Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka piesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turystyka piesza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2026

Skarby Podkarpacia - Iwonicz Zdrój – przedwiosenna regeneracja w sercu uzdrowiska

"Bazar" - jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Iwoniczu - Zdroju - fot. Tomasz Banach

Sezon wypadowy rozpoczęliśmy właśnie tym wyjazdem – zgodnie z naszym rytmem, bez przyspieszania na siłę. Tym razem był to zaplanowany, dwudniowy wypad na Podkarpacie. Jednym z ważnych punktów na mapie tej podróży był Iwonicz-Zdrój – miejsce, które od wieków przyciąga ludzi szukających zdrowia, spokoju i równowagi.

Uzdrowisko Excelsior w Iwoniczu Zdroju - fot. Tomasz Banach
Przedwiośnie nadało tej wizycie szczególny klimat. Drzewa jeszcze uśpione, powietrze rześkie i czyste, ścieżki spokojniejsze niż w pełni sezonu. W takiej scenerii łatwiej dostrzec to, co w Iwoniczu najcenniejsze – ciszę, wyjątkowe położenie i architekturę, która opowiada historię uzdrowiska.
Centrum Iwonicza Zdroju - fot. Tomasz Banach
Pierwsze wzmianki o leczniczych właściwościach tutejszych wód pojawiały się już w XVI wieku. Jednak prawdziwy rozkwit Iwonicza nastąpił w XIX stuleciu, kiedy miejscowość zaczęła dynamicznie rozwijać się jako kurort w ramach Galicji. Powstawały łazienki zdrojowe, domy kuracyjne i eleganckie pensjonaty, a do Iwonicza przyjeżdżali kuracjusze z całej monarchii austro-węgierskiej.
GOPR jak zwykle czuwa - fot. Anna Banach
Otoczenie z trzech stron wzgórzami Beskidu Niskiego tworzy specyficzny mikroklimat, który do dziś sprzyja leczeniu schorzeń dróg oddechowych, reumatycznych czy problemów z układem krążenia. Wody mineralne – chlorkowo-sodowe, jodkowe i bromkowe – stały się fundamentem uzdrowiskowej renomy miejscowości. I to właśnie ta konsekwentnie pielęgnowana tradycja sprawia, że Iwonicz nie zatracił swojego charakteru mimo upływu lat.
Ania i Leo - fot. Tomasz Banach
Spacerując po centrum, trudno nie zachwycić się drewnianymi willami z końca XIX wieku. Budowane w stylu nawiązującym do szwajcarskich uzdrowisk, z misternie zdobionymi balkonami, werandami i ażurowymi detalami, nadają miejscowości lekkość i elegancję. Każda z nich ma własną historię – niegdyś gościły kuracjuszy spragnionych zdrowia, spokoju i towarzyskiego życia.
Willa Ustronie - fot. Tomasz Banach
Wille te nie są tylko elementem krajobrazu – są żywym świadectwem epoki, w której uzdrowiska były nie tylko miejscem leczenia, ale też spotkań, rozmów, koncertów i spacerów przy dźwiękach orkiestry zdrojowej. Przechadzając się między nimi w przedwiosennej ciszy, można niemal usłyszeć echo dawnych rozmów.
Stare łazienki - fot. Tomasz Banach
Szczególną uwagę przyciąga historyczny Bazar w Iwoniczu-Zdroju – charakterystyczny budynek przy deptaku. W XIX wieku pełnił funkcję handlowo-usługową, stanowiąc centrum życia towarzyskiego kurortu. Można tu było kupić prasę, drobiazgi czy pamiątki, a przy okazji spotkać znajomych i wymienić najświeższe informacje z „uzdrowiskowego świata”. Do dziś Bazar pozostaje jednym z symboli dawnego Iwonicza.
"Bazar" - fot. Tomasz Banach
Ten wyjazd był nam bardzo potrzebny. Ostatnie miesiące wymagały sporo energii, dlatego potraktowaliśmy te dwa dni jako świadome „ładowanie baterii”. Trochę ruchu, dużo świeżego powietrza i przestrzeń na spokojne rozmowy. W pewnym sensie była to także nasza prywatna rehabilitacja – bez zabiegów i harmonogramów, ale z uważnością na potrzeby ciała. Oczywiście towarzyszył nam Leo – jak zawsze gotowy na każdy kilometr i każdą nową ścieżkę.
Pijalnia wód mineralnych - fot. Tomasz Banach
Zatrzymaliśmy się w Pijalnia Wód Mineralnych w Iwoniczu-Zdroju, sercu uzdrowiska. Skosztowaliśmy wód mineralnych o charakterystycznym smaku, który przypomina, że w tym miejscu najważniejsze jest zdrowie.
Wnętrze Pijalni Wód - fot. Tomasz Banach
Leśną aleją dotarliśmy do Źródło Bełkotka, wsłuchując się w charakterystyczne bulgotanie źródła. Przeszliśmy także pod historyczne Sanatorium Excelsior w Iwoniczu-Zdroju, które do dziś przypomina o czasach największej świetności kurortu.
Źródełko "Bełkotka" - fot. Tomasz Banach
Dwudniowy pobyt na Podkarpaciu okazał się idealnym rozpoczęciem sezonu wyjazdowego. Bez fajerwerków, bez nadmiaru atrakcji – za to z historią w tle, piękną architekturą i realnym poczuciem regeneracji.
Iwonicz Zdrój wieczorem - fot. Anna Banach
Wróciliśmy z poczuciem, że zrobiliśmy coś dobrego dla siebie. Baterie naładowane, głowa lżejsza, ciało wdzięczne za ruch i świeże powietrze. A to dopiero część naszej podkarpackiej trasy – już niebawem pojawi się relacja z innych miejsc, które odwiedziliśmy podczas tej dwudniowej wycieczki.

czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy Rok zapisany śniegiem – zimowy spacer nad zalewem w Jacni

Z kopyta kulig rwie.. - fot. Tomasz Banach

 Nowy Rok przywitał mnie ciszą, jakiej próżno szukać w mieście. Roztocze o tej porze roku ma w sobie coś z zaczarowanej krainy – jakby czas zwolnił, a świat na chwilę wstrzymał oddech. Wyjazd w okolice zalewu w Jacni był spontaniczny, ale właśnie takie wyprawy smakują najlepiej.
Leśne ostępy - fot. Tomasz Banach
Śnieg przykrył wszystko grubą, skrzącą się pierzyną. Drzewa pochylone pod jego ciężarem wyglądały niczym strażnicy pilnujący zimowej tajemnicy. Każdy krok skrzypiał pod butami, a powietrze było tak rześkie, że aż szczypało w nos i uszy – ten charakterystyczny, zdrowy mróz, który momentalnie przywraca energię i rumieniec na twarzy.
Jeszcze na kołach, ale już po śniegu - fot. Tomasz Banach
Najbardziej urzekł mnie jednak widok koni ciągnących wozy. Spokojne, dostojne, jakby zupełnie nieświadome tego, że są częścią niemal baśniowego obrazu. Dzwonki przy uprzężach pobrzękiwały cicho, niosąc się po zaśnieżonych polach i leśnych ścieżkach. Ten dźwięk – prosty, rytmiczny – idealnie współgrał z ciszą zimowego krajobrazu, tworząc melodię, której nie da się zapomnieć.
Plaża w Jacni - jaki tu spokój - fot. Tomasz Banach
Spacer wzdłuż zalewu w Jacni był prawdziwą przyjemnością. Tafla wody była w całości skuta lodem i przykryta miękką, śnieżną pierzynką, która nadawała temu miejscu jeszcze więcej spokoju i surowego uroku. Wokół panowała cisza kojąca myśli – taka, która pozwala zwolnić krok, zatrzymać się na moment i po prostu być. Tu nie trzeba było się spieszyć ani niczego planować. Wystarczyło iść przed siebie, oddychać pełną piersią i chłonąć chwilę.
Krzyż w Jacni - fot. Tomasz Banach
Takie noworoczne spacery mają w sobie coś symbolicznego. Są jak obietnica – że nowy rok nie musi zaczynać się głośno i w biegu. Może zacząć się cicho, wśród śniegu, dźwięku dzwonków i skrzypienia mrozu pod stopami. Roztocze zimą po raz kolejny pokazało mi, że najpiękniejsze momenty rodzą się z prostoty i bliskości natury. I chyba właśnie tego życzę sobie – i innym – na ten nowy rok.

wtorek, 7 maja 2024

Podsumowanie kwietnia - Zapraszamy do skorzystania z naszych usług przewodnickich!

Pracujemy 

 

W tym roku postanowiłem policzyć oprowadzonych przeze mnie turystów. Zadanie wydawało się, proste do czasu kiedy nie zacząłem liczyć. okazało się, że z osób, które oprowadzam zarówno podczas wspólnych wycieczek po Zamościu i Roztoczu, jak i na Trasa Turystyczna Bastion VII uzbierała się całkiem niezła gromadka. Zapewne koleżanki i koledzy z branży uznają, że to nie wiele i czasami w ciągu tygodnia można oprowadzić więcej niż ja w ciągu miesiąca, ale ja podchodzę do tego całkiem inaczej. Cieszę się z każdego zadowolonego przybysza. To Wy dajecie mi siłę do dalszej pracy i rozwijania swoich pasji. A ilu Was było w Tur - Ban Agencja Turystyki

Zwiedzamy Zwierzyniec

W kwietniu oprowadziłem - 435 osób. Natomiast od początku roku liczba wyniosła 804 turystów. Jak będzie w maju? To zależy w dużej mierze od Was! Zapraszamy do skorzystania z moich usług przewodnickich zarówno turystów indywidualnych, jak i grupy zorganizowane. Rezerwacje zwiedzania pod nr tel: 693 879 958.

Więcej informacji na:


wtorek, 9 kwietnia 2024

Baśniowe Roztocze – odkryj krainę natury, historii i spokoju z TUR-BAN Agencją Turystyki

Lubisz spacery po porośniętych lasami wzgórzach? Uspokaja Cię szum wody w leśnych strumieniach?

Fascynuje Cię odkrywanie historii miejsc, w których natura splata się z dziejami człowieka?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś „tak”, Roztocze jest miejscem stworzonym właśnie dla Ciebie.

Zabierz rodzinę, przyjaciół, grupę szkolną, seniorów, a nawet cały autokar ciekawych świata ludzi i wyrusz w podróż do jednej z najpiękniejszych krain w Polsce. Na miejscu czeka TUR-BAN Agencja Turystyki oraz doświadczony, licencjonowany przewodnik, który w lekki, humorystyczny i przystępny sposób opowie o przyrodniczych skarbach Roztocza i jego niezwykłej historii.

Zwiedzanie dla każdego

Oprowadzamy turystów w każdym wieku – dzieci, młodzież i… nieco starszą młodzież.
Każdą wycieczkę przygotowujemy indywidualnie, z pełnym zaangażowaniem i pasją, dopasowując program do wieku, kondycji i zainteresowań uczestników.

W sercu dzikiej przyrody

Podczas roztoczańskich wojaży odkryjemy historie ukryte wśród lasów, wąwozów i rzek. Z ogromną przyjemnością zabierzemy Was na piesze wędrówki po Roztoczańskim Parku Narodowym, gdzie spróbujemy wypatrzeć jego symbol – konika polskiego, żyjącego na leśnych łąkach i w naturalnych ostępach.

Wspólnie odwiedzimy najcenniejsze rezerwaty przyrody Roztocza, m.in.:

  • Bukową Górę – najstarszy roztoczański rezerwat;

  • Rezerwat „Nad Tanwią” – z charakterystycznymi wodospadami, zwanymi „szumami”;

  • Rezerwat „Czartowe Pole” – spacer nad rzeką Sopot wśród ruin dawnej papierni ordynackiej;

  • Rezerwat Szum z przejściem na zaporę i Aleją Pomnikowych Dębów w Górecku Kościelnym;

  • Rezerwat św. Rocha z malowniczo położoną kapliczką.

A to tylko część ścieżek i miejsc, których na Roztoczu nie brakuje.

Miejsca, które mają duszę

Roztocze to nie tylko przyroda, ale również wyjątkowe miejscowości i atrakcje turystyczne. Podczas wycieczek odwiedzimy m.in.:

  • Krasnobród – z sanktuarium Matki Bożej Krasnobrodzkiej, Kapliczką na Wodzie, ptaszarnią, Muzeum Wsi Krasnobrodzkiej oraz Wystawą Wieńców Dożynkowych;

  • Zagrodę Guciów – klimatyczny skansen z Wystawą Meteorytów, regionalną kuchnią i słynną „Wilgocią Wąwozu”;

  • Park Żywiołów i Park Miniatur Kresowych – podróż w czasie i przestrzeni po dawnych ziemiach Rzeczypospolitej;

  • Zwierzyniec – z Kościółkiem na Wodzie oraz dawnymi zabudowaniami Ordynacji Zamojskiej;

  • Szczebrzeszyn – z Pomnikiem Chrząszcza, synagogą, cerkwią i kościołami renesansu lubelskiego, Muzeum Skarbów Ziemi i Morza w Klemensowie.

  • Tomaszów Lubelski – z sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej, cerkwią, dawną remizą i historyczną Czajnią.

Aktywnie i z przygodą

Na Wasze życzenie pomożemy w organizacji dodatkowych atrakcji:

  • spływów kajakowych rzekami Wieprz i Tanew,

  • ognisk z pieczonymi kiełbaskami,

  • rajdów pieszych i rowerowych,

  • kuligów i „zielonych kuligów”,

  • paintballa i wyjazdów integracyjnych.

Zorganizujemy wszystko za Ciebie

Przekonaliśmy Cię do wizyty na Roztoczu?
Nie zwlekaj — zadzwoń: 693 879 958 i zarezerwuj termin zwiedzania dla swojej grupy.

Nie wiesz, gdzie nocować, gdzie smacznie zjeść lub gdzie zaparkować autokar?
Spokojnie — jesteśmy na miejscu i z przyjemnością doradzimy sprawdzone noclegi, restauracje i rozwiązania logistyczne. Wszystko po to, aby Twój pobyt na Roztoczu był niezapomnianym i w pełni udanym przeżyciem.

Do zobaczenia na Roztoczu!
Zapraszamy również na wycieczki po Zamościu.
Więcej informacji znajdziesz w zakładce: WYCIECZKI PO ZAMOŚCIU



wtorek, 14 marca 2023

Dlaczego wciąż wyruszam w drogę? Historia pewnej wędrówki, która trwa do dziś!

Wiele godzin spędzonych z mapą... Dawno temu, kiedy GPS był drogim gadżetem
Czasem ktoś pyta mnie, kiedy właściwie zaczęła się moja przygoda z turystyką. Odpowiedź jest prosta: wszystko zaczęło się od chodzenia. Zwyczajnego, niespiesznego włóczęgostwa po świecie. Na początku były krótkie wypady w najbliższą okolicę. Ot, kilka godzin marszu, odkrywanie dróg, których wcześniej się nie znało, zaglądanie tam, gdzie prowadziła ciekawość. Później trasy zaczęły się wydłużać, a horyzonty poszerzać. Najpierw samotnie, z własnymi myślami i plecakiem na ramionach, a z czasem także w towarzystwie ludzi, którzy – podobnie jak ja – czuli, że najlepszym sposobem poznawania świata jest po prostu wyruszyć przed siebie. Najbardziej ukochałem wędrówki po terenach nizinnych. Jest w nich coś szczególnego – przestrzeń, spokój i rytm marszu, który pozwala naprawdę zobaczyć krajobraz. Jednak z biegiem czasu coraz częściej zaczęły mnie kusić także góry. W końcu przyszedł moment, kiedy odkryłem Bieszczady. A kto raz przepadnie na bieszczadzkich szlakach, ten wie, że wraca się tam już zawsze – choćby myślami.

Z czasem los zaprowadził mnie do ludzi z Klubu Turystyki Pieszej „Niezależni”. To była jedna z tych przygód, które zostają w człowieku na długo. Dzięki wspaniałym osobom, które tam spotkałem, zacząłem jeszcze szerzej poznawać piesze szlaki i niezwykłe zakątki naszej pięknej Ziemi Lubelskiej. Szczególnie zapadły mi w pamięć klubowe „Rajdy w nieznane”. Sama nazwa mówiła wszystko. Wyruszaliśmy bez względu na pogodę czy porę roku. Czasem w słońcu, czasem w deszczu, bywało że w śniegu po kolana. Drogi, leśne ścieżki, polne trakty, a czasem po prostu bezdroża – wszystko to było częścią przygody. Właśnie wtedy człowiek odkrywa, że najciekawsze miejsca często znajdują się tam, gdzie nie prowadzą żadne tablice. Z biegiem lat pojawiła się kolejna inicjatywa – Miłośnicy Turystyki Pieszej. Najpierw była to tylko grupa na Facebooku, miejsce spotkań ludzi, którzy lubili chodzić. Z czasem jednak wirtualna przestrzeń przeniosła się do prawdziwego świata. Podczas jednego ze wspólnych ognisk i leśnych wędrówek grupa po prostu… stała się rzeczywistością. Do dziś działa zarówno strona, jak i społeczność, do której serdecznie zapraszam wszystkich miłośników pieszych wędrówek. Nie zawsze był na dalsze wyjazdy w Bieszczady. Wtedy plecak lądował na ramionach, a ja ruszałem w teren, który mam niemal pod domem – na Roztocze. I muszę przyznać, że ta kraina potrafi zaskoczyć nawet po wielu latach wędrówek. Mniej znane ścieżki, zapomniane wzgórza, leśne dukty i ciche doliny… Ile takich wypraw było w moim życiu? Tego naprawdę nie sposób już zliczyć. Jedno jest pewne – pasja pozostała i trwa do dziś.

Na Wzgórzu Kamień - fot. Anna Siedlikiewicz
Dlatego zapraszam Was do wspólnego łazikowania po szlakach. Z przyjemnością pomogę w organizacji rajdów pieszych, wypadów z plecakiem czy spokojnych spacerów po malowniczym Roztoczu i innych ciekawych miejscach Lubelszczyzny. Jako przewodnik turystyczny chętnie dorzucę do tego także gawędę o miejscach, które będziemy odwiedzać – o ich historii, legendach i ludziach, którzy kiedyś tu żyli. Pakujcie więc plecaki i ruszajcie w drogę.

Można wyruszyć o świcie, przywitać się z nowym dniem i iść w stronę słońca… albo w przeciwną stronę – jeśli ktoś woli opalać inne części ciała. Zapraszam zarówno grupy zorganizowane, jak i turystów indywidualnych. Wystarczy zadzwonić: 693 879 958 i umówić się na dogodny termin. Bo czasem wystarczy jeden krok, żeby rozpocząć swoją własną przygodę.

A może właśnie dziś jest dobry dzień, żeby ją zacząć? 

niedziela, 16 października 2022

Jesienny spacer po Rezerwacie Przyrody Św. Roch w Krasnobrodzie

Kaplica św. Rocha - fot. Tomasz Banach
Na Roztocze zawitało "Babie Lato". Po deszczowym i wyjątkowo zimnym wrześniu, nadszedł ciepły i słoneczny październik. Wszyscy, którzy mnie trochę znają to wiedzą doskonale, że w taką pogodę trudno zatrzymać mnie w domu. Tym razem również nie było inaczej. Zapakowaliśmy się do autka i wyruszyliśmy do oddalonego od Zamościa o ok. 30 km Krasnobrodu.

Zwalony pień - fot. Tomasz Banach
Jesienią zawsze ciągnie mnie właśnie tam... na Rezerwat Przyrody Święty Roch. Byliśmy tam z Anią ostatnio również jesienią dwa lata temu. W sporządzonej z tego wyjazdu relacji, która przeczytacie TUTAJ . W linku znajdziecie również więcej informacji na temat samego rezerwatu. Ruszamy więc na wspólną wędrówkę... 

Leśna Kapliczka - fot. Tomasz Banach
Auto zostawiliśmy na parkingu i pieszo wyruszyliśmy na szlak. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy skąpanej w jesiennym słońcu kaplicy św. Rocha, by następnie stromymi schodami wejść na szczyt stromego zbocza wąwozu. Tutaj wybraliśmy, oznakowaną czerwonymi znakami ścieżkę, prowadzącą w kierunku "Krasnobrodzkich Wąwozów Lessowych". Szliśmy cały czas lasem. Po lewej stronie minęliśmy leśną kapliczkę. 

Krasnobrodzkie Wąwozy - fot. Tomasz Banach
Niedaleko kapliczki ścieżka zaczyna schodzić w dół... a my razem z nią. Zagłębiamy się coraz bardziej w lessowy wąwóz, którego strome krawędzie porastają dorodne drzewa. Ich korzenie, wręcz oplatają zbocza tworząc niesamowitą krętaninę kształtów. Schodziliśmy wąwozem co raz niżej...

Lessowe ściany wąwozu - fot. Tomasz Banach
Głębokim wąwozem zeszliśmy w szeroką dolinę rzeki Wieprz. Bardzo nie lubię wracać tą samą drogą, przez co postanowiliśmy, korzystając z okazji i tego, że do zmierzchu mieliśmy jeszcze sporo czasu, pospacerować jeszcze nad miejscowym zalewem. Jedno z częściej odwiedzanych przez turystów i okolicznych mieszkańców, dzisiaj w popołudnie dnia powszedniego wydawało się wręcz wymarłe. 
 
Pomost na zalewie - fot. Tomasz Banach
Spotkaliśmy tylko pojedynczych spacerowiczów, którzy przybyli na plażę delektować się ciszą, spokojem i bajecznymi widokami roztoczańskiej jesieni. To właśnie po ścisłym sezonie turystycznym można tutaj prawdziwie odpocząć, wyciszyć się, zebrać myśli. Z dala od trosk codziennych, zanurzyć się w bezkres przyrody. Po spacerze brzegiem krasnobrodzkiego zalewu postanowiliśmy wrócić na szlak, i nim zataczając pętlę dotrzeć do Kaplicy św. Rocha.

Roztoczański las - fot. Tomasz Banach
W okolicach parkingu nad zalewem odnaleźliśmy ponownie czerwone oznakowania i trzymając się szlaku wyruszyliśmy leśną ścieżką. Tym razem szliśmy lekko pod górkę opuszczając dolinę Wieprza. jak wskazywały nasze urządzenia pomiarowe mieliśmy w nogach niewiele ponad 6 km, więc trasa dzisiejszego spaceru nie była zbyt wymagająca, a cel wędrówki przybliżał się z każdym krokiem.

Kaplica św. Rocha - fot. Tomasz Banach
Schodami zeszliśmy do wąwozu, w którym malowniczo położona jest Kaplica św. Rocha. Miejsce, które bardzo często odwiedzam zarówno podczas prywatnych, jak i przewodnickich wypadów na Roztocze. W tym miejscu kończyła się nasza dzisiejsza wędrówka. Czas było wracać do auta, a nim do domu. Jak ja się cieszę, że Roztocze jest tak blisko. Nie wiem jak wytrzymałbym bez tych naszych spacerów w pięknych okolicznościach przyrody. Z naładowanymi bateriami wracamy do miasta. 

Ps. Zapraszam na wspólne zwiedzanie Zamościa i Roztocza o każdej porze roku, bo jest tu po prostu... bajecznie.  

poniedziałek, 1 lutego 2021

Zimowe Roztocze - coś dla koneserów zwiedzania tej magicznej krainy.

Zimowy Rezerwat nad Tanwią - fot. Tomasz Banach

Nareszcie na Roztocze przyszła prawdziwa zima. Po obfitych opadach śniegu nadeszła fala dwucyfrowych mrozów.  Te ostanie zmroziły biały puch okrywający ziemię i całkowicie skutecznie szczypał w uszy i zabarwiał na czerwono zmarznięte nosy. Większość mieszkańców tej cudownej krainy jaką jest niewątpliwie Roztocze, chowało się przed żywiołem w ciepłych domach, grzejąc się przy kominkach i jak najrzadziej wypełzało po za swoje przytulne domostwa... Nie wszyscy jednak. Na roztoczańskie szlaki wyruszyli prawdziwi turyści - miłośnicy pieszych wędrówek, wędrujących w różnych, często wydawałoby się ekstremalnych warunkach.  
Trójka niezłomnych piechurów - fot. napotkany turysta
Tym razem we trójkę, czyli ja, Ania i Rafał postanowiliśmy wykorzystać piękną zimową aurę i wyruszyć na roztocze, które to przyciąga mnie (i nie tylko mnie jak widać) jak magnes o każdej porze roku. Za cel naszej podróży obraliśmy Rezerwat Przyrody "Nad Tanwią". Byliśmy tam z Anią jesienią, ale wstyd się przyznać, bardzo rzadko do tej pory odwiedzałem to miejsce zimą. Jedynie zawodowo byłem na nocnym spacerze podczas jednego z współorganizowanych przez nas kuligów. Teraz nadarzyła się świetna okazja by nacieszyć się pięknem rezerwatu zimą.
Roztoczańskie lasy - fot. Tomasz Banach
Kiedy dojechaliśmy na leśny parking, nie było na nim zbyt wiele aut. czyżby zima wystraszyła turystów? Skądże, to tylko wczesna pora sprawiła, że na szlaku było dosyć luźno. Z godziny na godzinę ilość wędrowców rosła i szlak zapełniał się piechurami. My przed wędrówką uraczyliśmy się zabranymi ze sobą gorącymi napojami by rozgrzani niezwłocznie wyruszyć ścieżką przyrodniczą prowadzącą przez rezerwat. Widoki były wprost bajkowe. Poczuliśmy się, jak to trafnie porównał Rafał jak w magicznej krainie Narni. Czapy śniegu ciężko wisiały na gałęziach świerków, w cudowny sposób kontrastując z zielenią igliwia. Oj dawno nie było takiej zimy jak tej mroźnej styczniowej niedzieli, którą to wybraliśmy sobie na wycieczkę. 
Z Anią (a w tle napotkany na szlaku kulig) - fot. Rafał Maśny
Zboczyliśmy na chwilę z trasy, by przejść kawałek w kierunku najwyższego wodospadu na potoku Jeleń. Pamiętaliśmy z Ania z naszego jesiennego spaceru, że nieopodal rosną dorodne świerki, które pragnęliśmy wykorzystać jako plener do zimowych zdjęć. Kiedy tylko wspięliśmy się na szczyt zbocza doliny usłyszeliśmy wesołe pokrzykiwania i rżenie koni. Jak się niebawem okazało, dźwięki te dochodziły od rozpalonego na polanie ogniska, urządzonego przez uczestników najprawdziwszego kuligu. Przywitaliśmy się z jego uczestnikami i wykorzystaliśmy moment na zrobienie sobie pamiątkowych zdjęć przy zaprzężonych do sani koniach. Oj dawno nie widziałem takiego widoku. Może jeszcze tej zimy uda nam się wziąć udział w kuligu po roztoczańskich lasach, organizowanym przez okolicznych mieszkańców. Ja z Rafałem postanowiliśmy wykorzystać opuszczone przez najmłodszych uczestników kuligu, worki wypchane sianem i spróbować się jako siła pociągowa.
Przełom Tanwi na terenie rezerwatu - fot. Tomasz Banach
Wróciliśmy nad Tanew. Przeszliśmy wraz z nurtem rzeki do drewnianego mostku prowadzącego na drugi brzeg. Skręciliśmy w prawo i przeszliśmy na miejsce gdzie przed II wojną światową była tama piętrząca wodę na potrzeby kąpieliska usytułowanego przy zniszczonej przez Niemców stanicy harcerskiej. Tutaj zrobiliśmy sobie krótki postój na odpoczynek przed dalszą wędrówką. Co raz więcej spotykaliśmy na szlaku podobnych do nas zapaleńców z plecakami, którzy mimo mrozu wybrali aktywny sposób spędzania czasu. 
Ania i ja - fot. Rafał Maśny
Po odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem wędrowaliśmy w górę rzeki. Mróz dawał się we znaki, ale my dzielnie posuwaliśmy się na przód zatrzymując się jedynie co chwilę na robienie zdjęć, by uwiecznić piękno otaczającej nas przyrody. Przyrody, która skryta pod poduchami śniegu była wyjątkowa i oszałamiająco piękna. Znana z licznych wędrówek turystycznych okolica jawiła nam się w całkiem nowej - zimowej odsłonie. Było po prostu bajecznie.
Progi wodne na Tanwi - fot. Tomasz Banach
Już nie mogę doczekać się kiedy wrócę tutaj z moimi turystami. Jak widać po Roztoczu można wędrować o każdej porze roku, do czego Was wszystkich zachęcam. Szkoda tylko, że kultowy bar "u Gargamela" z powodu pandemii pozostaje zamknięty i nie można pokrzepić się w przerwie w wędrówce regionalnym piwem, czy jeszcze bardziej regionalnym hamburgerem czy hot - dogiem. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej wszystko wróci do normy i znowu będzie można na szlakach cieszyć się wszystkimi dostępnymi atrakcjami turystycznymi.
Magia Tanwi - fot. Tomasz Banach
Ścieżką dydaktyczną przeszliśmy w kierunku parkingu, z którego wyruszyliśmy i na którym zaparkowana była moja "Hrabina". Parking był już zapełniony po brzegi. Co raz więcej turystów przybywało nad Tanew by wsłuchując się w jej szumiący nurt zażyć spaceru i poobcować z roztoczańską przyrodą. My łyknęliśmy ciepłej kawki czy też herbatki (w zależności od preferencji) i zapakowaliśmy się do auta by wyruszyć... No nie do domu, jak można by się było spodziewać, a na kolejny, tym razem nieco krótszy spacer po Rezerwacie Czartowe Pole.
Wodospady w Rezerwacie Czartowe Pole
Podjechaliśmy na parking w okolicach rezerwatu, gdzie zaparkowanych było tylko niewiele mniej aut jak przy rezerwacie "Nad Tanwią". Część szlaku nadal pozostaje zamknięta. Minęliśmy pomnik upamiętniający manewry wojsk polskich z 1931 roku oraz symboliczne mogiły partyzantów poległych w 1943 roku i przez drewniany mostek przeszliśmy na drugi brzeg rzeki Sopot . Zrobiliśmy krótki spacerek do ruin ordynackiej papierni i z powrotem. Uznaliśmy, że na dzisiaj wystarczy. obcowania z mroźną aurą i wróciliśmy do auta, by udać się w podróż powrotną do Zamościa.
Moi "chińscy" turyści - fot. Tomasz Banach
Wszystkich prawdziwych turystów, którzy lubią nowe wyzwania zachęcam do odwiedzenia Roztocza o każdej porze roku. To naprawdę Magiczna Kraina, gościnna i otwarta dla wszystkich miłośników turystyki pieszej, rowerowej, konnej czy kajakowej. A jak już zdecydujecie się na przyjazd w te strony, to skromnie polecam się z moimi usługami przewodnickimi. Pomogę znaleźć nocleg, zapewnić wyżywienie, zorganizować kulig czy ognisko... No dobra koniec reklamy... 
Zapraszam Serdecznie na Roztocze!!

Więcej o odwiedzonych rezerwatach przeczytasz tutaj: Rezerwat "Nad Tanwią", Rezerwat Czartowe Pole Zapraszam do lektury!!!
 
  
  
 

  

piątek, 1 stycznia 2021

Szczęśliwego Nowego Roku 2021!!!

 Moi Kochani!!! 

Życzę Wam, by rozpoczynający się 2021 rok był rokiem zrealizowanych marzeń zarówno tych osobistych jak i turystycznych, wielu spotkań podczas wspólnych wędrówek. 

Szczęśliwego Nowego Roku!

poniedziałek, 16 listopada 2020

Tam gdzie "jeno Czarci hasają" - czyli wędrówka po Rezerwacie "Czartowe Pole"

 

Rezerwat Czartowe Pole (października 2018) - fot. Tomasz Banach

Dzisiaj wyruszamy na wędrówkę po kolejnym rezerwacie przyrody, jaki odwiedziliśmy podczas naszych październikowych eskapad po Roztoczu. Tym razem, wraz z Anią zabierzemy Was na "Czartowe Pole". Miejsce magiczne, owiane licznymi legendami i zasnute tajemniczością zawsze mnie fascynowało i pobudzało moją wyobraźnię. Miejsce, w którym za każdym razem, kiedy je odwiedzam po moim ciele przebiega dziwny dreszczyk emocji. Dla czego tak właśnie jest nie mam pojęcia. Może to za sprawą legendy, która krąży wśród okolicznych mieszkańców, a którą spisał znawca roztoczańskich opowieści Pan Edward Słoniewski z Zamojskmiego Oddziału PTTK. Pozwolę sobie więc zacząć od zacytowania owej legendy autorstwa Pana Edwarda;

Rzeka Sopot w Rezerwacie Czartowe Pole - fot. Tomasz Banach

"W głębokiej puszczy przy brodzie na Sopocie stała karczma, którą arendował stary Icek. Prowadziła tędy dogodna droga z Zamchu do miasteczka Józefów. Karczma tętniła życiem w każdą niedzielę wieczorem. To okoliczni włościanie jadąc na poniedziałkowy targ do Józefowa od popołudnia w niedzielę gościli się, obiecując zapłatę Żydowi w poniedziałek po udanym handlu. Wracając do domu oddawali dług i do żon wracali z pustą kiesą. Niebiosa wysłuchały próśb stroskanych żon. Pewnego razu w czasie hucznej zabawy w karczmę wypełnioną biesiadnikami strzelił piorun, ziemia zatrząsła się i karczma wraz wieśniakami zapadła się. Od tego czasu okoliczni mieszkańcy z daleka omijali to przeklęte miejsce. Ciemną nocą wracał z wesela skrzypek. Kiedy dotarł w okolicę karczmiska ujrzał palące się ognisko i mnóstwo tajemniczych postaci. Myślał, że bawią się zbóje, bo któż na tym odludziu, w puszczy mógł przebywać. Chciał niepostrzeżenie przejść obok, ale został zauważony i zaproszony do ogniska. W świetle ogniska widać było ogony, kopyta i rogi - na pewno były to diabły, a właściwie czarty. Zjawy kazały grać do tańca skrzypkowi. Ten przestraszony początkowo wzbraniał się, wymawiając się zmęczeniem i jeszcze daleką wędrówką. Jeden z czartów obiecał skrzypkowi zapłatę. Nie było innej już możliwości więc zaczął grać i zabawa taka trwała do świtu. Kiedy zapiał kur, czarty zaczęły rozpływać się w porannej mgle, tylko ostatni czart wziął z ogniska garść żarzących się węgli i wrzucił do skrzypiec, mówiąc - masz zapłatę i znikł. Przestraszony skrzypek myślał, że spalą się skrzypce - ale coś zabrzęczało - w skrzypcach zamiast węgli były dukaty. Tak czarty zapłaciły skrzypkowi za wspaniałą zabawę. Dlatego dolinę Sopotu od Karczmiska do Hamerni nazwano Czartowym Polem. Biada śmiałkowi, który o północy znajdzie się w tym miejscu, gdyż na pewno czeka go spotkanie z puszczańskimi czartami, a może nawet wędrówka do piekła."

Jeden z "Roztoczańskich Czartów" - fot. Anna Siedlikiewicz

Tyle jeżeli chodzi o legendę, która do dzisiaj przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, zarówno wśród "tubylców" jak i odwiedzających to miejsce turystów. Ścieżka dydaktyczna, którą postanowiliśmy wędrować, to bardzo często odwiedzany szlak, po którym wędrowałem już nie raz z moimi turystami. Tym razem wyruszymy tam razem. Penetrację rezerwatu rozpoczęliśmy od leśnego parkingu w okolicach wsi Hamernia w gminie Józefów. Pogoda była średnia, zachmurzenie pełne, a z nisko zawieszonych chmur od czasu do czasu popadywała drażniąca mżawka. Nas to jednak nie było w stanie zniechęcić do spaceru. Turystów na szlaku też było niewielu. Widać już bardzo wyraźnie koniec sezonu turystycznego na Roztoczu. A szkoda, bo warto ten region odwiedzić o każdej porze roku.

Pomnik na rezerwacie - fot. Tomasz Banach

Rezerwat "Czartowe Pole"  utworzony został  w 1958 roku. Celem jego powstania była ochrona malowniczego przełomu i doliny rzeki Sopot. Na samym początku ścieżki, oznaczonej kolorem niebieskim, dochodzimy do obelisku wzniesionego w 1931 roku przez żołnierzy Szkoły Podchorążych Sanitarnych, którzy przebywali tutaj na letnich manewrach. Jest to również miejsce pamięci narodowej poświęcone partyzantom walczącym podczas Powstania Zamojskiego z hitlerowcami. W tym właśnie miejscu pierwotnie pochowano legendarnego dowódcę oddziału Gwardii Ludowej Umera Achmołła Atamanowa ps. Miszkę Tatara, który zginął 1 czerwca 1943 roku podczas akcji na niemiecką ekspedycję karną w Józefowie, czy też Hieronima Miąca ps. „Korsarz” – dowódca józefowskiego oddziału ZWZ-AK, który zmarł 5 sierpnia 1943 roku w czasie operacji amputacji ręki. Ranny został w czasie walk w lesie Dębowce. Po łożeniu hołdu w tym historycznym miejscu wyruszyliśmy dalej schodząc w dół do drewnianego mostku na Sopocie.

Wodospady na rzece Sopot - fot. Tomasz Banach

Po przejściu na druga stronę rzeki, po stromych schodach wspięliśmy się zboczem doliny, by dalej kontynuować naszą wędrówkę ścieżką dydaktyczną. Szliśmy teraz wraz z nurtem szumiącego w dole potoku. Tu można się poczuć jak podczas górskich wędrówek. W ten sposób doszliśmy (robiąc krótkie przerwy na foteczki oczywiście) do ruin dawnej papierni ordynackiej znajdującej się dzisiaj na terenie rezerwatu ścisłego. Kamienna budowla, a raczej to co z niej obecnie pozostało, zostało wchłonięte przez otaczającą przyrodę. Jakże musiało wyglądać to miejsce w czasie kiedy papiernia pracowała pełną parą, kiedy panował tutaj gwar pracowników, krzyki poleceń wydawanych przez zarządców. Dzisiaj nawet trudno nam sobie to wszystko wyobrazić. Dzisiaj pozostała zaklęta w przyrodę cisza, mącona jedynie szumem Sopotu, który tak jak przed wiekami, tak i teraz, toczy swe wody pradawną doliną. Jedyne ruiny są świadectwem historii tego miejsca.

Ruiny Ordynackiej Papierni - fot. Tomasz Banach

A już jak przy historii jesteśmy, to warto zatrzymać się na tym temacie przez chwilę. Dawna papiernia należąca do Ordynacji Zamojskiej powstała w XVIII wieku. Był to duży zakład przemysłowy, który w czasach Księstwa Warszawskiego i powstałego w 1815 roku Królestwa Polskiego, Zamoyscy oddali papiernię w dzierżawę przedsiębiorczym Żydom. Papiernia produkowała papier głównie ze szmat, co powodowało to, że miejscowe lasy nie ucierpiały i nie wycięto ich na surowiec do produkcji papieru. Początkowo papier wytwarzany był tutaj ręcznie. na każdym arkuszu znajdował się znak wodny z herbami ordynackimi. Po modernizacji zakładu do napędzania maszyn do produkcji papieru wykorzystywano siłę prądu rzecznego. W okresie świetności produkowano tutaj 80 % całej produkcji papieru wykorzystywanego na potrzeby guberni lubelskiej.

W ruinach papierni - fot. Anna Siedlikiewicz

Bliskość rzeki sprawiała, że papiernia była kilkakrotnie zalewana i podtapiana przez wody Sopotu. Każdorazowo jednak zakład odbudowywano dokonując kolejnych modernizacji.  Ostatecznie zakład zamknięto w roku 1883 kiedy to papiernię strawił pożar. Dodatkowo w tym czasie zaczynała załamywać się koniunktura na produkowany tutaj papier czerpany, wypierany systematycznie przez współcześnie nam znany papier wytwarzany z celulozy. Ruiny papierni są wspaniałym przykładem industrializacji jaka miała miejsce na tym terenie głównie za sprawą sprawnego funkcjonowania jak i mądrego zarządzania Ordynacją Zamojską. To co zostało po prężnej manufakturze sprawnie odbiera człowiekowi na nowo natura, porastając stare kamienne mury.

Leśny trakt na terenie rezerwatu - fot. Tomasz Banach

Nieopodal ruin papierni znajduje się drewniany mostek, którym przeszliśmy na drugą stronę Sopotu. Tuż za przeprawą, skręcając w lewo można zazwyczaj powędrować szlakiem prowadzącym tuż nad wodą w górę rzeki. Kiedy my odwiedzaliśmy to miejsce był jednak nieczynny z przyczyn technicznych. By nie wracać tą samą drogą (czego szczerze bardzo nie lubię) wspięliśmy się stromymi drewnianymi schodami na szczyt doliny potoku, by ze znajdującej się tam polany wyruszyć leśnym duktem w kierunku parkingu od którego rozpoczęliśmy nasze zwiedzanie. Czas wyruszać dalej i pozostawić Czarty w spokoju, by już niczym nie niepokojone mogły swobodnie hasać po Czartowym Polu. 

piątek, 13 listopada 2020

W odwiedzinach u św. Rocha - czyli krótki spacer po krasnobrodzkim rezerwacie.

Kaplica św. Rocha w Krasnobrodzie - fot. Tomasz Banach

Niedzielny, październikowy poranek wstał deszczowy i dżdżysty. Już wcześniej na ten dzień zaplanowaliśmy z Anią wyjazd na Roztocze, a teraz stanął on pod znakiem zapytania. Po chwili wahania postanowiliśmy jednak wyruszyć na spotkanie z przyrodą i przygodą. Cóż znaczy lekki deszczyk dla wprawionego turysty. Zapakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy w drogę. Na pierwszy ogień postanowiłem zabrać Anię do Krasnobrodu, a dokładniej na Rezerwat św. Roch. Bywałem tam już wielokrotnie zarówno indywidualnie, jak i też z wycieczkami, które oprowadzałem, gdyż miejsce to jest dość często odwiedzane przez turystów zwiedzających nasze Kochane Roztocze.  

Ja przed kapliczką - fot. Anna Siedlikiewicz

Krasnobród przywitał nas już tylko lekką mżawką. Pozostawiliśmy nasze autko i przez niewielką łąkę przeszliśmy w kierunku Rezerwatu św. Roch. Jesień zaczynała się mienić wszystkimi kolorami tęczy. Zawsze lubiłem chodzić po leśnych ostępach właśnie o tej porze roku. Rezerwat powstały w 1983 roku położony jest na terenie Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego i zajmuje powierzchnię 202 ha. Nazwę swoją zawdzięcza niewątpliwie kaplicy św. Rocha, będącej znanym w okolicy miejscem kultu tego właśnie świętego. Sam rezerwat powstał by chronić naturalny starodrzew bukowo - jodłowy, który gęsto porasta miejscowe wzgórza wapienne, poprzecinane licznymi, niezwykle malowniczymi wąwozami.  My udaliśmy się wprost do położonej w jednym z takich wąwozów, tworzących szeroką dolinę, o dość stromych zboczach, Kaplicy św. Rocha. 

Wnętrze Kaplicy św. Rocha - fot. Tomasz Banach

Powstanie kaplicy w Krasnobrodzie datuje się na wiek XVII. Powstała wówczas kiedy na tym terenie panowała dżuma. By ustrzec miejscową ludność przed skutkami zarazy Marysieńka Sobieska nakazała wybudować nad źródełkiem kapliczkę i umieścić w niej obraz św. Rocha. Święty ten jest patronem ludzi chorych na choroby zakaźne. W dobie szalejącego na świecie Covidu, miejsce do odwiedzin i modlitwy jak najbardziej wskazane. Miejsce zaczęło słynąć z wielu łask jakich doznawali tutaj, licznie odwiedzający to miejsce pielgrzymi, którzy modlili się i modlą nadal o ocalenie od zarazy. Wokół tego miejsca zaczęło krążyć wiele legend i przekazów ludowych. Wierzono w magiczne właściwości wody ze znajdującego się opodal kapliczki źródełka wody (obecnie niestety całkowicie suchego), czy też w to, że przejście kilka razy, na kolanach, schodami dookoła kapliczki może uzdrowić z chorób, a także przynieść szczęście w życiu doczesnym. Stara, dawna kaplica św. Rocha znajdująca się w tym miejscu została zniszczona przez przewrócone drzewo. Ta, którą oglądamy dzisiaj powstała w roku 1943. Powstała w stylu nawiązującym do zakopiańskiego.

Widok na kaplicę św. Rocha z otaczających go wzniesień - fot. Tomasz Banach

Wspięliśmy się schodami (co prawda nie na kolanach) wspominanymi wcześniej schodami i postanowiliśmy obejść kapliczkę dookoła. Widok zapierał dech w piersiach. Tutaj na "szczycie", można kontynuować wędrówkę liczącą blisko 6km ścieżką dydaktyczną. My tę atrakcję postanowiliśmy pozostawić sobie na inną okazję. Pogoda niezbyt sprzyjała długim, leśnym eskapadom, a my z Ania mieliśmy w planach odwiedzenie jeszcze kilku ciekawych miejsc na Roztoczu, mając jednocześnie cichą nadzieję w sercach, że pogoda się nieco poprawi i nam nie pokrzyżuje ambitnych, turystycznych planów. Wróciliśmy więc do auta i wyruszyliśmy na dalszą eksplorację Roztoczańskiej Krainy. Miejsce z całego serca polecam. Warto zatrzymać się tutaj na chwilę i wdychając czyste powietrze, wsłuchać się w szum drzew... Modląc się o to by już żadna zaraza nam nigdy nie zagroziła, a obecna przeszła już tylko do historii.