wtorek, 27 października 2020

Wsłuchani w "szum" natury - czyli spacer po Rezerwacie nad Tanwią

Rezerwat nad Tanwią - Jesień 2020 - fot. Tomasz Banach

Korzystając z w miarę ładnej jesiennej aury, postanowiliśmy z Anną wyruszyć na szlaki piesze Roztocza. Na pierwszy ogień poszedł bardzo często uczęszczany przez miłośników pieszych wędrówek szlak "Szumów" w Rezerwacie nad Tanwią. Zawsze fascynowało mnie to miejsce. Pierwszy raz odwiedziłem go lata temu, kiedy to zaczynałem swoją przygodę z eksploracją Roztocza. Teraz wracam tam, by wsłuchać się w szum wodospadów tak często jak tylko mogę. Zarówno z moimi turystami jak i indywidualnie. 

Szumi, szumi woda - fot. Tomasz Banach

Zanim przejdę do opisu samego naszego wędrowania warto wspomnieć w kilku słowach o samym rezerwacie. Powstał on w 1958 roku na powierzchni ok. 41 ha. Celem utworzenia, położonego na terenie gminy Susiec rezerwatu, jest ochrona najpiękniejszych i najciekawszych fragmentów rzeki Tanew i Jeleń obejmujących skupisko niewielkich wodospadów. Wśród meandrów Tanwi na odcinku ok 400 metrów możemy wsłuchać się w szum 24 progów skalnych, nazywanych właśnie... szumami. Ich cechą charakterystyczną jest regularne położenie w ukośnie w stosunku do koryta rzeki. Po rezerwacie przeprowadzono dobrze oznakowaną i opisana ścieżkę dydaktyczną, przechodząc którą zobaczymy nie tylko najpiękniejszy przełom Tanwi, ale także bardzo ciekawą szatę roślinną. Tyle informacji o rezerwacie... czas wyruszyć w drogę. 

Obcując z dzika przyrodą - fot. Tomasz Banach

Rezerwat nad Tanwią, to tylko jedna atrakcji jakie tego dnia udało nam się odwiedzić na Roztoczu. Nasze wędrowanie rozpoczęliśmy od parkingu, który o tak wczesnej porze świecił jeszcze całkowitą pustką. W ścisłym sezonie turystycznym to widok bardzo rzadki. Był to znak, że na szlaku nie będzie zbyt tłoczno i spokojnie będziemy mogli wsłuchać się w szum wodospadów. Ruszyliśmy więc ścieżką dydaktyczną "Nad Tanwią" przekraczając rzekę przez urokliwy drewniany mostek. Po drugiej stronie przeszliśmy przez rozległą łąkę, oddalając się nieco od samego nurtu rzeki, by powrócić na jej brzeg po kilku minutach marszu. Tutaj ścieżka się rozdziela umożliwiając wędrówkę zarówno jednym jak i drugim brzegiem Tanwi. My wybraliśmy przejście prawym brzegiem. W tym celu przeszliśmy mostkiem na drugą stronę, udając się wraz z nurtem wąską ścieżką tuż przy ogrodzeniu prywatnej posesji. Tuż za nią znaleźliśmy się na kolejnym rozstaju szlaków. W tym właśnie miejscu postanowiliśmy oddalić się nieco od rzeki i przejść pod najwyższy wodospad na rezerwacie znajdujący się na potoku Jeleń. O tym przejściu przeczytacie już niebawem na moim blogu, gdyż jest to również bardzo atrakcyjne miejsce, które chciałbym Wam polecić... Ale na to trzeba będzie chwileczkę poczekać... Cierpliwości! 

Pozostałości tamy na Tanwi - fot. Tomasz Banach

Na szlak Szumów na Tanwi wróciliśmy po dość długim spacerze żółtym, a następnie niebieskim szlakiem wzdłuż Jelenia i Tanwi, by zatrzymać się w okolicach dawnej tamy przy nieistniejącej stanicy harcerskiej im. Józefa Piłsudskiego zwanej od nazwiska inicjatora jej budowy, Brunona Olbrychta - "Olbrychtówką". Stanica powstawała od 1936 roku w okolicy rezerwatu i miejsca w którym w 1901 roku granicę między Królestwem Polskim, a Galicją przekroczył Józef Piłsudski. Grunt pod budowę harcerskiej ostoi, jak i drewno na jej budowę ofiarował XV Ordynat Maurycy Zamoyski. Dla wygody i komfortu odwiedzających stanicę na rzece wybudowano również tamę, dzięki czemu powstał niewielki zalew, w którym wypoczywający tutaj harcerze mogli zażywać kąpieli. Drewniany budynek został jednak spalony przez żołnierzy niemieckich we wrześniu 1939 roku. Przy tamie znajduje się również krzyż upamiętniający poległego 17 września 1939 roku Władysława Skrobana - administratora stanicy.

Czas na przekąskę w podróży - fot. Tomasz Banach

To właśnie na pozostałościach dawnej tamy postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek i posilić się małym "co nie co". Często wybieram to miejsce na chwilę wytchnienia maszerując tym szlakiem z moimi turystami. Jedzonko nigdzie tak dobrze nie smakuje jak na świeżym roztoczańskim powietrzu. A i pora na przekąskę była już odpowiednia. Posiłek i kubek ciepłej kawy czy herbaty dał nam siłę do dalszego wędrowania. Wyruszyliśmy więc w dalszą drogę Szlakiem Szumów na Tanwi.

Ania przy "Źródełku Miłości" - fot. Tomasz Banach

Tym razem wędrowaliśmy w górę rzeki. Po drodze minęliśmy kolejny drewniany mostek, którym można przekroczyć rzekę. Ja najczęściej wybieram tę stronę rzeki wracając w kierunku parkingu, gdyż idąc pod prąd wszystkie progi skalne mamy przed sobą, co ułatwia zarówno ich podziwianie jak i fotografowanie. Zatrzymaliśmy się ponownie na zielonej polanie, skąd schodząc w kierunku koryta rzeki, można zaczerpnąć wody z ocembrowanego "Źródełka Miłości". Jak czytamy na ustawionej nieopodal źródełka tablicy informacyjnej, wiążą się z tym miejscem popularne roztoczańskie legendy: "Jeżeli chłopak z dziewczyną w słoneczny poranek lub księżycową wiosenną noc, napiją się wody ze źródełka, to zakochają się w sobie wzajemnie, a ich miłość będzie trwała do końca życia". Inna legenda mówi, że "Wypicie wody z tego źródełka gwarantuje spełnienie marzeń". Na pewno warto spróbować! Z polany, wchodząc po drewnianych schodach, można również zboczyć na chwilę ze szlaku, by odwiedzić równie legendarny jak źródełko sklepik "U Gargamela" . Tutaj w sezonie turystycznym można chwilę odpocząć, posilić się ciepłym posiłkiem popijanym zimnym piwkiem (najlepiej z lokalnego Browaru Zwierzyniec), lub schłodzić się nieco włoskimi lodami. Tutaj także można zakupić roztoczańskie pamiątki.

Ścieżka "Nad Tanwią" - fot. Tomasz Banach

Ruszamy dalej w górę rzeki mając przed sobą skośnie przecinające koryto rzeki progi skalne, które od wieków szumiały i szumią nadal miejscowym mieszkańcom. Powstały one w wyniku ruchów tektonicznych w trakcie fałdowania Karpat. Tędy przebiega (i jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie jest to wyraźnie widoczne) granica geologiczna dzieląca Europę Zachodnią – fałdową od Europy Wschodniej – płytowe. My wsłuchujemy się w szum wodospadów i mimo tego, że właśnie zaczęła siąpić niewielka mżawka, upajamy się pięknymi widokami, podążając wąskimi ścieżkami i kładkami biegnącymi przy samym nurcie Tanwi. Zbocza lessowej doliny rzeki opadają w tym miejscu dosyć stromo i kiedy szlak jest rozmoknięty trzeba uważać na to by nie zaliczyć wpadki do wody. Można by w ten sposób podzielić losy legendarnej Tanewy, córki Gołdapa - dzielnego kasztelana grodu założonego w widłach Tanwi i Jelenia, która to chcąc uniknąć niewoli tatarskiej rzuciła się w toń rzeki, która od jej imienia od tego czasu Tanwią zwano. O Tanewie i etymologii nazwy rzeki krążą do dzisiaj jeszcze inne podania, o których możecie posłuchać wybierając się ze mną na wycieczkę w te urokliwe strony. Zapraszam Serdecznie!

Ostanie progi skalne na naszej trasie - fot. Tomasz Banach

Szkoda, że nie da się we wpisie oddać zapachów lasu pomieszanego z otaczającą nas odświeżającą wilgotnością unoszącą się w powietrzu. Jest to prawdziwy raj, który możemy poczuć wszystkimi zmysłami. Upojeni przyrodą docieramy do mostku przez, który przechodziliśmy idąc wcześniej w dół rzeki. teraz pozostajemy nadal po tej samej stronie, by po raz kolejny przejść rozległą łąką i na chwilę oddalić się od nurtu rzeki. Kolejny mostek również pozostawiamy po swojej lewej stronie, by przejść ostatnim odcinkiem w kierunku drogowego mostu na Tanwi. Jest to według mnie jeden z najwspanialszych odcinków tego szlaku. oddalone od siebie o kilkadziesiąt metrów wodospady, sprawiają, że widok zapiera dech w piersiach. W ten właśnie sposób dochodzimy do wspomnianego wyżej mostu. Po dwu jego stronach ustawiono repliki budek granicznych i szlabanów, by upamiętnić fakt, że Tanew na tym odcinku, po Kongresie Wiedeńskim z 1815 roku była rzeką graniczną pomiędzy zaborem rosyjskim (Królestwem Polskim), a zaborem austriackim (Galicją). Gdybyśmy wybrali się na wędrówkę tym szlakiem nieco ponad sto lat temu byłaby to wycieczka... zagraniczna.

Wiata przy parkingu - jesień 2018 - fot. Tomasz Banach

Przechodzimy na drugą stronę mostu, by znaleźć się ponownie na parkingu, z którego rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Przy parkingu znajduje się wiata, pod którą można odpocząć po trudach podróży. Dla tych, którzy nie zdążyli nabyć pamiątek (w sezonie turystycznym) można się w nie zaopatrzyć w usytułowanym tutaj sklepiku. Pokrzepić się można również pysznymi goframi serwowanymi w tym właśnie miejscu. Tutaj kończymy nasz spacer przez Rezerwat "Nad Tanwią". Polecam szczególnie to miejsce docenione przez czytelników w plebiscycie „Rzeczypospolitej”, którzy zaliczyli je w 2008 r. do „7 Cudów Polskiej Natury”, a w 2016 r. w konkursie miesięcznika National Geographic Traveler na „7 Nowych Cudów Polski” otrzymało tytuł laureata. Na pewno jeszcze nie raz... ani nawet nie dwa będziemy wracać by wsłuchać się w szum Tanwi do czego i Was zachęcam. teraz czas wyruszyć dalej. A gdzie? O tym przeczytacie na pewno w kolejnych wpisach na moim blogu. Zapraszam do lektury!


wtorek, 20 października 2020

„Pięknie i słodko umrzeć za ojczyznę” - w rocznicę śmierci Hetmana i Kanclerza Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego

W kolegiacie w Żółkwi
Cytat w tytule dzisiejszego artykułu gościły często na ustach Wielkiego Bohatera Narodowego, jakim był i jest niewątpliwie Stanisław Żółkiewski - Hetman Wielki Koronny, Kanclerz Wielki Koronny, pogromca Moskwy, zdobywca Kremla.
Wraz z pracownikami Biura Turystycznego Quand, członkami Fundacji Banici Zamojscy oraz zaproszonymi gośćmi, 6 października - przeddzień rocznicy bohaterskiej śmierci Stanisława Żółkiewskiego -  miałem wielki zaszczyt i niewątpliwą przyjemność pokłonić się nad Jego grobem w kolegiacie pw. św. Wawrzyńca w Żółkwi w której spoczęły jego szczątki po bohaterskiej śmierci w bitwie pod Cecorą.
Jak czytamy w opracowaniu dotyczącym osoby Hetmana: "Ród Żółkiewski wywodził się z Rusi, ale szybko się spolonizował. Ojciec Stanisława był wojewodą ruskim. On sam przyszedł na świat w 1547 roku w Turynce. Wpływy ojca wprowadziły go w krąg Jana Zamoyskiego co pomogło mu zostać sekretarzem króla Stefana Batorego. ten protektorat skutecznie przyspieszył karierę ambitnego szlachcica. na ten okres przypada też rysa na nieskazitelnym niemal wizerunku bohatera - współcześni ganili go za współudział w straceni Samuela Zborowskiego. Staranne wykształcenie, doświadczenie kancelaryjne i znajomość kilku języków czyniły z Żółkiewskiego idealnego pretendenta do służby dyplomatycznej. Żółkiewski podążył jednak inną drogą... Wybrał wojaczkę na chwałę swoją i Przeświętej Rzeczpospolitej. 
Przy sarkofagu Stanisława Żółkiewskiego
Walczył przeciwko zbuntowanym gdańszczanom, przeciwko cesarzowi Maksymilianowi , w Inflantach, przeciwko pułkom moskiewskim, watahom tatarskim, wojskom tureckim. W 1596 roku stłumił kozacko - chłopskie powstanie Semena Nalewajki. W 1609 stanął na czele wyprawy na Moskwę. To w czasie tej kampanii miał miejsce najbardziej spektakularny sukces Żółkiewskiego - niewiele ponad trzy tysiące kierowanych przez niego żołnierzy rozbiło pod Kłuszynem dziesięciokrotnie liczniejsze wojska moskiewskie. Zwycięstwo otworzyło hetmanowi drogę do Moskwy, którą zajął jako pierwszy Europejczyk w historii. Dzięki pertraktacjom Żółkiewskiego bojarzy obrali carem polskiego królewicza Władysława IV. Był to ogromny sukces wojskowy jak i dyplomatyczny Rzeczypospolitej - jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy. 
Chwila skupienia w żółkiewskiej krypcie
Żółkiewski całe życie igrał ze śmiercią. Ta dopadła go 7 października 1620 roku na cecorskiej ziemi. Hetman zginął tak żył - na polu bitwy. Wiedział dokładnie, że w roku 1621 rzuci się na Rzeczpospolitą sam sułtan turecki, a tymczasem granica nie jest dostatecznie osłonięta. Żołkiewski postanowił wyprzedzić działania tureckie. Wyprawa jednak nie była dostatecznie przygotowana od strony militarnej. Hetman zginął w czasie odwrotu wojsk polskich. jego głowę zatknięto na pikę i zawieziono sułtanowi. Dopiero dwa lata później udało się wdowie po Żółkiewskim wykupić szczątki męża, które spoczęły w żółkiewskiej kolegiacie. Na grobie Żółkiewskiego umieszczona została inskrypcja zaczerpnięta z "Eneidy" - "Powstanie kiedyś z kości naszych mściciel". Napis okazał się proroczy. hetmana pomścił jego prawnuk król Jan III Sobieski podczas słynnej Viktorii Wiedeńskiej.  
Magistrat w Żółkwi
Jeszcze raz dziękuję p. Andrzejowi Kudlickiemu z Biura Turystycznego Quand za możliwość uczestnictwa w tej jakże doniosłej chwili, którą ciekawą oracją uświetnił Ryszard Jan Czarnowski, przewodnik, grafik znawca kresów, autor licznych publikacji w tym przewodników, po dawnych kresach Rzeczpospolitej. Podczas pobytu, był również czas na krótkie "epidemiczne" zwiedzanie Żółkwi i na spotkanie integracyjne, podczas którego mogliśmy podyskutować i zgłębić swoją wiedzę na temat Stanisława Żółkiewskiego jak i pięknej Ziemi Żółkiewskiej w obwodzie Lwowskim. Ta wizyta na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci... Byliśmy w grupie nielicznych, którzy w rocznicę śmierci Hetmana i Kanclerza Wielkiego Koronnego nawiedzili miejsce jego wiecznego spoczynku. Oficjalne uroczystości związane z rocznicą śmierci Żółkiewskiego odbyły się w sobotę 10 października br. Z całego serca polecam wszystkim odwiedzenie Żółkwi  nie tylko w Roku Stanisława Żółkiewskiego - Naprawdę Warto!
  

piątek, 15 maja 2020

Z cyklu "Ciekawe miejsca" - Wieża widokowa w Kornelówce.


Wieża widokowa w Kornelówce - fot. Tomasz Banach

Z oddali wygląda jak pozostałość średniowiecznej warowni, rozbudzając w nas wyobraźnię o uwięzionej na szczycie wieży księżniczce i o dzielnym rycerzu zmierzającym na białym rumaku, by wybawić nieszczęśliwą niewiastę z niewoli. Dopiero kiedy podjedziemy bliżej okazuje się, że to obiekt całkowicie współczesny i na pewno nie służący jako ciężkie więzienie. Chociaż ze względu ma swoje położenie, można by go uznać za bajkową samotnię. Mowa tutaj oczywiście o wieży widokowej w Kornelówce koło Zamościa, którą odwiedziłem podczas niedzielnej wycieczki rowerowej. Pogoda jak widać na zdjęciach była cudna, więc trzeba było się nieco poruszać.

Widok na pola z okna wieży widokowej - fot. Tomasz Banach

Według Słownika geograficznego Królestwa Polskiego z roku 1883 Kornelówka stanowiła folwark w powiecie zamojskim, gminie Zamość, parafii Sitaniec. Folwark ten oddalony o 11 wiorst od Zamościa, położony między lasami, stanowił około roku 1883 własność Kornelego Malczewskiego, gleba w nim była urodzajna, pszenna. Wieża widokowa w Kornelówce położona jest na wzgórzu (272 m n.p.m) na północ od centrum miejscowości. Jej wysokość to 8,15 m. Taras widokowy na wybudowanej w 2014 roku wieży znajduje się na wysokości 6,45 m od podstawy budowli. 

Widok z tarasu widokowego w kierunku Zamościa

Rozciąga się z niej widok na okolicę, między innymi Padół Zamojski z Zamościem oraz Skierbieszowski Park Krajobrazowy. Roztaczający się stąd pejzaż zapiera dech w piersiach. Warto umieścić to miejsce na trasie swojej wycieczki, by rozkoszować się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Będąc w Kornelówce warto również odwiedzić niedalekie Muzeum Etno - Art w Rozdołach (o Muzeum pisałem w oddzielnym wpisie) jak i malownicze tereny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego.

czwartek, 14 maja 2020

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Zapraszamy do Muzeum "Etno - Art" w Rozdołach.


Muzeum Etno - Art zaprasza turystów - fot. Tomasz Banach

Podczas niedzielnej wycieczki rowerowej po okolicach Zamościa postanowiłem odwiedzić miejsce wyjątkowe, miejsce które ma swój niebywały klimat, charakter, głębie i duszę. A to wszystko dzięki pasji, zapałowi, niesamowitej energii, a przede wszystkim wielkiemu talentowi twórczyni tej "oazy spokoju" czyli Eli Dudek. Dzisiaj zabiorę Was do Muzeum Etno - Art w Rozdołach w gminie Sitno. Niedaleko, bo ok. 16 km od Zamościa, w bliskości lasu i przyrody, na granicy otuliny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego, znajduje się "Królestwo Eli".

W malinowym chruśniaku... - fot. Tomasz Banach

Rozdoły to wieś położona w północno-wschodniej części gminy Sitno, w okolicach źródełek rzeki Marianki, dopływu rzeki Wolicy. Północna część wsi położona jest na terenie Działów Grabowieckich, jednostki fizjograficznej charakteryzującej się bardzo urozmaiconym, pagórkowatym krajobrazem. Ta część Rozdołów leży na terenie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa wsi jest nazwą topograficzną, związaną z ukształtowaniem terenu oznaczając „ miejsce położone w dolinach (dołach) między pagórkami" i powstała stosunkowo późno, na początku XX wieku.

Wnętrze Muzeum Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Muzeum Etno - Art składa się z dwu integralnych części. Pierwsza, zlokalizowana w domu rodzinnym Eli, to ekspozycja dotycząca je wielkiej pasji jaką jest sztuka ludowa i rękodzieło. Znajdziemy tutaj zarówno wzory haftów zamojskich, koronek, elementy strojów regionalnych jak i liczne dyplomy potwierdzające zdolności autorki, ale także materiały dokumentujące dzieje Rozdół, jak i równie ciekawe dzieje rodziny Eli. Jej przodkowie pochodzą z Niemiec i przybyli na te tereny sprowadzeni przez Andrzeja Zamoyskiego X właściciela Ordynacji Zamojskiej podczas tzw. osadnictwa józefińskiego. Mieli oni tutaj dawać dobry przykład w prowadzeniu gospodarstw miejscowym gospodarzom. Tą niemiecką gospodarność można w zagrodzie Eli zobaczyć na każdym kroku, chociaż jak sama mówi o sobie czuje się całkowicie "zasymilowana" i przez to za cel w swoim muzeum postawiła sobie krzewienie miejscowej kultury i tradycji.

Elementy stroju zamojskiego z charakterystycznym haftem krzyżykowym - fot. Tomasz Banach

Właścicielka Etno - Art to także znana w regionie (i nie tylko) twórczyni ludowa (z papierami) specjalizująca się głównie w wyrobach koronkarskich, dzierganiu biżuterii z lnu, bawełny, robi bukiety z suchych, a ostatnio również żywych kwiatów.  W muzeum na każdym niemal kroku możemy spotkać anioły... Tak anioły, które Ela maluje akrylami na starym specjalnie do tego celu przygotowanym drewnie. Każdy może tutaj znaleźć swojego anioła... na przykład zamawiając go u Eli. Może kiedyś uda mi się namówić Elę, by i dla mnie takiego Anioła Stróża wykonała... Aniołów Stróżów nigdy dosyć... Dzięki temu, że właścicielka muzeum posiada tyle talentów, to po za zwiedzaniem muzeum można również osobiście spróbować swych sił w rękodzielnictwie, biorąc udział w warsztatach prowadzonych w Etno - Art. Po trudach zwiedzania i warsztatach jest możliwość organizacji ogniska w malowniczo położonej zagrodzie w Rozdołach.

Wnętrze mini skansenu w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Druga część muzeum Etno - Art w Rozdołach, to mini skansen stworzony przez właścicielkę w dawnej stodole. to tutaj możemy obejrzeć eksponaty związane z codziennym życiem i pracą na zamojskiej wsi. Znajdziemy tutaj zarówno "maszyny" rolnicze, jak i sprzęty codziennego użytku. Sam pochodzę ze wsi i zawsze z sentymentem wspominam pracę na wsi przy użyciu "akcesoriów", które już dzisiaj można często obejrzeć jedynie w skansenach lub walające się w zakątkach wiejskich gospodarstw. W Etno - Art wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest skomponowane w bardzo ciekawy sposób.

Sprzęty gospodarskie w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Warto wybrać się do muzeum również ze swoimi pociechami, by pokazać im to całe bogactwo jakie zostało zgromadzone w Etno - Art. Zawsze jak mam przyjemność oprowadzać "małoletnich" ale również starszych turystów po skansenach bawimy się w pewną zabawę. Jest to quiz z wiedzy o tym co jak się nazywa i do czego służyło. Często, kiedy przyjeżdżają turyści z innych części naszego kraju, okazuje się, że na pozór te same sprzęty mają całkiem inne nazwy lokalne, a często i wykorzystywane były w różny, często zaskakujący sposób. Muzeum w Rozdołach to idealne miejsce do spędzenia czasu w rodzinnym gronie i równie rodzinnej atmosferze stworzonej przez właścicielkę obiektu. Jak zwiedzić Etno - Art, czy wziąć udział w warsztatach? Najprościej zadzwonić i się umówić na konkretny termin i godzinę. Szczegółowe informację znajdziecie na plakacie zamieszczonym poniżej, jak i na facebookowym profilu Muzeum. Z całego serca polecam odwiedziny w tym magicznym miejscu.

Na koniec pragnę Serdecznie podziękować Eli za bardzo miłe przyjecie w Muzeum Etno - Art w Rozdołach, oraz za oprowadzenie po ekspozycji. o pysznej kawie, wypitej w w ogrodzie i maślanych bułeczkach nawet nie wspomnę... Dziękuję Elu... i trzymaj tak dalej. To co robisz jest wspaniałe!!!


  
 


środa, 13 maja 2020

Rzepakowe pola okolic Zamościa


Rzepaki widziane z Białej Góry - fot. Tomasz Banach

Ostatnio, korzystając z większej ilości wolnego czasu, oddałem się turystyce rowerowej. Jak na razie po najbliższej okolicy. Ale gdzie jechać dalej jak ma się "za miedzą" urzekające swym pięknem tereny pogranicza Roztocza Środkowego. W minioną sobotę również odbyłem taką wycieczkę, której celem było miejsce bitwy pod Wojdą. O celu mojej podróży, jak i o miejscach, które odwiedziłem po drodze na pewno napiszę na moim blogu w najbliższym czasie. Dzisiaj jednak chciałbym się skupić na pięknie przyrody, a w szczególności przyrody powołanej na niwie stworzonej przez Boga i procesy geologiczne ręką człowieka. Na warsztat więc idą... kwitnące pola rzepaku.

Biała Droga w okolicach Białej Góry - fot. Tomasz Banach

Sezon na rzepakowe pola w pełni, więc postanowiłem wykorzystać ten moment i zrobić kilka zdjęć niepowtarzalnego klimatu, jaki tworzy się podczas kwitnienia tych żółtych kobierców. Nie każdy wie, że rzepak to odmiana... kapusty. Tak nie pomyliłem się. Rzepak (Brassica napus L. var. napus) – odmiana kapusty występuje tylko w uprawie. Dość często dziczeje z upraw, ale jest tylko efemerofitem. Prawdopodobnie jest mieszańcem kapusty warzywnej (Brassica oleracea) i kapusty właściwej (Brassica rapa)[3]. Jest uprawiany głównie w krajach Eurazji.

Rzepakowe pola z widokiem na Roztocze - fot. Tomasz Banach

Polsce nasiona roślin oleistych znajdowano już w wykopaliskach pochodzących z X wieku. W czasach pańszczyźnianych w Wielkopolsce olej rzepakowy wykorzystywano jako okrasę do twarogu, głównie w okresach postnych.  Olej rzepakowy wykorzystywano jako paliwo do lamp, a później również do produkcji mydła. Dzisiaj rzepak ma bardzo szerokie zastosowanie miedzy innymi jako roślina oleista, pastewna, czy miododajna. Obszar Lubelszczyzny, to zagłębie rzepakowe. Uprawa ta jest bardzo popularna również za sprawą bliskości zakładów przetwórczych, w tym Zakładów Tłuszczowych w  niedalekim Bodaczowie.

Rzepakowe pola i stawy rybne w Topornicy - fot. Tomasz Banach

Kiedy podczas swojej wędrówki rowerowej wspiąłem się na szczyt, zlokalizowanej pod Zamościem Białej Góry (270 m.n.p.m), moim oczom ukazał się ten piękny widok. Żółć kwiatów rzepaku pięknie kontrastuje z zielenią pozostałych zbóż. Dlaczego akurat w naszym regionie są one najpiękniejsze? Wystarczy tylko zerknąć. Wąskie, a długie łany rzepaku rozłożone na opadających łagodnie stokach Roztoczańskich wzniesień "malują" niepowtarzalne pejzaże wypełniające przestrzeń, aż po horyzont. 

Rzepakowe pola - w dole wieś Lipsko - fot. Tomasz Banach

Warto wybrać się teraz na Roztocze, pieszo lub rowerem, by zachwycić się tymi pięknymi widokami i wciągnąć w nozdrza zapach kwitnących pól. Zamość i Roztocze czekają na turystów, ale także na osoby tutaj mieszkające. Wyjdźcie z domu... Niekoniecznie daleko... często w najbliższą okolicę. Zabierzcie ze sobą rodzinę i cieszcie się urokami Polskiej Wiosny. Następnym razem taka okazja może przydarzyć się dopiero za rok. Zapraszam na wspólne wędrowanie piesze i kameralne wycieczki rowerowe. Wystarczy zadzwonić pod nr 693 879 958 i umówić się na zwiedzanie z przewodnikiem. Koszty niewielkie, a wrażenia nie zapomniane. Pozdrawiam Was i trzymajcie się zdrowo i ciepło.

wtorek, 12 maja 2020

VI Turystyczna Majówka w Zamościu - tym razem (na razie) wirtualnie.


Ratusz w Zamościu
Zamojski Ratusz (2020) - fot. Tomasz Banach
W tym roku (9 maja) mieliśmy się osobiście spotkać na zwiedzaniu w ramach VI Turystycznej Majówki w Zamościu organizowanej przez nasze Stowarzyszenie Turystyka z Pasją. Niestety sytuacja związana z epidemią zmusiła nas do przyjęcia innej formy majówkowego spędzania czasu. Wychodząc na przeciw Naszym Kochanym Turystom, którzy tak licznie w poprzednich edycjach brali udział w Majówce, postanowiliśmy (na razie przynajmniej) przenieść zwiedzanie do internetu. W ten sposób powstał cykl amatorskich filmików, które prezentowaliśmy na naszym kanale you tube od 1 do 9 maja, gdzie mogliście nie tylko zobaczyć ciekawe miejsca związane z "Miastem Idealnym", ale także posłuchać ciekawych historii związanych z Zamościem prezentowanych przez przewodników - członków naszego Stowarzyszenia: Dominikę Lipską, Jacka Bełza, Grzegorza Łapińskiego, Rafała Maśnego oraz mojej skromnej osoby. Teraz postanowiłem zebrać je w jedną całość i zaprezentować je Wam w pigułce na moim blogu. Zapraszam do oglądania!

W premierowym filmiku Dominika zapowiada VI Turystyczną Majówkę online i zapowiada osobiste spotkanie z turystami po ustaniu epidemii.


W drugim filmiku Grzegorz opowiada nam o tajnikach szlacheckiego stroju z przełomu XVI i XVII wieku oraz zdradza nam gdzie produkowano najdłuższe szlacheckie pasy.


Trzeci filmik to zaproszenie na Wystawę Strojów Historycznych "Koronki, tiurniury, aksamity..." prowadzonej przez nasze Stowarzyszenie. Dominika opowiada o eksponatach jakie można na niej zobaczyć podczas zwiedzania.


W czwartym filmiku wystąpiłem ja... i to z miejsca na co dzień niedostępnego dla turystów, czyli z Tarasu Widokowego Zamojskiego Ratusza. Ta atrakcja, dzięki władzom naszego miasta jest zawsze nie lada gratką wśród uczestników naszej Turystycznej Majówki w Zamościu.


Piąty filmik nagrał dla Was Jacek by przybliżyć historię miejsca nieco zapomnianego w Zamościu, ale bardzo atrakcyjnego. Co to za miejsce? Przekonajcie się sami.


Główna rola w szóstym filmiku należała znowu do mnie... A raczej do Trasy Turystycznej w Bastionie VII. W mundurze 2 Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego opowiadam Wam historię związaną z jednym z oblężeń Twierdzy Zamojskiej.


Siódmy film to dzieło naszej prezes Dominiki. Zamość to nie tylko zabytki, ale i ludzie związani z tym miastem i regionem. W kolejną rocznicę śmierci przypomniała nam w swojej produkcji postać zapomnianego Twórcy Niepodległości Maurycego Zamojskiego. 


Ósmy filmik to dzieło Naszego Grzegorza. Opowiada on o umocnieniach Zamojskiej Twierdzy, której jest jedyny zachowany w tak dobrym stanie kojec... W kojcu można zobaczyć największą makietę Miasta Idealnego.


Ostatni, dziewiąty film to profesjonalna produkcja naszego nadwornego Kozaka Rafała. W jakże pomysłowy i zabawny sposób przedstawia on nam jedną z zamojskich legend. Którą..? Obejrzyjcie i zobaczcie sami.


Mamy nadzieję, że zaprezentowane filmy zachęciły do przyjazdu do Zamościa Was do uczestnictwa w Turystycznej Majówce. Jak tylko sytuacja epidemiczna na to pozwoli, to zorganizujemy dla Was kolejną już VI edycję naszego wydarzenia. Teraz w oczekiwaniu na ten moment przygotowujemy się do rozpoczęcia sezonu turystycznego w nieco ograniczonej formie. Jakiej? Szczegóły podamy już niebawem. A tym czasem trzymajcie się cieplutko i do zobaczenia.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Z cyklu "Ciekawe miejsca" - Rezerwat Hubale

Suseł Perełkowany - fot. Krzysztof Kurzępa (zdjęcie za zgodą autora)
Kolejny dzień pięknej wiosennej pogody. Rankiem jeszcze troszkę marcowego chłodu, ale tuż po południu mogłem wyruszyć na kolejny dzień rowerowej wędrówki po Trasie Rowerowej Gminy Zamość. Tym razem, wybrałem krótką przejażdżkę do Rezerwatu Hubale.
Wyruszyłem z Rynku Wielkiego w kierunku miejscowości Płoskie. Tam nieopodal stacji paliw skręciłem w lewo by następnie mijając po prawej tereny Aeroklubu Zamojskiego z lotniskiem skręcić prawo i przejechać przez miejscowość Mokre. Samo lotnisko, tego dnia nieco opustoszałe. Kilka płatowców i szybowców :wygrzewało" się w wiosennym słońcu. Dalej przez miejscowość, po płaskim terenie Padołu Zamojskiego przejechałem jeszcze kilkaset metrów. By po lewej stronie drogi ujrzeć piękną przydrożną kaplicę.
Kaplica św. Antoniego w Mokrem - fot. Tomasz banach
Jak czytamy na tablicy informacyjnej ustawionej w obrębie kapliczki: "Neogotycka kaplica pod wezwaniem św. Antoniego została wybudowana w 1905 roku z fundacji Marii i Jana Lipczyńskich - dzierżawców folwarku wchodzącego w skład Ordynacji Zamojskiej. Grunt pod kapliczkę podarował mieszkaniec Mokrego Marcin Łyś, syn Kazimierza, z żoną Anielą.
Kaplicę wzniesiono na planie prostokąta. Ceglane, oskarpowane elewacje udekorowano fryzem arkadowym. Dwuspadowy dach zwieńczono schodkowymi szczytami. W jednej z wieżyczek znajduje się dzwon, którego głos zwoływał mieszkańców na nabożeństwa majowe. W niszy w szczycie kaplicy widnieje figura św. Antoniego trzymającego na lewym ręku Dziecię Jezus, w prawym kwiat lilii - symbol czystości. Wewnątrz, w centralnej części kaplicy, znajduje się obraz św. Antoniego z Dzieciątkiem Jezus oraz figurka i obrazy religijne ofiarowane przez mieszkańców. 
W niszy kaplicy widoczna figura św. Antoniego - fot. Tomasz Banach
Takie przedstawienie Świętego nawiązuje do opowieści przypisywanej hrabiemu Tiso, właścicielowi dóbr Camposampiero. Według tej opowieści hrabia, przyjaciel św. Antoniego, zaprosił go na odpoczynek do swoich włości, po tym jak Święty w ciągu Wielkiego Postu przez 40 kolejnych dni głosił w Padwie kazania. Gospodarz często odwiedzał swojego gościa. Pewnego razu, zaglądając do pokoju przyjaciela, ujrzał jak niezwykłej piękności Dziecię uśmiecha się i przytula do Świętego. Było to Dzieciątko Jezus. Hrabia szybko usunął się, ale Święty zorientował się, że Tiso widział Dzieciątko, poprosił by nikomu nie mówił co zobaczył. Hrabia dopiero kilka lat po śmierci św. Antoniego, czując się już zwolnionym z przyrzeczenia, opowiedział o tym zdarzeniu. Święty wypraszał ludziom liczne łaski i cuda za życia na ziemi, a jeszcze więcej po swej śmierci. Jest patronem sierot, więźniów, rozbitków, bezpłodnych kobiet, poborowych, ceramików, posłańców. Patronuje wszystkiemu co warto odnaleźć. Jest wzywany przez wiernych, by odnaleźć zagubione lub ukradzione rzeczy, a także w przypadku bezpłodności w małżeństwie.
Widok na Rezerwat Hubale od strony lasu - fot. Tomasz Banach
Na wyposażeniu kaplicy jest krucyfiks ofiarowany przez Stefanię Lipczyńską w 1906 roku. Po południowej stronie kaplicy znajdziemy figurę z piaskowca z wyrytą inskrypcją "Boże błogosław nas 1936 r.". Została ona uszkodzona przez niemieckiego okupanta podczas II wojny światowej. Kaplicę otacza kamienny mur z żelaznymi, dekoracyjnymi elementami, wykonanymi przez mieszkańców w latach 90-tych XX wieku. W 2018 roku został ukończony remont kaplicy przeprowadzony w ramach funduszu sołeckiego sołectwa Mokre". 
Po obejrzeniu i "obfotografowaniu" kapliczki siadłem z powrotem na rower i pojechałem w kierunku Rezerwatu Hubale. Tu przyszedł czas na kolejną przerwę w podróży. Ten rezerwat zawsze szczególnie mnie pociągał.  Oddalony o kilka kilometrów od Zamościa, urzeka swoim położeniem na skraju iglastego lasu. Warto wybrać się tam rowerem jak ja, czy zielonym szlakiem pieszym, na krótką kilkugodzinną wędrówkę z centrum Zamościa.
Wczesnośredniowieczne kurhany na Rezerwacie Hubale
- fot. Tomasz Banach
Na ustawionej na granicy rezerwatu tablicy informacyjnej czytamy: "Rezerwat Hubale o powierzchni 35 h, powstał w 1982 roku na gruntach wsi Mokre dla ochrony susła perełkowanego - małego gryzonia z rodziny wiewiórkowatych, wpisanego do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Suseł jest reliktem fauny stepowej występującym w Europie jedynie na południowym wschodzie Wyżyny Lubelskiej. Jego charakterystyczną cechą są białe plamki na futerku. osiąga długość ciała od 18 do 23 cm, a masę od 170 do 360 g. Susły prowadzą naziemny tryb życia. Ich domeną są nory, na których dnie, na głębokości nawet 1 m, znajduje się korona gniazdowa, pełniąca funkcję schronienia przed drapieżnikami i miejsca opieki nad młodymi. Samica susła raz w roku rodzi młode, które przez pierwszy miesiąc życia pozostają w gnieździe pod opieką matki. Potem coraz częściej wychodzą z nory. Kiedy nauczą się samodzielnie zdobywać pożywienie (nasiona i rośliny zielne) matka przestaje się nimi opiekować. Temperatura reguluje procesy życiowe susła. Pod koniec września, najpóźniej na początku października zapada w trwający około 6 miesięcy sen zimowy.
Przerwa na posiłek na łonie natury - fot. Tomasz Banach
Na terenie rezerwatu znajduje się też wczesnośredniowieczne cmentarzysko słowiańskie składające się z 46 kurhanów z VII - IX wieku".
Susła dzisiaj nie udało mi się sfotografować. To bardzo płochliwe zwierzątka, a moje możliwości sprzętowe są znacznie ograniczone. Ale sama świadomość, że gdzieś tam są napawa nadzieją, że następnym razem je spotkam. Po nacieszeniu oka i uspokojeniu skołatanej duszy, przyszedł czas na coś dla ciała. Zjadłem, więc suchy prowiant zabrany ze sobą do lasu. Nawet najzwyklejsza kanapka na łonie natury smakuje wyjątkowo. Tego mnie po zimowym siedzeniu w domu trzeba było. Mam nadzieje, że już niedługo wyruszę w te wszystkie piękne miejsca, by pokazać je swoim turystom. Bardzo za Wami tęsknię Kochani! jednak cały czas pod znakiem zapytani stoi tegoroczny sezon turystyczny i niestety nie mamy na to większego wpływu. Pozostaje jedynie wiara i nadzieją, że niebawem będzie normalnie. Po posiłku wyruszyłem tą samą drogą do Zamościa. Dzień powoli zbliżał się do końca. W zachodzącym słońcu przemierzyłem ostatnie kilometry swojej trasy.