty jej powstania nie znamy. Klucz do tej zagadki kryje się w herbach umieszczonych po bokach ostrołukowego przejazdu – Leliwie Wodzickich i Korabie Horodyskich. To one pozwalają datować budowlę na okres małżeństwa Antoniego Horodyskiego z Taidą z hr. Wodzickich, czyli właśnie na schyłek XIX wieku.
Pozostałości dawnej alei parkowej (grudzień 2024 - fot. Tomasz Banach
To był czas, kiedy w sąsiedztwie – tam, gdzie dziś już tylko fundamenty i wspomnienia – przebudowywano w neogotyckim duchu pałac z roku 1820. Pałac nie przetrwał wojny: spalony w 1939 roku przez Niemców, po wojnie nie został odbudowany. Zniszczony park, wycięty w dużej mierze już po parcelacji majątku w 1931 roku, dodatkowo ucierpiał po 1945 roku. A gdy po 1950 roku mieszkańcy rozebrali resztki pałacowych ścian, cała kompozycja krajobrazowa zapadła się w ciszę i zapomnienie. Brama jednak trwała. Zmieniała właścicieli – od prywatnych rąk, przez państwowe, po ponowne sprywatyzowanie – aż w 2000 roku doczekała się gruntownego remontu. Dziś, choć samotna i stojąca przy wejściu do nieistniejącego już pałacu, nadal wyznacza próg dawnego świata.
Neogotycka strzelistość (grudzień 2024) - fot. Tomasz Banach
Neogotycka opowieść zaklęta w cegle. Podejdźmy bliżej – bo to budowla, którą warto oglądać z bliska. Każdy element zdaje się mieć swoją funkcję i własną historię. Brama jest trójprzęsłowa. Środkowa część, najwyższa i najszersza, stanowiła dawniej wej baszcie, jak w bramie do maleńkiego zamku. To detal, który czyni z niej strażniczkę nie tylko parku, ale i czasu. Po bokach przęsła środkowego znajdują się dwa mniejsze, również prostokątne prześwity. Tu neogotyk widać w górnych partiach – kondygnacje oddzielone gzymsem, a nad nim okrągłe otwory, oculusy, które wyglądają niczym oczy czuwające nad przechodniami. Wszystkie przęsła wieńczą betonowe, ostrosłupowe daszki – prostsze niż oryginalne, ale zgrabnie wpisujące się w całość. Brama była kiedyś większa, rozbudowana. Jej skrzydła zniknęły w czasie I wojny światowej. To, co widzimy dziś, to ocalałe serce dawnej kompozycji. Przejazd – dziś surowy, ostrołukowy, typowy dla neogotyku. Flankują go pięcioboczne filary, które nadają całości smukłości i nieco warowny charakter. Nad nimi biegnie profilowany gzyms, a wieńczy wszystko krenelaż – jak w miniaturowej baszcie, jak w bramie maleńkiego zamku. To detal, który czyni z niej strażniczkę nie tylko parku, ale i czasu.
Domek Odźwiernego (grudzień 2024) - fot. Tomasz Banach
Domek odźwiernego – mała, ale ważna część opowieści. Od wschodniej strony bramy przytula się do niej domek odźwiernego, jakby wierny strażnik, który trwa u boku większej budowli od ponad stu lat. Zbudowany na planie zbliżonym do kwadratu, oskarpowany w narożach, z przedsionkiem o ćwierćkolistym rzucie – jest w nim coś przyjemnie proporcjonalnego i domowego. Wejście – prostokątne, tak samo jak otwór prowadzący dalej do wnętrza. W środku skromnie: tynkowane ściany, niewielka przestrzeń, w której dawniej mieścił się ktoś, kto pilnował wjazdu do majątku. Od południa domek rozświetla ostrołukowe okno, które nadaje mu delikatny, niemal romantyczny rys. Zarówno przedsionek, jak i sam budynek przykrywa betonowy daszek – oszczędny, ale trwały. 
Brama do innego świata (grudzień 2024) - fot. Tomasz Banach
Dlaczego warto tu przyjechać? Bo Brama w Kryłowie to nie tylko zabytek. To relikt dawnego świata, ale jednocześnie mała architektoniczna perełka, która pokazuje, jak piękne potrafiły być nawet najmniejsze elementy dworskich założeń. Dziś zamyka aleję kasztanową, stoi przy drodze, po której nikt już nie przejedzie do pałacu – a jednak wciąż robi wrażenie. To miejsce, w którym można poczuć nostalgiczny oddech historii, zachwycić się detalem i pozwolić sobie na chwilę wyobraźni: jak wyglądało życie, gdy przez tę bramę wjeżdżały powozy, a w domku odźwiernego paliło się światło.

A wtedy Kryłów – cichy, nadbużański, nieśpieszny – na moment otwiera swoje serce i pokazuje skarb, o którym wielu nie ma pojęcia.

piątek, 27 września 2024

Światowy Dzień Turystyki 2024


Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Turystyki i z tej właśnie okazji pragnę złożyć Najserdeczniejsze Życzenia wielu niezapomnianych wycieczek zarówno Moim Kochanym Turystom, jak i Wszystkim pracownikom Branży Turystycznej. Niech każdy dzień będzie nową przygodą, a każdy przebyty kilometr niech niesie ze sobą bagaż pozytywnych doświadczeń‼️ Do zobaczenia podczas wspólnych wycieczek z Tur - Ban Agencja Turystyki

środa, 7 sierpnia 2024

Podsumowanie lipca - zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

ZAMOŚĆ NOCĄ - fot .Anna Banach
 
Przyszedł czas na podsumowanie lipca. Był to miesiąc, w którym trochę leniuchowaliśmy podczas tygodniowego pobytu w moich ukochanych Bieszczadach. Relacje z  urlopu już na pewno widzieliście. Poza wypoczynkiem oczywiście intensywnie pracowaliśmy oprowadzając turystów zarówno za dnia jak i nocą, gdyż ruszyliśmy z organizowanym wspólnie z Orange City Turystyka Zamość  i Brama Spotkań projektem ZAMOŚĆ NOCĄ podczas którego odkrywamy, wraz z turystami, ukryte w mroku tajemnice Miasta Idealnego. 

Grupa przesympatycznych dzieciaczków - fot. Tomasz Baanach

W tym miesiącu z naszych usług skorzystało 679 osób (łącznie w tym roku oprowadziliśmy już 2800 zadowolonych turystów). Zapraszamy do skorzystania z naszych usług. Na pewno nie pożałujecie, a wspomnienia wspólnych spacerów zostaną z Wami (jak i z nami) na bardzo długo. Rezerwacje usług przewodnickich pod nr tel: 693 879 958. Nie czekaj! Zadzwoń już teraz!

Pod pomnikiem Założyciela Zamościa - fot. Tomasz Banach


wtorek, 9 lipca 2024

Podsumowanie czerwca - zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

Jedna z grup podczas zwiedzania Zamościa - fot. Tomasz Banach

Czerwcowe wycieczki przeszły do historii... Pozostały miłe wspomnienia i wile nowych znajomości. Przyszedł czas na podsumowania. W minionym miesiącu oprowadziłem 👌613 turystów👌, którzy przybyli do nas z różnych zakątków naszego pięknego kraju. Dzięki temu liczba turystów odprowadzonych od początku roku wzrosła do 👌2121 osób👌. 

Pomagamy w organizacji spływów kajakowych - fot. Tomasz Banach

Rozpoczęły się wakacje i już niebawem będziemy mieli dla Was nowe atrakcję. Jakie? Na razie musicie się uzbroić w cierpliwość, gdyż dogrywamy szczegóły. Nieustannie zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich zarówno grupy zorganizowane, jak i turystów indywidualnych. 

Tradycyjna fota pod Pomnikiem Jana Zamoyskiego - fot. Tomasz Banach

Czekamy na Was pod nr ☎️ 693 879 958. Do zobaczenia podczas wspólnego zwiedzania‼️


wtorek, 7 maja 2024

Podsumowanie kwietnia - Zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

Pracujemy 

 

W tym roku postanowiłem policzyć oprowadzonych przeze mnie turystów. Zadanie wydawało się, proste do czasu kiedy nie zacząłem liczyć. okazało się, że z osób, które oprowadzam zarówno podczas wspólnych wycieczek po Zamościu i Roztoczu, jak i na Trasa Turystyczna Bastion VII uzbierała się całkiem niezła gromadka. Zapewne koleżanki i koledzy z branży uznają, że to nie wiele i czasami w ciągu tygodnia można oprowadzić więcej niż ja w ciągu miesiąca, ale ja podchodzę do tego całkiem inaczej. Cieszę się z każdego zadowolonego przybysza. To Wy dajecie mi siłę do dalszej pracy i rozwijania swoich pasji. A ilu Was było w Tur - Ban Agencja Turystyki

Zwiedzamy Zwierzyniec

W kwietniu oprowadziłem - 435 osób. Natomiast od początku roku liczba wyniosła 804 turystów. Jak będzie w maju? To zależy w dużej mierze od Was! Zapraszamy do skorzystania z moich usług przewodnickich zarówno turystów indywidualnych, jak i grupy zorganizowane. Rezerwacje zwiedzania pod nr tel: 693 879 958.

Więcej informacji na:


wtorek, 2 kwietnia 2024

Zamość bez nudy – odkryj Padwę Północy z TUR-BAN Agencją Turystyki

Masz dość codziennej rutyny? Szukasz pomysłu na weekend, urlop albo jednodniowy wypad pełen wrażeń? A może marzy Ci się podróż, która połączy historię, piękną architekturę i dobrą zabawę?
Rozwiązanie jest prostsze, niż myślisz – przyjedź do Zamościa!

Zabierz rodzinę, przyjaciół, grupę szkolną, seniorów, a nawet cały autokar ciekawych świata ludzi i wyrusz w drogę do jednego z najpiękniejszych miast w Polsce. Na miejscu czeka na Was TUR-BAN Agencja Turystyki oraz wesoły przewodnik, który w lekki, humorystyczny i przystępny sposób odkryje przed Wami tajemnice Hetmańskiego Grodu i jego niezwykłej historii.

Zwiedzanie dopasowane do Ciebie

Oprowadzamy turystów w każdym wieku – dzieci, młodzież i… nieco starszą młodzież.
Każdą grupę traktujemy indywidualnie, z pełnym zaangażowaniem i pasją, dostosowując program do wieku, zainteresowań oraz możliwości czasowych.

Co zobaczymy w Zamościu?

Podczas wspólnego spaceru odkryjemy najważniejsze i najpiękniejsze miejsca miasta, które na długo pozostaną w Waszej pamięci, m.in.:

  • Bramy Miejskie – Stara i Nowa Brama Lwowska, Stara i Nowa Brama Lubelska oraz Brama Szczebrzeska;

  • Pozostałości Zamojskiej Twierdzy – bastiony, kurtyny, nadszańce, raweliny, słoniczoła i inne elementy potężnej, nigdy niezdobytej fortyfikacji;

  • Zamojskie Rynki – Rynek Wielki z Ratuszem i przepięknymi Kamienicami Ormiańskimi, Rynek Solny z charakterystyczną kotwicą oraz Rynek Wodny;

  • Zabytkowe świątynie – Katedrę Zamojską, dawną Synagogę oraz misternie odrestaurowany kościół oo. Franciszkanów;

  • Rotundę Zamojską – XIX-wieczną działobitnię, która w czasie II wojny światowej stała się miejscem kaźni mieszkańców Zamościa i Zamojszczyzny;

  • Pałac Zamoyskich, Akademię Zamojską, Arsenał, Prochownię i wiele innych obiektów będących wizytówką „Padwy Północy”.

Podziemny i panoramiczny Zamość

Dla spragnionych jeszcze większych wrażeń proponujemy zwiedzanie obiektów muzealnych i tras podziemnych:

  • Trasy Turystycznej w Bastionie VII, gdzie poznamy historię oblężeń twierdzy i związane z nią legendy;

  • Podziemi w Oficynach Ratusza, krypt katedralnych oraz podziemi kościoła franciszkanów;

  • Muzeum Zamojskiego, Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał oraz wystawy „Wspomnienie PRL-u”.

A jeśli zechcecie spojrzeć na miasto z góry – zaprosimy Was na Taras Widokowy na Koronie Nadszańca lub na Wieżę Dzwonnicy przy Katedrze.

Wieczorny spacer? Czemu nie!

Istnieje również możliwość zwiedzania w godzinach wieczornych, kiedy Zamość nabiera tajemniczości, a gra świateł i iluminacji tworzy niepowtarzalny klimat.

Wszystko zorganizujemy za Ciebie

Przekonaliśmy Cię do odwiedzin Zamościa?
Nie czekaj – zadzwoń już dziś: 693 879 958 i zarezerwuj dogodny termin zwiedzania dla swojej grupy.

Nie wiesz:

  • gdzie nocować?

  • gdzie dobrze i smacznie zjeść?

  • gdzie zaparkować autokar?

Spokojnie — jesteśmy na miejscu i z przyjemnością doradzimy sprawdzone hotele, restauracje i rozwiązania logistyczne. Zrobimy wszystko, by Twój pobyt w Zamościu był niezapomnianym i w pełni udanym przeżyciem.

A może dalej?

Zapraszamy również na wycieczki po Baśniowym Roztoczu – krainie natury, legend i niezwykłych krajobrazów. Zobacz więcej o WYCIECZKI PO ROZTOCZU

Do zobaczenia w Zamościu!
TUR-BAN Agencja Turystyki – z pasją oprowadzamy po Zamościu i Roztoczu.


niedziela, 26 listopada 2023

Nowa atrakcja turystyczna na Roztoczu - Wieża Widokowa w Szczebrzeszynie oficjalnie otwarta

Na chwilę przed otwarciem - fot. Tomasz Banach

W sobotę 25 listopada na Wzgórzu Zamkowym w Szczebrzeszynie odbyło się uroczyste otwarcie Wieży Widokowej. Wieża jest pozostałością po zamku, który istniał tutaj już w XIV wieku, jednak badania wskazują na to, że mógł on powstać dużo wcześniej, gdyż pierwsi mieszkańcy tych terenów osiedlali się w tym miejscu już minimum 5 tys. lat temu. Wiele legend wiąże się z szczebrzeszyńskim zamkiem krąży wśród mieszkańców i przytaczana jest przez oprowadzających po Mieście Chrząszcza przewodników. Jedna w nich mówi o licznych, długich tunelach, które od zamku odchodziły w różnych kierunkach. Miały mieć wysokość dorosłego człowieka, a niektórymi podobno można było przejechać karetą z końmi. Tunele prowadziły głównie w kierunku miejscowych kościołów, klasztoru, czy synagogi i miały stanowić drogę ucieczki dla rycerzy broniących zlokalizowaną na wieprzańskiej skarpie warownię. Zadaniem zamku była głownie obrona dogodnej przeprawy na rzece.

Widok na Szczebrzeszyn z Tarasu Widokowego - fot. Tomasz Banach
Inna legenda mówi o tym, że przez Szczebrzeszyn przechodził orszak królewski wraz z nieznaną już dzisiaj księżniczką, która zachorowała. Gdy orszak zbliżał się do grodu, zauważono na wzgórzu zamek, w którym postanowiono szukać ratunku dla chorej księżniczki. Mieszkańcy zamku ugościli przybyszy, ale niestety księżniczki nie udało się uratować i zmarła. Według wspomnianej legendy pochowano ja w podziemiach zamku w szklanej trumnie, wraz z ogromnym skarbem. Od tamtego momentu nocami miasto przemierza postać Białej Damy wychodzącej z podziemi zamkowych i podążającej w kierunku cmentarza.

Wieża w całej swojej okazałości - fot. Tomasz Banach
Ile z tych legend okaże się prawdą… to okaże się zapewne podczas zaplanowanych na Wzgórzu Zamkowym badań archeologicznych. Wiemy jedno, że otwarta właśnie Wieża Widokowa jest kolejną bardzo ciekawą atrakcją na mapie turystycznej Roztocza. Na pewno nie raz odwiedzimy ją podczas naszych wspólnych wycieczek, na które nieustannie zapraszam, i opowiemy sobie nie tylko o legendach, ale również o jak najprawdziwszej historii związanej z najstarszym miastem na Roztoczu.


info za: „Wieża Zamkowa w Szczebrzeszynie – Historia i teraźniejszość” Szczebrzeszyn 2023

Więcej zdjęć z otwarcia na:

czwartek, 2 listopada 2023

Kwesta na Cmentarzu Parafialnym w Zamościu

 

Podczas dzisiejszej kwesty

"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci" Te słowa Wisławy Szymborskiej, chyba najtrafniej oddają sens organizacji i udziału w zbiórce takiej jak ta na rzecz odnowy zabytków 🪦Cmentarza Parafialnego🪦 w Zamościu. Już tradycyjnie i my wzięliśmy udział w tej jakże ważnej inicjatywie. Dziękujemy za możliwość wspólnego kwestowania, a naszym 🪙darczyńcom🪙 za ofiary wrzucone do puszki.

Każda darowana kwota na szczytny cel wzbudza u nas zadowolenie

Kwestowanie na zamojskiej nekropolii stało się już dla nas tradycją. Nie wyobrażam sobie dnia Wszystkich Świętych bez wzięcia udziału w kweście. który raz w tym roku kwestowałem? Szczerze mówiąc nie liczyłem. jestem jednak bardzo dumny z tego, że mogę dołożyć małą cegiełkę do tego wielkiego dzieła. W tym roku udało się zebrać rekordową kwotę 30 001,12 zł. Jest moc!

Puszki... Oby dzisiaj były pełne.

Już dzisiaj wiem, ze za rok, jeżeli tylko zdrowie pozwoli, również weźmiemy udział w zbiórce. teraz czekamy na efekty pracy konserwatorów pracujących na rzecz odnowy zabytków naszego parafialnego cmentarza.