Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cerkwie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cerkwie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2025

Skarby Podkarpacia - Cisza pod kopułami – zapomniana cerkiew w Chotylubiu

Opuszczona cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Grudzień ma w sobie coś z czasu ciszy i skupienia – idealnie pasuje do takich miejsc jak Chotylubiu. Do wsi zjeżdża się niepozorną drogą z Cieszanowa w stronę Brusna i łatwo byłoby ją minąć, gdyby nie lekkie wzniesienie pośrodku zabudowań. To właśnie tam stoi cerkiew – trochę zapomniana, trochę zamknięta na głucho, ale wciąż opowiadająca historię tym, którzy potrafią słuchać. Zatrzymuję się zwykle na chwilę dalej, żeby podejść pieszo. Tak, jakby to miejsce nie lubiło pośpiechu. Cerkiew greckokatolicka w Chotylubiu powstała w 1888 roku, z inicjatywy parocha Piotra Gissowskiego, w miejscu starszej świątyni z końca XVII wieku. Tamta, z 1693 roku, nie dotrwała do naszych czasów – rozebrano ją, a materiał, jak zanotowano, kupił chłop z Podemszczyzny. Drewno, jak widać, też wędrowało. Obecna cerkiew to klasyczna, roztoczańska trójdzielna budowla zrębowa, orientowana – czyli zwrócona prezbiterium ku wschodowi. Węgły łączone „na rybi ogon”, z charakterystycznymi rysiami podpierającymi okap, zdradzają kunszt dawnych cieśli. Zrąb osłania okap, a wyżej ściany obito pionowym deskowaniem. Całość spoczywa na solidnej podmurówce z kamienia łamanego – jakby ktoś chciał ją na dobre zakotwiczyć w tej ziemi.
Dobudowany przedsionek zaburzający proporcje (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Najwyższa i najważniejsza część to kwadratowa nawa, nad którą wznosi się ośmioboczna kopuła na tamburze, zwieńczona latarnią. Od wschodu węższe, prostokątne prezbiterium, z niewielką zakrystią od północy, a nad nim mniejsza kopuła z cebulastym hełmem. Nad obiema kopułami żeliwne krzyże – surowe, ciężkie, odporne na wiatr i czas. Od zachodu babiniec, a nad nim i zachodnią częścią nawy – chór muzyczny. Dachy, kopuły i okap pokryto blachą, która dziś bardziej tłumi dźwięki niż je odbija. Tuż obok stoi dzwonnica parawanowa – trójarkadowa, zbudowana z kamienia łamanego i otynkowana. Dzwonów już w niej nie ma, ale łatwo sobie wyobrazić, jak ich głos niósł się po okolicy. Najstarszy pochodził z 1686 roku, drugi z 1776. Dziś została cisza.
Dzwonnica bez dzwonów (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Po wysiedleniu ludności ukraińskiej cerkiew przez pewien czas służyła jako kościół filialny parafii w Cieszanowie, pod wezwaniem Opieki Najświętszej Maryi Panny. Remonty przeprowadzano na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, ale nie wszystkie decyzje były fortunne. W 1986 roku do babińca dobudowano zbyt duży, ciężki przedsionek, który zaburzył proporcje bryły. Wnętrze ogrzewano żeliwnym piecem, do którego przy północnej ścianie nawy poprowadzono ogromny, blaszany komin – detal praktyczny, choć dziś rażący. Kiedy w 2001 roku we wsi stanął nowy, murowany kościół, stara cerkiew została zamknięta. Od tego czasu trwa – milcząca, trochę zapomniana, ale wciąż obecna. 
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
A przecież kiedyś była pełna życia i cennych skarbów. W 1904 roku cerkwie ziemi lubaczowskiej inwentaryzował lwowski nauczyciel Karol Notz. W swoich zapiskach o Chotylubiu zanotował rzeczy, które dziś brzmią jak opowieść z innego świata. Pisał o obrazie św. Mikołaja malowanym na desce, „dość ładnym”, w srebrzonej stule – i dodał z nutą ironii, że „chętnie go sprzedadzą”. Wspominał ikonostas z początku XVIII wieku, obrazy Narodzenia Chrystusa z XVII stulecia oraz najpiękniejszy – artystyczny obraz Matki Boskiej, z nieczytelnym już napisem. Był też wizerunek Chrystusa z tajemniczym napisem: „Sej obraz P.B. AXEI”.
Cerkiew - widok od strony szosy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Notz odnotował również księgi – wśród nich ręcznie pisany irmologion ośmiogłosny z 1735 roku, sporządzony przez miejscowego księdza, oprawiony w drewno i skórę, z klamrami. Takie drobiazgi mówią więcej o dawnym świecie niż niejedna kronika. Dziś, stojąc pod zamkniętymi drzwiami cerkwi w Chotylubiu, łatwo poczuć, że to miejsce żyje głównie wspomnieniem. Ale wystarczy chwila uważności – spojrzenie na kopuły, dotknięcie chłodnego kamienia dzwonnicy, ciche przeczytanie zapisków sprzed ponad stu lat – by ta zapomniana cerkiew znów zaczęła mówić. Trzeba tylko dać jej czas i uwagę.

piątek, 12 grudnia 2025

Skarby Podkarpacia - Między drewnem a kamieniem. Przewodnicka gawęda z Nowego Brusna

Cerkiew św. Paraskiewy w Nowym Bruśnie (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Grudniowy powrót do Nowego Brusna znów poprowadził nas w miejsce, które na Roztoczu ma swój własny, nieco tajemniczy rytm. Bez śnieżnej dekoracji, bez pocztówkowych efektów – za to z ciszą, drewnem pachnącym historią i kamieniem, który mówi więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To jeden z tych zakątków, gdzie przewodnik nie musi wiele dodawać od siebie. Wystarczy wskazać, zatrzymać grupę i pozwolić miejscu opowiadać. Brusno wielu kojarzy się przede wszystkim z kolebką miejscowej kamieniarki. I słusznie. To właśnie tutaj przez lata lokalni kamieniarze kształtowali krajobraz tej części Roztocza – dosłownie. Przydrożne krzyże, nagrobne figury i pomniki rozsiane po okolicy nie są tylko ozdobą przestrzeni. To znaki pamięci i świadectwo rzemiosła, które na trwałe wpisało się w tutejszą tożsamość. Spacerując po okolicy, łatwo odnieść wrażenie, że kamień w Bruśnie ma swoją duszę.
Cerkiew w ruinie (sierpień 2014) - fot. Tomasz Banach
Nowe Brusno warto jednak odwiedzić nie tylko z myślą o kamieniarstwie. To także prawdziwa perełka drewnianej architektury sakralnej. Odrestaurowana cerkiew pw. św. Paraksewy przyciąga miłośników historii, ale też malarzy i fotografów, którzy szukają miejsc z charakterem i światłem układającym się na deskach w niepowtarzalny sposób. Bruśnieńska cerkiew zdecydowanie do takich należy. Z perspektywy przewodnika to jedno z tych miejsc, przy których dobrze jest się zatrzymać na dłużej. Cerkiew wzniesiono w 1713 roku, najpewniej ręką budowniczego Stefana Siemko Siematiewskiego. Późniejsze przebudowy – w XIX wieku i na początku XX stulecia – zmieniały jej formę, jednak prace konserwatorskie z lat 2013–2018 przywróciły świątyni dawny charakter: osiemnastowieczny babiniec z kaplicą oraz dziewiętnastowieczną nawę i prezbiterium. Dziś to serce zespołu cerkiewnego w Nowym Bruśnie, będącego oddziałem Muzeum Kresów w Lubaczowie.
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Wnętrze świątyni kryło niegdyś cenny wystrój z pierwszej połowy XVIII wieku – dziś można go odnaleźć w zbiorach muzealnych w Przemyślu i Łańcucie. Otoczenie cerkwi dopełnia przycerkiewny cmentarz oraz dawny cmentarz parafialny. To tam uwagę przyciągają kamienne nagrobki wykonane w bruśnieńskim ośrodku kamieniarskim – surowe, proste, a jednocześnie niezwykle poruszające.
Cerkiew w ruinie (sierpień 2014) - fot. Tomasz Banach
Pierwotnie przy cerkwi stała drewniana dzwonnica, a cały teren otaczał parkan. Dziś zespół sakralny wchodzi w nowy etap życia. Trwają prace nad jego rewitalizacją i nadaniem mu roli miejsca opowiadającego historię lokalnego ośrodka kamieniarskiego. W planach jest m.in. odtworzenie drewnianej zagrody z Wólki Horynieckiej z przełomu XIX i XX wieku, która ma stać się domem i warsztatem kamieniarza brusnieńskiego. 
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach 
Cerkiew w Nowym Bruśnie jest jedną z 24 zabytkowych świątyń drewnianych na terenie powiatu lubaczowskiego, współtworzących wielokulturowy krajobraz dawnych Kresów. To miejsce, do którego warto wracać – nie po to, by odhaczyć je na mapie, ale by za każdym razem odkryć je na nowo. A najlepiej odkrywa się je właśnie w formie spokojnej, przewodnickiej gawędy, prowadzonej między drewnem cerkwi a kamieniem, który pamięta więcej, niż nam się wydaje.

Skarby Podkarpacia - Nie z listy UNESCO – gawęda o cichej cerkwi w Radrużu

Cerkiew p.w. św. Mikołaja Cudotwórcy w Radrużu (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach

Jadąc po Roztoczu, człowiek szybko uczy się jednej rzeczy – tu nie zawsze warto trzymać się głównej drogi. Czasem najlepiej skręcić tam, gdzie asfalt robi się węższy, a krajobraz zaczyna opowiadać własną historię. I właśnie tak, trochę „przy okazji”, wielokrotnie trafiałem do tej mniej znanej cerkwi w Radrużu. Nie tej na liście UNESCO, nie tej, o której wszyscy mówią, ale tej cichej, stojącej spokojnie nad potokiem Radrużka. Zawsze, gdy prowadzę turystów po tych stronach, mówię: chodźcie, pokażę wam jeszcze jedno miejsce – niepozorne, ale z duszą. I skręcamy w dół, na niewielkie wzniesienie, gdzie za drewnianym płotem stoi ona – skromna, drewniana cerkiew św. Mikołaja.

Piękny przykład architektury drewnianej (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
„Panie, a ona zawsze taka była?” To jedno z pierwszych pytań, które zwykle słyszę. I wtedy zaczyna się opowieść. Bo nie, nie zawsze taka była. Choć na pierwszy rzut oka wygląda, jakby stała tu od niepamiętnych czasów, w obecnym kształcie powstała na początku lat 30. XX wieku. W latach 1930–1931 przebudowano ją gruntownie, wykorzystując fragmenty starszej, zapewne XVIII-wiecznej kaplicy. I proszę zwrócić uwagę – mówię wtedy, wskazując prezbiterium – ten trójbocznie zamknięty wschodni fragment pamięta jeszcze tamte czasy. Reszta to już dzieło cieśli z początku XX wieku. Zrobili coś bardzo sprytnego – niewielką świątynię „podciągnęli” wizualnie do góry, fundując jej ośmioboczną kopułę z latarnią. Dzięki temu cerkiew wydaje się większa, dostojniejsza, jakby chciała powiedzieć: jestem mała, ale ważna.
I jeszcze z innej perspektywy (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach
Cerkiew przycupnięta nad potokiem. Lubię zwracać uwagę na położenie tego miejsca. Cerkiew stoi na lewym brzegu Radrużki, na łagodnym skłonie płaskowyżu, który opada w stronę doliny potoku. To nie jest przypadek. Dawniej takie miejsca wybierano z namysłem – miało być sucho, spokojnie i blisko natury. A ta cerkiew wygląda, jakby naprawdę tu przycupnęła, wtulona w krajobraz. Drewniane ściany, zrębowa konstrukcja, wysoki kamienny podmur – wszystko proste, funkcjonalne, bez zbędnych ozdób. Pionowe deskowanie przechodzi wyżej w gont, nad całością biegnie szeroki okap. Dachy dziś kryte są blachą, ale bryła zachowała swój dawny charakter. Gdy stajemy tu w ciszy, często słychać tylko wodę i wiatr – i wtedy łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce przed wojną.
Cerkiew (grudzień 2025) - fot. Tomasz Banach 
Miejsce „nie z listy”, ale z pamięci. Na koniec zwykle mówię: to nie jest cerkiew z pocztówek, ale jedna z tych, które się pamięta. Bo Radruż ma wiele oblicz, a ta świątynia jest jednym z tych cichych świadków pogranicza – zmieniających się granic, ludzi i wyznań. Wracam tu chętnie, nawet gdy nie prowadzę nikogo. Ot, żeby na chwilę przystanąć, spojrzeć na kopułę, posłuchać potoku. I za każdym razem mam wrażenie, że ta cerkiew, choć niewielka i niepozorna, wciąż ma swoją opowieść do opowiedzenia – trzeba tylko zwolnić krok i dać się jej poprowadzić.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Cerkiew św. Mikołaja w Hrebennem

Kolejne ciekawe miejsce na trasie moich podróży. Tym razem zatrzymamy się na chwilę przy położonej nad samą granicą Polsko - Ukraińską cerkwi św. Mikołaja w Hrebennem. Odwiedziłem ją kilkakrotnie podczas moich wycieczek po Roztoczu Wschodnim i nadal często wracam z wielkim sentymentem do tego miejsca.
Drewniana cerkiew p.w. św. Mikołaja w Hrebennem wybudowana została w roku 1697 (chociaż część źródeł datuje powstanie świątyni na rok 1600 lub 1685) w konstrukcji zrębowej, przebudowana w roku 1797 kiedy to dostawiono babiniec. Jest budowlą trójdzielną, wszystkie trzy części cerkwi są trójkondygnacyjne wzniesione na planach kwadratów nakrytych ośmiobocznymi kopułami na wysokich bębnach, które wieńczą latarnie. Poszczególne kondygnacje budowli oddzielają dość szerokie okapy. Dach pokryty jest gontem. Środkowa część cerkwi – nawa – jest zarówno szersza jak i wyższa zarówno od prezbiterium jak i babińca. Za prezbiterium znajduje się pojedyncza, czworoboczna zakrystia, dobudowana najprawdopodobniej na przełomie XVIII i XIX wieku.
Wewnątrz cerkwi zachowała się część dawnego ikonostasu pochodzącego z przełomu wieku XVII i XVII. Na  ścianie tęczowej (oddzielającej nawę od prezbiterium), umieszczono przedstawienia: Chrystusa Pantokratora, dwunastu apostołów i Matki Bożej Orantki. Ikony Chrystusa Nauczyciela i Matki Boskiej Hodegetrii ze starego ikonostasu, znajdują się w ołtarzach bocznych. W 2001 r. w cerkwi zamontowano pełny ikonostas pochodzący z XVII-XVIII z ikonami, malowanymi na deskach.
Obok cerkwi znajduje się wzniesiona w końcu XVIII wieku dzwonnica o konstrukcji słupowo – ramowej z nadwieszoną izbicą. Przykryta jest namiotowym dachem. Na cmentarz przycerkiewny wiedzie bramka w ogrodzeniu z początku XIX wieku, na którym z pośród nagrobków wyróżnia się krzyż z przełomu XVIII i XIX wieku. Obok bramki znajduje się współczesny krzyż upamiętniający 1000-lecie chrztu Rusi.

Położona na wzniesieniu, (z którego rozciąga się piękny widok na przejście graniczne Hrebenne – Rawa Ruska) otoczona starymi lipami cerkiew od 1965 roku jest kościołem rzymskokatolickim, chociaż służy również ludności greckokatolickiej.
Warto odwiedzić to miejsce chociażby przy okazji wyjazdu do Lwowa, skąd od przejścia granicznego w Hrebennem jest ok. 60 km. 

Położenie:
Miejscowość: Hrebenne; Gmina: Lubycza Królewska; Powiat: tomaszowski; Województwo: lubelskie;

Bibliografia:
Artur Pawłowski – „Roztocze Polskie i Ukraińskie – Przewodnik” – Pruszków 2009
Grzegorz Rąkowski – „Polska Egzotyczna – część II” – Pruszków 2012
Paweł Wład – „Roztocze Puszcza Solska” - tom 4 – „Roztocze Wschodnie – Przewodnik” – Rzeszów 2009
nnem.

Strony internetowe:
http://www.roztoczewita.pl
http://www.gbplubycza.cal24.pl


Zapraszam do wspólnego zwiedzania Roztocza i innych ciekawych zakątków Lubelszczyzny!


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Cerkiew p.w. Narodzenia Najświętrzej Marii Panny w Muzeum Wsi Lubelskiej

Cerkiew pw. Narodzenia Najświętrzej Marii Panny w Muzeum Wsi Lubelskiej
fot. Tomasz Banach
Rozpoczynając cykl wędrówek po ciekawych miejscach, postanowiłem zacząć od budowli znanej wszystkim, którzy odwiedzają Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, a mianowicie od cerkwi p.w. św. Narodzenia Najświętszej Marii Panny

Cerkiew greckokatolicka pw. św. Mikołaja Cudotwórcy została zbudowana w 1759 r. w miasteczku Uhrynów k. Sokala jako świątynia parafialna. W 1900 r. w Uhrynowie wzniesiono nową, murowaną cerkiew. Starą, drewnianą świątynię nabyła parafia greckokatolicka w Ulhówku k. Tomaszowa Lubelskiego z przeznaczeniem na cerkiew filialną we wsi Tarnoszyn k. Ulhówka. Translokacja cerkwi nastąpiła w latach 1903-1904, zaś uroczystego poświęcenia przeniesionej świątyni - tym razem pw. Narodzenia NMP - dokonano w 1906 r. Do 1947 r. cerkiew w Tarnoszynie służyła miejscowym grekokatolikom, zaś po ich ekspatriacji przez władze komunistyczne przeszła we władanie parafii rzymskokatolickiej w Tarnoszynie.
Ikonostas w cerkwi pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny 
W latach 1947-1960 pełniła funkcję łacińskiego kościoła parafialnego. Po 1960 r., kiedy oddano do użytku nowy, murowany kościół, tarnoszyńska cerkiew została praktycznie pozostawiona własnemu losowi, wskutek czego padła ofiarą licznych kradzieży i aktów wandalizmu. Dwukrotnie ją podpalano, jednak w obu przypadkach ogień ugasili okoliczni mieszkańcy. W ciągu ponad 30 lat egzystencji w stanie opuszczenia cerkiew tarnoszyńska została praktycznie pozbawiona elementów wyposażenia wnętrza. Ucierpiała również bryła świątyni. W 1994 r. cerkiew została nabyta przez parafię greckokatolicką w Lublinie i przeniesiona do Muzeum Wsi Lubelskiej w celu rekonstrukcji oraz udostępnienia dla potrzeb kultowych i muzealnych. W latach 1997-1998 dokonano montażu bryły architektonicznej. 
Świątynia liczy sobie 18,65 m długości oraz 9,75 m szerokości (na osi zakrystii). Jej wysokość całkowita (razem z krzyżem na środkowej kopule) wynosi 17,5 m. Cerkiew jest budowlą drewnianą, trójdzielną (prezbiterium, nawa, babiniec), trójkopułową, przy czym dwie mniejsze kopuły, nad prezbiterium i babińcem, są kopułami pozornymi (pseudokopułami). Świątynia jest orientowana, tj. zwrócona prezbiterium w kierunku wschodnim. Przy prezbiterium od północy i południa znajdują się dwie zakrystie. Cerkiew warto zobaczyć, gdyż jest przepieknym dowodem na to, że można zwyciężyć walkę z czasem i przywrócić do życia obiekt niszczejący i odchodzący w zapomnienie. Oby takich zabytków było jak najwięcej.

Już wkrótce na moim blogu kolejne "Ciekawe miejsca" do polecenia