wtorek, 14 marca 2023

Dlaczego wciąż wyruszam w drogę? Historia pewnej wędrówki, która trwa do dziś!

Wiele godzin spędzonych z mapą... Dawno temu, kiedy GPS był drogim gadżetem
Czasem ktoś pyta mnie, kiedy właściwie zaczęła się moja przygoda z turystyką. Odpowiedź jest prosta: wszystko zaczęło się od chodzenia. Zwyczajnego, niespiesznego włóczęgostwa po świecie. Na początku były krótkie wypady w najbliższą okolicę. Ot, kilka godzin marszu, odkrywanie dróg, których wcześniej się nie znało, zaglądanie tam, gdzie prowadziła ciekawość. Później trasy zaczęły się wydłużać, a horyzonty poszerzać. Najpierw samotnie, z własnymi myślami i plecakiem na ramionach, a z czasem także w towarzystwie ludzi, którzy – podobnie jak ja – czuli, że najlepszym sposobem poznawania świata jest po prostu wyruszyć przed siebie. Najbardziej ukochałem wędrówki po terenach nizinnych. Jest w nich coś szczególnego – przestrzeń, spokój i rytm marszu, który pozwala naprawdę zobaczyć krajobraz. Jednak z biegiem czasu coraz częściej zaczęły mnie kusić także góry. W końcu przyszedł moment, kiedy odkryłem Bieszczady. A kto raz przepadnie na bieszczadzkich szlakach, ten wie, że wraca się tam już zawsze – choćby myślami.

Z czasem los zaprowadził mnie do ludzi z Klubu Turystyki Pieszej „Niezależni”. To była jedna z tych przygód, które zostają w człowieku na długo. Dzięki wspaniałym osobom, które tam spotkałem, zacząłem jeszcze szerzej poznawać piesze szlaki i niezwykłe zakątki naszej pięknej Ziemi Lubelskiej. Szczególnie zapadły mi w pamięć klubowe „Rajdy w nieznane”. Sama nazwa mówiła wszystko. Wyruszaliśmy bez względu na pogodę czy porę roku. Czasem w słońcu, czasem w deszczu, bywało że w śniegu po kolana. Drogi, leśne ścieżki, polne trakty, a czasem po prostu bezdroża – wszystko to było częścią przygody. Właśnie wtedy człowiek odkrywa, że najciekawsze miejsca często znajdują się tam, gdzie nie prowadzą żadne tablice. Z biegiem lat pojawiła się kolejna inicjatywa – Miłośnicy Turystyki Pieszej. Najpierw była to tylko grupa na Facebooku, miejsce spotkań ludzi, którzy lubili chodzić. Z czasem jednak wirtualna przestrzeń przeniosła się do prawdziwego świata. Podczas jednego ze wspólnych ognisk i leśnych wędrówek grupa po prostu… stała się rzeczywistością. Do dziś działa zarówno strona, jak i społeczność, do której serdecznie zapraszam wszystkich miłośników pieszych wędrówek. Nie zawsze był na dalsze wyjazdy w Bieszczady. Wtedy plecak lądował na ramionach, a ja ruszałem w teren, który mam niemal pod domem – na Roztocze. I muszę przyznać, że ta kraina potrafi zaskoczyć nawet po wielu latach wędrówek. Mniej znane ścieżki, zapomniane wzgórza, leśne dukty i ciche doliny… Ile takich wypraw było w moim życiu? Tego naprawdę nie sposób już zliczyć. Jedno jest pewne – pasja pozostała i trwa do dziś.

Na Wzgórzu Kamień - fot. Anna Siedlikiewicz
Dlatego zapraszam Was do wspólnego łazikowania po szlakach. Z przyjemnością pomogę w organizacji rajdów pieszych, wypadów z plecakiem czy spokojnych spacerów po malowniczym Roztoczu i innych ciekawych miejscach Lubelszczyzny. Jako przewodnik turystyczny chętnie dorzucę do tego także gawędę o miejscach, które będziemy odwiedzać – o ich historii, legendach i ludziach, którzy kiedyś tu żyli. Pakujcie więc plecaki i ruszajcie w drogę.

Można wyruszyć o świcie, przywitać się z nowym dniem i iść w stronę słońca… albo w przeciwną stronę – jeśli ktoś woli opalać inne części ciała. Zapraszam zarówno grupy zorganizowane, jak i turystów indywidualnych. Wystarczy zadzwonić: 693 879 958 i umówić się na dogodny termin. Bo czasem wystarczy jeden krok, żeby rozpocząć swoją własną przygodę.

A może właśnie dziś jest dobry dzień, żeby ją zacząć? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz