poniedziałek, 16 marca 2026

Twierdza, która strzegła Rzeczypospolitej – gawęda przewodnicka z zaproszeniem na szkolenie.

 

Szanowni Przewodnicy, Miłośnicy historii i Strażnicy pamięci o dawnym Zamościu!

Kiedy stajemy na bastionach dawnej Twierdza Zamość, trudno nie odnieść wrażenia, że kamień tutaj mówi. Mówi o czasach, gdy miasto nie było tylko perłą renesansu, ale przede wszystkim warownią Rzeczypospolitej i dumą Ordynacja Zamojska. Twierdzę tę wzniósł kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, który – jak mawiano – „takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”. Wiedział on jednak dobrze, że aby młodzież mogła się uczyć, a państwo rozwijać, potrzeba bezpieczeństwa. Dlatego właśnie Zamość powstał jako miasto idealne, ale i jako forteca nowoczesna, zaprojektowana przez włoskiego mistrza Bernardo Morando.

Przez kolejne stulecia twierdza rosła wraz z potęgą rodu Zamoyskich. Była świadkiem wojen kozackich, potopu szwedzkiego i kolejnych zawieruch, w których nie raz okazywała się zaporą nie do zdobycia. Mówiono, że kto trzyma Zamość – ten trzyma klucz do południowo-wschodniej Rzeczypospolitej. Gdy przyszły czasy zaborów, znaczenie fortecy nie zmalało, choć zmieniali się jej gospodarze. W rękach rosyjskich stała się jednym z ważniejszych punktów strategicznych imperium. Rozbudowywana, modernizowana, otaczana nowymi umocnieniami, przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat jako twierdza czynna.

Lecz każda forteca ma swój kres. W roku 1866, decyzją władz carskich, zapadł wyrok na zamojską fortalicję. Rozpoczęto systematyczną likwidację umocnień. Bastiony, które przez wieki broniły miasta, zaczęto rozbierać, zasypywać fosy, niwelować wały. Twierdza przestała istnieć jako obiekt wojskowy, ale nie przestała istnieć w pamięci. Bo dziś, ilekroć przechodzimy przez Nadszaniec, bastiony, raweliny czy kurtyny, wciąż widzimy ślady dawnej potęgi i kunsztu inżynierii wojskowej. A naszym zadaniem – jako przewodników – jest umieć tę historię opowiedzieć tak, aby słuchacze zobaczyli ją oczami wyobraźni.

W związku z tym zapraszamy wszystkich przewodników oraz osoby zainteresowane historią fortyfikacji na szkolenie: Twierdza Zamość

📅 20 marca 🕑 godz. 14:00📍 Siedziba Fundacji Fundacja ANDROMEDA, Nadszaniec, ul. Waleriana Łukasińskiego 2 lok. 3, Zamość

Szkolenie poprowadzi dr Jacek Feduszka, który omówi zagadnienia związane z historią, funkcjonowaniem, rozwojem oraz likwidacją zamojskiej fortalicji. 💰 Koszt udziału: 20,00 zł od osoby

📞 Zapisy i informacje: 693 879 958

Niech będzie to spotkanie nie tylko szkoleniem, ale i kolejną wspólną wartą na murach dawnej twierdzy, która choć rozebrana, wciąż trwa w naszej opowieści.

Więcej na stronie wydarzenia: KLIKNIJ TUTAJ

Palmy z duszą – wielkanocna tradycja Zamojszczyzny, którą warto ocalić


Wiosna na Zamojszczyźnie od zawsze pachniała nie tylko świeżą ziemią i młodym zbożem, ale także suszonymi trawami, bibułą i barwinkiem. Kiedy zbliżała się Niedziela Palmowa, w domach naszych babć i prababć zaczynał się czas szczególny. Z kąta izby wyciągano kosze z zasuszonymi kwiatami, kolorowymi wstążkami i gałązkami wierzby, a na stołach pojawiały się pierwsze palmy wielkanocne – jedne skromne, inne wysokie, barwne i dumne jak chorągwie.

Na Zamojszczyźnie tradycja wykonywania palm wielkanocnych ma długą historię. Dawniej palma nie była tylko ozdobą niesioną do kościoła. Wierzono, że poświęcona w Niedzielę Palmową chroni dom przed burzą, chorobą i nieszczęściem. Gałązkę zatykano za obraz, wkładano w pole, a czasem nawet wkładano pod pierwszą skibę podczas wiosennej orki, aby zapewnić urodzaj.

Nasze lokalne palmy różniły się od tych znanych z południa Polski. Nie były bardzo wysokie, ale za to niezwykle starannie wykonane. Wykorzystywano wierzbowe bazie, suszone zioła, kłosy zbóż, bukszpan, barwinek oraz własnoręcznie robione kwiaty z bibuły. Każda palma była trochę jak podpis twórcy – po kolorach i sposobie wiązania można było poznać, z której wsi pochodzi.

Dziś ta piękna tradycja powoli wraca. Coraz więcej osób chce nie tylko kupić gotową palmę, ale zrobić ją własnymi rękami – tak jak kiedyś robiło się to w rodzinach, przy wspólnym stole, w rozmowie i w dobrym nastroju. Bo palma wielkanocna to nie tylko ozdoba. To znak, że Wielkanoc naprawdę się zbliża.

Dlatego właśnie postanowiliśmy wrócić do tej tradycji i zaprosić wszystkich, którzy chcą ją poznać lub sobie przypomnieć, na wspólne wykonywanie palm wielkanocnych.

Serdecznie zapraszamy na warsztaty tworzenia palm wielkanocnych, które odbędą się
21 marca o godz. 13:00
w siedzibie Fundacji „ANDROMEDA” w Nadszańcu
ul. Waleriana Łukasińskiego 2 lok. 3

Podczas spotkania opowiemy o dawnych zwyczajach na Zamojszczyźnie, pokażemy tradycyjne materiały i krok po kroku wykonamy własne palmy wielkanocne – takie, jakie pamiętamy z dzieciństwa.

Rezerwacje pod numerem telefonu: 693 879 958
Ilość miejsc ograniczona.

Niech to będzie spotkanie jak dawniej – przy pracy, rozmowie i w atmosferze zbliżających się świąt.

Więcej na stronie wydarzenia: KLIKNIJ TUTAJ

niedziela, 8 marca 2026

Życzenia z okazji Dnia Kobiet

 

🌼 Z okazji 8 Marca – Dnia Kobiet 🌼

Drogie Panie, Kochane Turystki!

Z okazji Waszego święta życzymy Wam:
mnóstwa energii na kolejne kilometry zwiedzania 🚶‍♀️,
zawsze dobrej pogody na wycieczkach ☀️,
braku kolejek do lodów i kawy 🍦☕,
idealnych zdjęć z podróży 📸
oraz przewodników, którzy opowiadają ciekawie… ale nie za długo 😉

Niech Wasze mapy zawsze prowadzą do pięknych miejsc,
buty turystyczne będą wygodne,
a każdy spacer po starówkach, lasach i wzgórzach
kończy się pyszną regionalną niespodzianką.

🌷 Zapraszamy wszystkie Panie do wspólnego odkrywania
uroków Zamościa – Perły Renesansu
oraz malowniczego Roztocza, gdzie czekają piękne krajobrazy,
ciekawe historie i dużo powodów do uśmiechu.

Bo najlepsze wspomnienia zaczynają się od słów:
„A może pójdziemy jeszcze kawałek?” 😄

Z turystycznym pozdrowieniem
TUR-BAN – Agencja Turystyki Tomasz Banach

🌼 Do zobaczenia na szlaku! 🌼

wtorek, 3 marca 2026

Trzy lata TUR – BAN Tomasz Banach Agencja Turystyki!


Trzy lata temu wyruszyliśmy w podróż, której kierunek był jasny: pokazywać Zamość i Roztocze tak, aby historia przestała być datą z podręcznika, a stała się fascynującą opowieścią. Przez ten czas oprowadziliśmy po Zamościu i malowniczym Roztoczu wiele tysięcy turystów – tych z bliska i tych z bardzo daleka. Były wycieczki szkolne, grupy seniorów, zakłady pracy, rodziny, znajomi, a nawet tacy, którzy „przyjechali na chwilę”, a zostali na dłużej, bo Zamość po prostu wciąga.  Z pasją i uśmiechem przybliżaliśmy historię miasta idealnego, opowiadaliśmy o hetmanach, twierdzach, ordynacjach i roztoczańskich tajemnicach. Staraliśmy się, by było ciekawie, przystępnie i bez szkolnej nudy. Bo historia ma smakować jak dobra kawa na Rynku Wielkim – aromatycznie i z przyjemnością. 

Dziękujemy wszystkim, którzy nam zaufali przez te trzy lata. Każda grupa, każdy turysta jest dla nas ważny. Niezależnie czy to 2 osoby czy 200 – zawsze dajemy z siebie 100%, a czasem i 120%  Wasze uśmiechy, dobre słowa, powroty i polecenia są dla nas największą nagrodą (no dobrze… największą poza kasą ). Zapraszamy do współpracy nowych turystów, szkoły, firmy i biura podróży. Jeśli chcecie poznać Zamość i Roztocze w ciekawy, żywy i pełen pasji sposób – jesteśmy do Waszej dyspozycji. Bo dla nas turystyka to nie tylko praca. To przygoda, spotkania z ludźmi i wspólne odkrywanie miejsc, które warto zobaczyć przynajmnej raz w życiu. A najlepiej kilka razy! Do zobaczenia na szlaku! 

poniedziałek, 2 marca 2026

Skarby Podkarpacia - Iwonicz Zdrój – przedwiosenna regeneracja w sercu uzdrowiska

"Bazar" - jedna z najbardziej charakterystycznych budowli w Iwoniczu - Zdroju - fot. Tomasz Banach

Sezon wypadowy rozpoczęliśmy właśnie tym wyjazdem – zgodnie z naszym rytmem, bez przyspieszania na siłę. Tym razem był to zaplanowany, dwudniowy wypad na Podkarpacie. Jednym z ważnych punktów na mapie tej podróży był Iwonicz-Zdrój – miejsce, które od wieków przyciąga ludzi szukających zdrowia, spokoju i równowagi.

Uzdrowisko Excelsior w Iwoniczu Zdroju - fot. Tomasz Banach
Przedwiośnie nadało tej wizycie szczególny klimat. Drzewa jeszcze uśpione, powietrze rześkie i czyste, ścieżki spokojniejsze niż w pełni sezonu. W takiej scenerii łatwiej dostrzec to, co w Iwoniczu najcenniejsze – ciszę, wyjątkowe położenie i architekturę, która opowiada historię uzdrowiska.
Centrum Iwonicza Zdroju - fot. Tomasz Banach
Pierwsze wzmianki o leczniczych właściwościach tutejszych wód pojawiały się już w XVI wieku. Jednak prawdziwy rozkwit Iwonicza nastąpił w XIX stuleciu, kiedy miejscowość zaczęła dynamicznie rozwijać się jako kurort w ramach Galicji. Powstawały łazienki zdrojowe, domy kuracyjne i eleganckie pensjonaty, a do Iwonicza przyjeżdżali kuracjusze z całej monarchii austro-węgierskiej.
GOPR jak zwykle czuwa - fot. Anna Banach
Otoczenie z trzech stron wzgórzami Beskidu Niskiego tworzy specyficzny mikroklimat, który do dziś sprzyja leczeniu schorzeń dróg oddechowych, reumatycznych czy problemów z układem krążenia. Wody mineralne – chlorkowo-sodowe, jodkowe i bromkowe – stały się fundamentem uzdrowiskowej renomy miejscowości. I to właśnie ta konsekwentnie pielęgnowana tradycja sprawia, że Iwonicz nie zatracił swojego charakteru mimo upływu lat.
Ania i Leo - fot. Tomasz Banach
Spacerując po centrum, trudno nie zachwycić się drewnianymi willami z końca XIX wieku. Budowane w stylu nawiązującym do szwajcarskich uzdrowisk, z misternie zdobionymi balkonami, werandami i ażurowymi detalami, nadają miejscowości lekkość i elegancję. Każda z nich ma własną historię – niegdyś gościły kuracjuszy spragnionych zdrowia, spokoju i towarzyskiego życia.
Willa Ustronie - fot. Tomasz Banach
Wille te nie są tylko elementem krajobrazu – są żywym świadectwem epoki, w której uzdrowiska były nie tylko miejscem leczenia, ale też spotkań, rozmów, koncertów i spacerów przy dźwiękach orkiestry zdrojowej. Przechadzając się między nimi w przedwiosennej ciszy, można niemal usłyszeć echo dawnych rozmów.
Stare łazienki - fot. Tomasz Banach
Szczególną uwagę przyciąga historyczny Bazar w Iwoniczu-Zdroju – charakterystyczny budynek przy deptaku. W XIX wieku pełnił funkcję handlowo-usługową, stanowiąc centrum życia towarzyskiego kurortu. Można tu było kupić prasę, drobiazgi czy pamiątki, a przy okazji spotkać znajomych i wymienić najświeższe informacje z „uzdrowiskowego świata”. Do dziś Bazar pozostaje jednym z symboli dawnego Iwonicza.
"Bazar" - fot. Tomasz Banach
Ten wyjazd był nam bardzo potrzebny. Ostatnie miesiące wymagały sporo energii, dlatego potraktowaliśmy te dwa dni jako świadome „ładowanie baterii”. Trochę ruchu, dużo świeżego powietrza i przestrzeń na spokojne rozmowy. W pewnym sensie była to także nasza prywatna rehabilitacja – bez zabiegów i harmonogramów, ale z uważnością na potrzeby ciała. Oczywiście towarzyszył nam Leo – jak zawsze gotowy na każdy kilometr i każdą nową ścieżkę.
Pijalnia wód mineralnych - fot. Tomasz Banach
Zatrzymaliśmy się w Pijalnia Wód Mineralnych w Iwoniczu-Zdroju, sercu uzdrowiska. Skosztowaliśmy wód mineralnych o charakterystycznym smaku, który przypomina, że w tym miejscu najważniejsze jest zdrowie.
Wnętrze Pijalni Wód - fot. Tomasz Banach
Leśną aleją dotarliśmy do Źródło Bełkotka, wsłuchując się w charakterystyczne bulgotanie źródła. Przeszliśmy także pod historyczne Sanatorium Excelsior w Iwoniczu-Zdroju, które do dziś przypomina o czasach największej świetności kurortu.
Źródełko "Bełkotka" - fot. Tomasz Banach
Dwudniowy pobyt na Podkarpaciu okazał się idealnym rozpoczęciem sezonu wyjazdowego. Bez fajerwerków, bez nadmiaru atrakcji – za to z historią w tle, piękną architekturą i realnym poczuciem regeneracji.
Iwonicz Zdrój wieczorem - fot. Anna Banach
Wróciliśmy z poczuciem, że zrobiliśmy coś dobrego dla siebie. Baterie naładowane, głowa lżejsza, ciało wdzięczne za ruch i świeże powietrze. A to dopiero część naszej podkarpackiej trasy – już niebawem pojawi się relacja z innych miejsc, które odwiedziliśmy podczas tej dwudniowej wycieczki.

sobota, 21 lutego 2026

Wszystkiego Najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Przewodnika Turystycznego

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Przewodnika Turystycznego – święto ustanowione przez World Federation of Tourist Guide Associations. To wyjątkowy dzień dla wszystkich, którzy żyją historią, drogą i spotkaniami z ludźmi. 
Drogie Koleżanki i Koledzy Przewodnicy – życzę Wam nieustającej pasji, ciekawych grup, dobrych kilometrów w nogach i tej iskry w oczach, która pojawia się, gdy opowieść naprawdę „chwyta”. Wszystkim Pracownikom branży turystycznej – dziękuję za Waszą codzienną pracę, dzięki której podróże stają się możliwe, piękne i niezapomniane.
A Wam, Kochani Turyści – dziękuję za zaufanie, wspólne wędrówki, pytania, uśmiechy i zachwyt nad miejscami, które razem odkrywamy. To dzięki Wam ta praca ma sens. Niech nigdy nie zabraknie nam ciekawości świata, dobrych dróg i inspirujących spotkań.

Z przewodnickim pozdrowieniem
Tomasz Banach – Przewodnik Turystyczny

wtorek, 6 stycznia 2026

Gdy kolęda brzmi jak arcydzieło. Wieczór z »Mazowszem« w sercu Zamościa

Występ Zespołu Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach

Święto Objawienia Pańskiego w Zamościu miało w tym roku dla mnie wyjątkowy wymiar. Za dnia Orszak Trzech Króli a wieczorem przekroczyłem próg kościoła ojców franciszkanów, gdzie odbywał się Koncert Kolęd i Pastorałek w wykonaniu Państwowego Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Już od wejścia było jasne, że to wydarzenie szczególne — świątynia wypełniła się po brzegi, a tłumy ludzi w skupieniu i ciszy oczekiwały pierwszych dźwięków.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Gdy zabrzmiały kolędy, czas jakby zwolnił. Znane od dzieciństwa melodie — proste, a jednocześnie niezwykle głębokie — nabrały nowego blasku. „Mazowsze” potrafi wydobyć z polskich kolęd to, co najpiękniejsze: ich melodyjność, poetyckość i emocję, która trafia prosto do serca. Słuchałem z zachwytem, mając poczucie obcowania z czymś więcej niż koncertem — z żywą tradycją, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Artyzm wykonania był absolutnie najwyższej próby. Precyzja głosów, harmonia chóru, wyczucie dynamiki i przestrzeni kościoła sprawiały, że każda kolejna kolęda wybrzmiewała pełniej i mocniej. Widać było ogromny profesjonalizm, ale też szczerość i szacunek dla prezentowanego repertuaru. Publiczność reagowała z ogromnym entuzjazmem — długie brawa i skupione twarze mówiły same za siebie.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Słuchając koncertu, wracałem myślami do historii zespołu. „Mazowsze” powstało w 1948 roku z inicjatywy Tadeusza Sygietyńskiego oraz Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Od samego początku jego misją było ocalenie od zapomnienia polskiej kultury ludowej — pieśni, tańców i obrzędów z różnych regionów kraju. Przez dziesięciolecia zespół stał się ambasadorem polskiej kultury na całym świecie, występując na największych scenach i zdobywając uznanie międzynarodowej publiczności. A jednak, mimo światowej sławy, wciąż najpiękniej brzmi wtedy, gdy sięga po to, co najbliższe — polską kolędę.
Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach
Wychodziłem z kościoła z poczuciem wdzięczności. Za możliwość uczestnictwa w wydarzeniu, które łączy ludzi. Za muzykę, która nie potrzebuje tłumaczeń. Za tradycję, która — jeśli jest pielęgnowana z takim szacunkiem i kunsztem — pozostaje żywa i aktualna. To, co naprawdę wartościowe, nie starzeje się nigdy. Wystarczy wsłuchać się uważnie, by odkryć, że w dobrze znanej melodii wciąż można odnaleźć coś nowego — i bardzo potrzebnego.