![]() |
| Ja podczas kwesty w 2016 roku |
Witajcie na moim blogu! To miejsce, gdzie dzielę się moją pasją – turystyką w każdej postaci. Znajdziecie tu relacje z moich podróży, zarówno tych przewodnickich i pilockich, jak i prywatnych wypraw po Polsce i Europie. Opowiem o ciekawych miejscach, wydarzeniach i wspomnieniach z tras. Jako przewodnik i pilot zapraszam Was do wspólnej wędrówki przez świat i życie. Miłego podróżowania! 🌍
niedziela, 1 listopada 2020
Pamiętajmy o naszym wspólnym dziedzictwie jakim są cmentarze
sobota, 22 lutego 2020
Dzień Myśli Braterskiej - święto przyjaźni, od którego wszystko się zaczęło.
poniedziałek, 2 kwietnia 2018
Wielkanocne tradycje w mojej rodzinnej wsi... cz. II - ostatnia
W Wielkanocny Poniedziałek, zwany także „Lanym” należało wstać jak najwcześniej. Tego dnia wodą, perfumami oblewało się w pierwszej kolejności domowników. Kiedy wszyscy zostali odpowiednio pokropieni (co miało przynosić szczęście i powodzenie), a pogoda była sprzyjająca braliśmy akordeon i sikawki i wyruszaliśmy do sąsiadów. Pamiętam lata, kiedy żył jeszcze mój dziadek Kazimierz, że przemierzaliśmy w ten sposób od domu do domu odwiedzając i polewając sąsiadów śpiewając i grając wielkanocne pieśni. Gospodarze w tym dniu częstowali nas czym kto miał… jajkiem, kawałkiem kiełbasy, czy szklanicą alkoholu. Często po tym „poczęstunku” wracając do domu człowiek nadawał się jedynie do pójścia powrotem do łóżka. Często chodzeniem po tzw. „jajach” zajmowali się strażacy. Zwyczaj ten kultywowała głownie jednostka z Bazaru, gdzie poza symbolicznymi jajami zbierano również datki na rzecz miejscowej straży pożarnej.
Ja jako nieletni alkoholu nie spożywałem, więc po porannym oblewaniu szło się do kościoła. Pamiętam dobrze, kiedy to tego dnia ksiądz wikary zbierając ofiary, pod tacą trzymał sikawkę z wodą i symbolicznie polewał przybyłych na nabożeństwo parafian. Po wyjściu z kościoła rozpoczynała się prawdziwa wodna bitwa. Najbardziej obrywały wodą młode panny, które często do domów wracały bez jednej suchej nitki na sobie.W Lany Poniedziałek, w odróżnieniu od Wielkiej Niedzieli, kiedy to przy stole spotykała się głównie rodzina, odwiedzało się lub zapraszało do siebie znajomych i sąsiadów. Podczas popołudniowego świętowania także nie obywało się bez polewania wodą i składania sobie świątecznych życzeń.
Wieczorem natomiast, cała młodzież wyruszała tłumnie na pierwszą po okresie Wielkiego Postu zabawę, gdzie… oczywiście do remizy OSP. Dopiero w późniejszym okresie imprezy w remizach zastąpiły dyskoteki w klubach.
I tak powoli te radosne, wiosenne święta przechodziły do historii… Podobnie jak zdarzenia opisywane tutaj przeze mnie. W sumie nie tak odległe czasowo, a tak dalekie. Szkoda, że wiele tradycji związanych ze świętami, folklorem wiejskim zanika i odchodzi w zapomnienie. Mam nadzieję, że chociaż niektóre przetrwały do dzisiaj w Waszych domach. Na zakończenie, życzę Wszystkim miłego dalszego Świętowania w gronie przyjaciół i rodziny.
niedziela, 1 kwietnia 2018
Wielkanocne tradycje w mojej rodzinnej wsi... cz. I
Wielki Piątek to dzień śmierci Jezusa, w którym zamiast mszy św. odprawiana jest droga krzyżowa i liturgia męki pańskiej, podczas, której kapłan dokonuje przeniesienia Ciała Chrystusa do symbolicznego Grobu Pańskiego. Od kiedy pamiętam aranżacją grobu w naszym parafialnym kościele w Częstoborowicach zajmował się, dzisiaj już niestety śp. Franciszek Skrętkowicz, wieloletni nauczyciel Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Obronnego wraz z uczniami Liceum Ogólnokształcącego w Rybczewicach w którym uczył. I Mnie także zdarzało się brać w tym udział. Pamiętam jak wywieszano stare płótna imitujące motywy roślinności jerozolimskiej, a skały groty zastępowano odpowiednio zmiętymi szarymi papierami pakowymi. Wewnątrz grobu składano naturalnych rozmiarów figurkę Chrystusa.wtorek, 26 grudnia 2017
Tradycje Świąt Bożego Narodzenia w moim rodzinnym domu - cz. III - Św. Szczepan
![]() |
| Nasza grupa kolędnicza (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum |
![]() |
| Kolędnicy (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum |
![]() |
| Kolędnicy (ok. 1993 roku) - fot. Archiwum |
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Tradycje Świąt Bożego Narodzenia w moim rodzinnym domu - cz. II - Boże Narodzenie
![]() |
| Ja ze Świętymi Mikołajem (1985) |
Na pasterce kościół pękał w szwach. Msza święta rozpoczynała się zawsze uroczystym odśpiewaniem kolędy „Bóg się rodzi…”. W jej takt ksiądz proboszcz wnosił w procesji figurkę Dzieciątka Jezus, którą następnie układał w żłóbku, na sianie, w przygotowanej tuż przed świętami tradycyjnej szopce. Msza trwała długo, ale chyba tylko chłód i podniosłość chwili sprawiały, że nikt – nawet ci, którym udało się zasiąść w przepełnionych ławkach – nie odpływał w objęcia Orfeusza. W świątyni, obok zapachu kadzidła, unosiła się także woń wigilijnych potraw (a czasem i czegoś mocniejszego, co wyraźnie poprawiało zdolności wokalne wiernych). Przy ołtarzu roiło się od ministrantów, a na koniec przychodził czas na Boże błogosławieństwo i serdeczne życzenia od proboszcza.
Wychodząc z kościoła, należało uklęknąć na chwilę przed stajenką, a potem wrzucić grosik do skarbonki trzymanej przez porcelanowego aniołka. Ten, w ramach podziękowania, kiwał główką ozdobioną aureolą. Po mszy wszyscy gromadzili się jeszcze „na murach” świątyni. Odpalano petardy i sztuczne ognie – było głośno, kolorowo i radośnie. Padały życzenia wesołych, zdrowych i rodzinnych świąt. Droga powrotna do domu również najczęściej odbywała się pieszo. Często zachodziłem jeszcze na stary częstoborowicki cmentarz, by pomodlić się i zapalić lampki na grobach bliskich. Gdy przekraczało się próg domu, było już dobrze po drugiej w nocy. Jeszcze tylko szybki skok do komory po kawałek ciasta – tego, którego w Wigilię skosztować nie było wolno – i przychodził czas na zasłużony sen. A tymczasem w stajni, oborze i chlewie rozpoczynały się „rozmowy zwierząt”, bo przecież według tradycji właśnie tej nocy mówią one ludzkim głosem… O czym? Lepiej ponoć nie podsłuchiwać.
| Kościół w Częstoborowicach - fot. Tomasz Banach |
Gdy goście zaczynali się rozchodzić, przychodził czas na tradycyjne w mojej rodzinie „odprowadzanie”, które nierzadko kończyło się przeniesieniem świątecznej biesiady do kolejnych domów krewnych. Ważnym zwyczajem w moich stronach było także rozpoczynające się w Boże Narodzenie odliczanie dwunastu dni, mających wróżyć pogodę na kolejne miesiące roku. Jeśli dzień „przypisany” na przykład sierpniowi był chłodny i wilgotny, wierzono, że taki właśnie będzie cały sierpień.
Tak minął nam kolejny dzień wspólnego świętowania. Już jutro opowiem Wam, jakie tradycje kultywowano w mojej rodzinnej gminie Rybczewice w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia – w święto św. Szczepana.
niedziela, 24 grudnia 2017
Tradycje Świąt Bożego Narodzenia w moim rodzinnym domu - cz. I - Wigilia
![]() |
| Rodzinnie (1980) - fot. Jerzy Lis |
| Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach |
| Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach |
| Zimowe Rybczewice (2010) - fot. Tomasz Banach |
| Zimowe Częstoborowice (2010) - fot. Tomasz Banach |
Dziś, po latach, wiem, że to nie potrawy ani prezenty były najważniejsze. Najcenniejsze było bycie razem. I choć tamte Święta minęły bezpowrotnie, wciąż żyją we mnie – za każdym razem, gdy na niebie zapala się Pierwsza Gwiazdka.
Przeczytaj również o Bożym Narodzeniu w moim rodzinnym domu klikając TUTAJ oraz o tradycjach Św. Szczepana klikając TUTAJ
niedziela, 13 grudnia 2015
Lucjan Świetlicki - wspomnienie o człowieku, który zaraził mnie swoją pasją
![]() |
| Lucjan Świetlicki (archiwum Rodziny Świetlickich) |
Lucjan Świetlicki - ur. 31 marca 1931 roku w rodzinnej miejscowości Pilaszkowicach - Bazarze w Gminie Rybczewice, zm. 2 marca 2014 roku. Historyk, wybitny regionalista, nauczyciel i wychowawca wielu pokoleń młodzieży, harcerz, autor wielu książek, opracowań, artykułów dotyczących historii regionu, a także poeta piszący o swoim miejscu na ziemi, które Go kształtowało słowami wiersza:
| Rzeka Giełczew we wsi Bazar (fot. Tomasz Banach) |














