![]() |
| Występ Zespołu Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach |
Święto Objawienia Pańskiego w Zamościu miało w tym roku dla mnie wyjątkowy wymiar. Za dnia Orszak Trzech Króli a wieczorem przekroczyłem próg kościoła ojców franciszkanów, gdzie odbywał się Koncert Kolęd i Pastorałek w wykonaniu Państwowego Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Już od wejścia było jasne, że to wydarzenie szczególne — świątynia wypełniła się po brzegi, a tłumy ludzi w skupieniu i ciszy oczekiwały pierwszych dźwięków.
![]() |
| Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach |
Gdy zabrzmiały kolędy, czas jakby zwolnił. Znane od dzieciństwa melodie — proste, a jednocześnie niezwykle głębokie — nabrały nowego blasku. „Mazowsze” potrafi wydobyć z polskich kolęd to, co najpiękniejsze: ich melodyjność, poetyckość i emocję, która trafia prosto do serca. Słuchałem z zachwytem, mając poczucie obcowania z czymś więcej niż koncertem — z żywą tradycją, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Artyzm wykonania był absolutnie najwyższej próby. Precyzja głosów, harmonia chóru, wyczucie dynamiki i przestrzeni kościoła sprawiały, że każda kolejna kolęda wybrzmiewała pełniej i mocniej. Widać było ogromny profesjonalizm, ale też szczerość i szacunek dla prezentowanego repertuaru. Publiczność reagowała z ogromnym entuzjazmem — długie brawa i skupione twarze mówiły same za siebie.
![]() |
| Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach |
Słuchając koncertu, wracałem myślami do historii zespołu. „Mazowsze” powstało w 1948 roku z inicjatywy Tadeusza Sygietyńskiego oraz Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Od samego początku jego misją było ocalenie od zapomnienia polskiej kultury ludowej — pieśni, tańców i obrzędów z różnych regionów kraju. Przez dziesięciolecia zespół stał się ambasadorem polskiej kultury na całym świecie, występując na największych scenach i zdobywając uznanie międzynarodowej publiczności. A jednak, mimo światowej sławy, wciąż najpiękniej brzmi wtedy, gdy sięga po to, co najbliższe — polską kolędę.
![]() |
| Mazowsze (styczeń 2026) - fot. Tomasz Banach |
Wychodziłem z kościoła z poczuciem wdzięczności. Za możliwość uczestnictwa w wydarzeniu, które łączy ludzi. Za muzykę, która nie potrzebuje tłumaczeń. Za tradycję, która — jeśli jest pielęgnowana z takim szacunkiem i kunsztem — pozostaje żywa i aktualna. To, co naprawdę wartościowe, nie starzeje się nigdy. Wystarczy wsłuchać się uważnie, by odkryć, że w dobrze znanej melodii wciąż można odnaleźć coś nowego — i bardzo potrzebnego.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz