poniedziałek, 13 stycznia 2025

Z cyklu: "Co robi przewodnik, kiedy nie oprowadza" - w labiryncie Podziemi Opatowskich

Podziemia Opatowskie - fot. Tomasz Banach
Pewne rzeczy po prostu „ciągną” człowieka — jak wilka do lasu. Mnie od lat ciągnie pod ziemię. Na co dzień oprowadzam po zamojskich podziemiach na Trasie Turystycznej w Bastionie VII, więc gdy podczas kolejnej wyprawy trafiliśmy w Świętokrzyskie, wybór mógł być tylko jeden: schodzimy niżej. Tym razem do Podziemi Opatowskich — jednego z najciekawszych i najbardziej intrygujących miejsc nie tylko samego Opatowa, ale i całego regionu. Będąc w mieście, trudno przejść obok tej atrakcji obojętnie. Podziemia kuszą historią, tajemnicą i obietnicą podróży w czasie. Wystarczy wejść na opatowski rynek, kupić bilety i ruszyć w dół. Ja, nauczony zawodowym doświadczeniem, zadzwoniłem dzień wcześniej i umówiłem się na spacer z przewodnikiem — i była to bardzo dobra decyzja. Trasa dostępna jest zarówno dla turystów indywidualnych, jak i grup zorganizowanych. Co więcej, bez najmniejszego problemu zeszliśmy pod ziemię z Leo — naszym wiernym, czteronożnym towarzyszem podróży. Leoś, jak się okazało, również docenił klimat podziemnych korytarzy.
Wejście do Podziemi Opatowskich - fot. Tomasz Banach
Już od pierwszych minut zwiedzania uwagę przykuwa gawędziarska, a jednocześnie pełna faktów opowieść pani przewodnik. To ona wprowadza nas w świat słynnych opatowskich piwnic, których historia sięga co najmniej XV wieku, a swój największy rozkwit przeżywała w XVI i XVII stuleciu. Nie bez powodu — Opatów leżał bowiem na skrzyżowaniu wielkich europejskich szlaków handlowych. Tędy wiodły drogi od Morza Czarnego ku Bałtykowi i Morzu Północnemu, trakty łączące Magdeburg z Kijowem, Kraków z Wilnem. Kupcy z całej Europy coraz chętniej osiedlali się właśnie tutaj. Budując swoje kamienice wokół rynku, musieli zadbać o to, co w handlu najważniejsze — bezpieczne i chłodne magazyny. A Opatów sprzyjał temu idealnie. Gruba, sięgająca niemal 20 metrów warstwa lessu pozwalała drążyć pod domami kolejne piwnice i komory, coraz głębiej i głębiej. Naturalna izolacja, stała temperatura w okolicach 10 stopni i ograniczony dostęp dla niepowołanych osób czyniły te miejsca wręcz idealnymi do przechowywania drogocennych towarów.
Szczęśliwy Leo ze swoją Panią - fot. Tomasz Banach
A było czego strzec. Rozwojowi opatowskiego handlu sprzyjały cykliczne zjazdy szlachty sandomierskiej, odbywające się w Kolegiacie św. Marcina, sądy ziemskie, a nawet wizyty królewskie. Popyt na towary był pewny, a w podziemiach składowano wino z południa Europy, śledzie, skóry, przyprawy, wosk czy sól — nie bez powodu nazywaną wówczas białym złotem. Z czasem pod miastem powstało prawdziwe podziemne osiedle, biegnące nawet kilkanaście metrów pod powierzchnią rynku. Gdy zmieniły się szlaki handlowe i przyszły trudne czasy wojen, podziemia stopniowo traciły swoje znaczenie i popadały w zapomnienie. Aż w końcu same o sobie przypomniały — pękając, osiadając i zagrażając zabytkowej zabudowie centrum miasta. Ratunek przyszedł w drugiej połowie XX wieku dzięki zespołowi naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, pracujących pod kierownictwem prof. Zbigniewa Strzeleckiego. Opracowana przez nich metoda pozwoliła zabezpieczyć i ocalić podziemia przed degradacją. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Bytomia połączyło ponad dwadzieścia komór w imponującą, spójną trasę, którą w 1984 roku udostępniono zwiedzającym.
Jeden z korytarz opatowskich podziemi - fot. Tomasz Banach
Dziś Podziemna Trasa Turystyczna im. prof. Zbigniewa Strzeleckiego liczy około 500 metrów długości, prowadzi przez trzy poziomy i sięga nawet 14,5 metra pod powierzchnię rynku. Zwiedzanie trwa około 45 minut — nam zajęło nieco dłużej, co było zapewne efektem mojej nieuleczalnej dociekliwości i serii pytań, którymi zasypywałem naszą przewodniczkę. W podziemiach panuje stała temperatura od 8 do 12 stopni Celsjusza oraz wyraźnie wilgotny mikroklimat, więc warto zabrać ze sobą cieplejszą bluzę.
Tomasz z przemiłą Panią przewodnik - fot. Anna Banach
Podczas spaceru oglądamy nie tylko same piwnice i korytarze, ale również liczne wystawy poświęcone historii Opatowa i regionu. To opowieść o mieście dumnym, wielokrotnie doświadczanym przez los, ale zawsze podnoszącym się z upadków. Obok XII-wiecznej Kolegiaty św. Marcina, XVI-wiecznej Bramy Warszawskiej czy późnobarokowego zespołu klasztornego oo. Bernardynów, to właśnie Podziemia Opatowskie — pełne legend i niedopowiedzianych historii — przyciągają dziś rzesze turystów spragnionych przygód.
Sklepienia podziemi po renowacji - fot. Tomasz Banach
To swoista podróż w czasie, niemal godzinne zejście w głąb ziemi, które pozwala lepiej zrozumieć nie tylko same piwnice, ale i barwną, często dramatyczną historię Opatowa. Miasta, które będąc swoistym „pępkiem turystycznym” województwa świętokrzyskiego, stanowi znakomitą bazę wypadową do odkrywania uroków regionu w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Okoliczne pejzaże, z grzbietami Gór Świętokrzyskich w tle, potrafią obdarzyć piechurów i rowerzystów prawdziwą dawką spokoju i zachwytu.
Jedna z ekspozycji na podziemnej trasie - fot. Tomasz Banach
Dziś pieczę nad Podziemiami Opatowskimi sprawuje Powiatowe Centrum Kultury w Opatowie. A ja już wiem jedno — to jedno z tych miejsc, do których chce się wracać. I mam nadzieję, że wkrótce znów zawitamy tu z wycieczkami organizowanymi przez TUR-BAN Agencję Turystyki.
Każde porządne podziemia musza kryć w sobie wiele tajemnic i mieć u siebie Białą Damę lub innego rodzaju strażnika podziemi - fot. Tomasz Banach
Dziękuję za poświęcony czas na lekturę tego wpisu i zapraszam do zapoznania się z innymi historiami na blogu — opowiadającymi o mojej turystycznej działalności… i nie tylko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz