 |
| Cerkiew p.w. św. Mikołaja Cudotwórcy w Radrużu (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach |
Jadąc po Roztoczu, człowiek szybko uczy się jednej rzeczy – tu nie zawsze warto trzymać się głównej drogi. Czasem najlepiej skręcić tam, gdzie asfalt robi się węższy, a krajobraz zaczyna opowiadać własną historię. I właśnie tak, trochę „przy okazji”, wielokrotnie trafiałem do tej mniej znanej cerkwi w Radrużu. Nie tej na liście UNESCO, nie tej, o której wszyscy mówią, ale tej cichej, stojącej spokojnie nad potokiem Radrużka. Zawsze, gdy prowadzę turystów po tych stronach, mówię: chodźcie, pokażę wam jeszcze jedno miejsce – niepozorne, ale z duszą. I skręcamy w dół, na niewielkie wzniesienie, gdzie za drewnianym płotem stoi ona – skromna, drewniana cerkiew św. Mikołaja.
 |
| Piękny przykład architektury drewnianej (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach |
„Panie, a ona zawsze taka była?” To jedno z pierwszych pytań, które zwykle słyszę. I wtedy zaczyna się opowieść. Bo nie, nie zawsze taka była. Choć na pierwszy rzut oka wygląda, jakby stała tu od niepamiętnych czasów, w obecnym kształcie powstała na początku lat 30. XX wieku. W latach 1930–1931 przebudowano ją gruntownie, wykorzystując fragmenty starszej, zapewne XVIII-wiecznej kaplicy. I proszę zwrócić uwagę – mówię wtedy, wskazując prezbiterium – ten trójbocznie zamknięty wschodni fragment pamięta jeszcze tamte czasy. Reszta to już dzieło cieśli z początku XX wieku. Zrobili coś bardzo sprytnego – niewielką świątynię „podciągnęli” wizualnie do góry, fundując jej ośmioboczną kopułę z latarnią. Dzięki temu cerkiew wydaje się większa, dostojniejsza, jakby chciała powiedzieć:
jestem mała, ale ważna.
 |
| I jeszcze z innej perspektywy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach |
Cerkiew przycupnięta nad potokiem. Lubię zwracać uwagę na położenie tego miejsca. Cerkiew stoi na lewym brzegu Radrużki, na łagodnym skłonie płaskowyżu, który opada w stronę doliny potoku. To nie jest przypadek. Dawniej takie miejsca wybierano z namysłem – miało być sucho, spokojnie i blisko natury. A ta cerkiew wygląda, jakby naprawdę tu przycupnęła, wtulona w krajobraz. Drewniane ściany, zrębowa konstrukcja, wysoki kamienny podmur – wszystko proste, funkcjonalne, bez zbędnych ozdób. Pionowe deskowanie przechodzi wyżej w gont, nad całością biegnie szeroki okap. Dachy dziś kryte są blachą, ale bryła zachowała swój dawny charakter. Gdy stajemy tu w ciszy, często słychać tylko wodę i wiatr – i wtedy łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce przed wojną.
 |
| Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach |
Miejsce „nie z listy”, ale z pamięci. Na koniec zwykle mówię: to nie jest cerkiew z pocztówek, ale jedna z tych, które się pamięta. Bo Radruż ma wiele oblicz, a ta świątynia jest jednym z tych cichych świadków pogranicza – zmieniających się granic, ludzi i wyznań. Wracam tu chętnie, nawet gdy nie prowadzę nikogo. Ot, żeby na chwilę przystanąć, spojrzeć na kopułę, posłuchać potoku. I za każdym razem mam wrażenie, że ta cerkiew, choć niewielka i niepozorna, wciąż ma swoją opowieść do opowiedzenia – trzeba tylko zwolnić krok i dać się jej poprowadzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz