środa, 4 listopada 2020

W poszukiwaniu "Jelenia" - czyli wędrówka do największego wodospadu na Roztoczu

Nad wodospadem - fot. Anna Siedlikiewicz

Dzisiaj zabiorę Was do największego roztoczańskiego wodospadu na rzece Jeleń. Nie jest to może Niagara, ale ma swój niepowtarzalny urok przez co szlak, którym dzisiaj powędrujemy jest bardzo często wybierany przez turystów lubiących piesze, leśne wędrówki. Trasa, którą spacerowaliśmy z Anią, pewnej październikowej niedzieli, jest ściśle związana z moim opisem wędrowania przez Rezerwat "Nad Tanwią", który znajdziecie TUTAJ

Na żółtym szlaku - fot. Tomasz Banach

By zobaczyć jednocześnie "Szumy na Tanwi", jak i wodospad na potoku Jeleń, wyruszyliśmy z parkingu w Rebizantach i ścieżką dydaktyczną "Nad Tanwią" dotarliśmy do miejsca, gdzie łączy się ona z żółtym szlakiem prowadzącym do Suśca. W tym właśnie miejscu skręciliśmy w prawo i trzymając się żółtych znaków powędrowaliśmy leśnym duktem w kierunku wodospadu. To bardzo przyjemny spacer wśród pachnącego igliwiem drzew i tą właśnie wonią i pięknymi widokami upajaliśmy się w drodze. Na szlaku było praktycznie pusto o tej porze roku. Spotykaliśmy jedynie pojedyncze, rodzinne grupy, które tak jak my wybrały tej niedzieli aktywną formę spędzenia wolnego czasu. Warto się tu wybrać o każdej porze roku, bo jest... po prostu bajecznie. Po ok. pół godzinnym marszu i przejściu 1,5 km dotarliśmy do pierwszego z celu naszej wędrówki, czyli wodospadu Jeleń.

Roztoczańska "Niagara" - fot. Tomasz Banach

Wodospad swoją nazwę zawdzięcza strudze Jeleń, na której się znajduje. Przebiega ona granicą pomiędzy Roztoczem Środkowym, a Równiną Biłgorajską i jest prawym dopływem rzeki Tanew. Swój początek bierze ze zbiornika wodnego, nieco szumnie zwanego "Morskim Okiem". To właśnie w środkowym odcinku jego nurtu usytuowany jest największy wodospad w strefie krawędziowej Roztocza - chroniony jako pomnik przyrody. Wysokość tego progu skalnego to 1,52 metra, a szerokość sięga ponad 9 metrów. na chwilę zatrzymaliśmy się w tym miejscu wsłuchując w szum wodospadu.

Na rozstaju dróg... - fot. Anna Siedlikiewicz

Trzeba było jednak ruszać w dalszą drogę. Chwila zastanowienia, którą drogę wybrać przy drogowskazie usytuowanym przy Jeleniu i decyzja podjęta. Dalej wyruszamy niebieskim szlakiem prowadzącym wzdłuż potoku. Nadmienię w tym miejscu tylko to, że do wodospadu również można dostać się inna drogą, a mianowicie rozpoczynając wędrówkę przy stacji PKP w Suścu i podążając niebieskim szlakiem przez 3 km. Tę trasę zostawimy sobie na inną okazje, gdyż zapewne wrócimy tu jeszcze nie raz podczas naszej eksploracji Roztocza.

Iście górski krajobraz na Roztoczu - fot. Tomasz Banach

Wyruszyliśmy dalej wraz z nurtem Jelenia. Początkowo szliśmy przy samym potoku, by następnie wspiąć się na dość stromą skarpę doliny. Jeleń toczy swe wody krętą i wąską doliną, o bardzo stromych zboczach. Krajobraz jest typowy dla doliny, jakie możemy spotkać przy górskich potokach. W okolicach tego miejsca mijamy jeszcze kilka mniejszych progów skalnych tworzących miniwodospady. Na dość płaskiej równinie napotykamy na tablicę informacyjną, mówiącą o tym, że "droga jest niebezpieczna i Nadleśnictwo nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne wypadki".  Nas ta informacja bynajmniej nie odstraszyła, a nawet jeszcze bardziej zachęciła do dalszej wędrówki. Mogłoby się wydawać, że takie ostrzeżenie w tym miejscu, jest niczym nie uzasadnione, ale o jego zasadności przekonaliśmy się dopiero po przejściu kolejnego odcinka trasy. 

 Zejście do mostku na Jeleniu - fot. Tomasz Banach

Tutaj czekało na nas dość strome, piaszczyste zejście do drewnianego mostku na Jeleniu. Na szczęście wystające z podłoża korzenie układały się w naturalne "poręcze", które z znacznym stopniu ułatwiły nam zejście. Przekroczyliśmy potok, by po drugiej jego stronie oddać się wspinaczce na stromy stok doliny Jelenia. Z podziwem spoglądałem nie tylko na Anię, która dzielnie znosiła trudy wędrówki, ale i na biegacza, który susami zostawił nas daleko za sobą. Przypomniały mi się czasy kiedy i ja tak pędziłem przemierzając bieszczadzkie... i nie tylko zresztą bieszczadzkie szlaki. Dalsza wędrówka była już o wiele mniej wymagająca. Ruszyliśmy więc dziarsko przed siebie leśnym szlakiem. Oddaliliśmy się nieco od samej doliny Jelenia, by napawać się urokiem lasów pogranicza Roztocza i Puszczy Solskiej. 

Miejsce ujścia Jelenia do Tanwi - fot. Tomasz Banach

Trzymając się wciąż niebieskich znaków szlaku pieszego doszliśmy do miejsca, gdzie wody Jelenia mieszają się z wodami Tanwi. Tutaj niego odbiliśmy w prawo, by trzymając się czarnego szlaku wspiąć się na położone 246 m n.p.m. wzniesienie zwane Kościółkiem lub Zamczyskiem. Jak możemy dowiedzieć się z ustawionych tutaj tablic, archeolodzy podczas prowadzonych badań, odkryli tutaj pozostałości grodziska, które było zamieszkałe przez osadników na przełomie VIII i IX wieku, natomiast sam gród datowany jest na XII - XIII wiek. Grodzisko, rozłożone na powierzchni 1,5 ha było wykorzystywane raczej czasowo jako schronienie w czasie najazdów wrogich wojsk na te tereny.  

Tablice informacyjne - fot. Tomasz Banach

Krąży również legenda mówiąca jakoby mieścić się tu miał zamek rycerza Gołdapa, ale posłuchajcie sami... "Dawno, dawno temu żył rycerz Gołdap. Przybywszy na piękne, dziewicze tereny obecnego Roztocza, postanowił wraz z ukochaną osiedlić się na nich. I tak powstał na wzgórzu potężny gmach zamku, otoczony grodziskiem. Lata mijały, aż na świat przyszła córka rycerza - piękna dziewczynka którą nazwano Tanewa. Wyrosła ona na bardzo urodziwą młodą damę. Niestety nastał czas najazdów i Tatarzy łupiąc i mordując, napadli również na zamek Gołdapa. Los chciał, że rycerz przebywał wtenczas poza zamkiem i choć broniono go z zaciekłością, został on przejęty przez łupieżców i sztuką podstępu spalony. Duma i odważna Tanewa wybrała śmierć zamiast hańby i rzuciła się z wysokiej wieży. Rozpacz jej ojca, kiedy powrócił do domu była tak wielka, że zburzył on zamek i wybrał żywot w samotni. Jako że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, również w tej opowieści musiało się ono zawierać. Dawniej wzgórze nazywano bowiem GOŁDA, a rzeka po dziś dzień nazywa się Tanew...". (źródło legendy: www.magiczneroztocze.pl)

Miejsca pamięci na wzgórzu Kościółek - fot. Tomasz Banach

Legendy legendami, ale czas wrócić do faktów historycznych. A te mówią o tym, że w XVIII wieku na terenie grodziska istniała duża cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Bazylego. Przy świątyni znajdował się również cmentarz grzebalny. W kolejnych latach odremontowaną cerkiew przemianowano na kościół rzymskokatolicki. W związku z niewielkim zaludnieniem tych terenów świątynia jednak pustoszała, by ostatecznie zostać rozebraną w 1796 roku, jej wyposażenie zostało przeniesione do kościoła w niedalekim Suścu. W czasie II wojny światowej miejsce to  stanowiło schronienie dla partyzantów, którzy okopywali tu zamaskowane ziemianki. Ich walkę obronną z okupantem upamiętniają stojące tam krzyże: drewniany i kamienny oraz pomnik. 

Widok z mostku na Tanwi - fot. Tomasz Banach

Zeszliśmy z wzniesienia, by powrócić na niebieski szlak, którym podążyliśmy w dalszą drogę w kierunku dawnej tamy na Tanwi, gdzie zaplanowaliśmy krótki postój. Szliśmy teraz leśną drogą wzdłuż wijącej się w dole licznymi meandrami Królowej tutejszych rzek. W myślach próbowałem sobie wyobrazić, to miejsce przed wiekami. Dzisiaj dzikie i skryte w leśnej głuszy, kiedyś tętniło życiem i gwarem grodziska... W uszach słyszałem cerkiewne śpiewy modlących się w cerkwi Bazylianów, a w powietrzu czułem woń kadzidła. Cóż pozostało po tamtych czasach... Niewiele. Jedynie pamięć i kilka pomników. Dzisiaj zaglądają tutaj jedynie leśnicy, przyrodnicy, czy też turyści pragnący obcować z dziką przyrodą. Polecam to miejsce wszystkim, którzy pragną aktywnie spędzić czas... A o tym co działo się podczas naszej wędrówki później i jak dotarliśmy z Anią na parking, gdzie zostawiliśmy auto przeczytacie TUTAJ Zapraszam Serdecznie do lektury i wspólnych wędrówek. 


poniedziałek, 2 listopada 2020

Dzień Zaduszny... Czas zadumy, refleksji, zastanowienia nad przemijaniem, śmiercią, wiecznością...

Rzeźba Anioła na cmentarzu parafialnym w Częstoborowicach (2013)

Drugi dzień listopada, to czas w którym szczególnie wspominamy tych, których nie ma już wśród nas... Naszych bliskich, krewnych, przyjaciół... Ludzi, którzy odgrywali i nadal w pewien sposób odgrywają ważne role w naszym życiu... Osoby, które kształtowały nasze poglądy, postawy życiowe... Dzisiaj możemy im podziękować za to wszystko... A jednocześnie jest to dzień, w którym każdy z nas powinien głębiej zastanowić się nad tym co sam pozostawi po sobie kiedy odejdzie... Jak będzie wspominany przez znajomych, rodzinę, tych którzy tu pozostaną... Bo tyle żyje człowiek na tym świecie co trwa pamięć o nim...

Ja w tym dniu szczególnie otaczam pamięcią o moich bliskich... W tym roku w Święto Zmarłych nie dane nam było odwiedzić ich grobów, ale to też nie do końca tylko o odwiedziny chodzi... czasami wystarczy ciche wspomnienie, modlitwa, czy w samotności uroniona łza... Wspominam dzisiaj w szczególny sposób tych wszystkich, którzy odeszli w ostatnim roku. Kilku znajomych, przyjaciół wędruje już dzisiaj po "niebieskich szlakach", a jeszcze tak nie dawno razem pozdrawialiśmy się w czasie spotkań, na turystycznych "eskapadach", czy zasiadaliśmy przy wspólnym ogniu... Cześć ich pamięci! Na zawsze pozostaniecie w moim sercu!

Spoczywajcie w Pokoju! Wieczny odpoczynek racz Wam dać Panie! 

niedziela, 1 listopada 2020

Pamiętajmy o naszym wspólnym dziedzictwie jakim są cmentarze

Ja podczas kwesty w 2016 roku

Od kilku lat pierwszy listopada kojarzył mi się nie tylko z dniem Wszystkich Świętych i wizytami na grobach bliskich zmarłych, ale również z cmentarną kwestą na rzecz ratowania zabytków cmentarnych. W tym roku ze względu na pandemię Covid - 19 będzie nieco inaczej. 
Ale troszkę wspomnień i historii.. Wszystko rozpoczęło się jeszcze w czasie kiedy mieszkałem w Lublinie. Który, to był rok? W tej chwili trudno mi sobie to przypomnieć w tej chwili. Wówczas to poznałem pana Stanisława Santarka, Przewodniczącego Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublina. Postanowiłem się przyłączyć, do prowadzonej przez Komitet zbiórki. Kwestowałem wówczas na cmentarzach przy ul. Lipowej.  Było to dla mnie, szarego przewodnika turystycznego ogromne wyróżnienie, gdyż wśród kwestujących byli znani przedstawiciele władz, ludzie kultury, ludzie, których znałem w dużej mierze jedynie z mediów. A cel zbiórki, jak najbardziej szczytny. Cmentarny przy Lipowej w Lublinie, to najbardziej znany zespół cmentarny we wschodniej Polsce. Jego założenie  datowane jest na rok 1794. Ma on wielonarodowy i wielowyznaniowy charakter, można na nim zobaczyć wiele nagrobków będących cennymi dziełami sztuki rzeźbiarskiej. A więc i potrzeby związane z renowacją zabytków cmentarnych ogromne. Cieszę się, że mogłem i ja dołożyć swoją skromną cegiełkę do tego by ocalić zabytki cmentarne dla potomnych.


Kiedy przeprowadziłem się do Zamościa również postanowiłem włączyć się kwestowanie. Tym razem na cmentarzu parafialnym przy ul. Peowiaków. Tu kwestowaliśmy corocznie z członkami naszego Stowarzyszenia Turystyka z Pasją nieprzerwanie, aż do roku ubiegłego. W tym roku miało być podobnie. Niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany. Zbiórki do puszek w tym roku nie będzie. Decyzją rządu cmentarze w te dni są zamknięte dla odwiedzających. Zbiórka, dzięki zaangażowaniu Społecznego Komitetu Odnowy Cmentarza Parafialnego w Zamościu przybrała nieco inną, bezpieczną formę. Można wpłacać pieniądze na konto Komitetu podane na plakacie informacyjnym. Zachęcam Wszystkich, którzy mogą w ten trudny czas, do tego by wesprzeć tę jakże ważną i pożyteczną inicjatywę. 


Trzecia już kwesta odbędzie się również na cmentarzu w Częstoborowicach w mojej rodzinnej parafii. bardzo długo zastanawiałem się jak ruszyć temat ratowania pięknych zabytków cmentarnych na tej nekropoli. Na szczęście znaleźli się wspaniali ludzie, pasjonaci ze Stowarzyszenia Wspierania Aktywności Lokalnej Gminy Rybczewice, którzy podjęli się trudu zorganizowania zbiórki i ochrony zabytków cmentarnych. W tym roku zbiórka w Częstoborowicach także przeniosła się do internetu. Datki można wpłacać przez portal zrzutka.pl Więcej informacji na temat zbiórki dowiecie się klikając TUTAJ Polecam Wszystkim!
Nie zapominajmy o naszej wspaniałej historii, której jednym z elementów są właśnie cmentarze. Pamiętajmy o tym, że wcześniej czy później i my spoczniemy na nich. Szanujmy naszą kulturę, nasze niepowtarzalne dziedzictwo. Także to zamknięte w zabytkach cmentarnych.

wtorek, 27 października 2020

Wsłuchani w "szum" natury - czyli spacer po Rezerwacie nad Tanwią

Rezerwat nad Tanwią - Jesień 2020 - fot. Tomasz Banach

Korzystając z w miarę ładnej jesiennej aury, postanowiliśmy z Anną wyruszyć na szlaki piesze Roztocza. Na pierwszy ogień poszedł bardzo często uczęszczany przez miłośników pieszych wędrówek szlak "Szumów" w Rezerwacie nad Tanwią. Zawsze fascynowało mnie to miejsce. Pierwszy raz odwiedziłem go lata temu, kiedy to zaczynałem swoją przygodę z eksploracją Roztocza. Teraz wracam tam, by wsłuchać się w szum wodospadów tak często jak tylko mogę. Zarówno z moimi turystami jak i indywidualnie. 

Szumi, szumi woda - fot. Tomasz Banach

Zanim przejdę do opisu samego naszego wędrowania warto wspomnieć w kilku słowach o samym rezerwacie. Powstał on w 1958 roku na powierzchni ok. 41 ha. Celem utworzenia, położonego na terenie gminy Susiec rezerwatu, jest ochrona najpiękniejszych i najciekawszych fragmentów rzeki Tanew i Jeleń obejmujących skupisko niewielkich wodospadów. Wśród meandrów Tanwi na odcinku ok 400 metrów możemy wsłuchać się w szum 24 progów skalnych, nazywanych właśnie... szumami. Ich cechą charakterystyczną jest regularne położenie w ukośnie w stosunku do koryta rzeki. Po rezerwacie przeprowadzono dobrze oznakowaną i opisana ścieżkę dydaktyczną, przechodząc którą zobaczymy nie tylko najpiękniejszy przełom Tanwi, ale także bardzo ciekawą szatę roślinną. Tyle informacji o rezerwacie... czas wyruszyć w drogę. 

Obcując z dzika przyrodą - fot. Tomasz Banach

Rezerwat nad Tanwią, to tylko jedna atrakcji jakie tego dnia udało nam się odwiedzić na Roztoczu. Nasze wędrowanie rozpoczęliśmy od parkingu, który o tak wczesnej porze świecił jeszcze całkowitą pustką. W ścisłym sezonie turystycznym to widok bardzo rzadki. Był to znak, że na szlaku nie będzie zbyt tłoczno i spokojnie będziemy mogli wsłuchać się w szum wodospadów. Ruszyliśmy więc ścieżką dydaktyczną "Nad Tanwią" przekraczając rzekę przez urokliwy drewniany mostek. Po drugiej stronie przeszliśmy przez rozległą łąkę, oddalając się nieco od samego nurtu rzeki, by powrócić na jej brzeg po kilku minutach marszu. Tutaj ścieżka się rozdziela umożliwiając wędrówkę zarówno jednym jak i drugim brzegiem Tanwi. My wybraliśmy przejście prawym brzegiem. W tym celu przeszliśmy mostkiem na drugą stronę, udając się wraz z nurtem wąską ścieżką tuż przy ogrodzeniu prywatnej posesji. Tuż za nią znaleźliśmy się na kolejnym rozstaju szlaków. W tym właśnie miejscu postanowiliśmy oddalić się nieco od rzeki i przejść pod najwyższy wodospad na rezerwacie znajdujący się na potoku Jeleń. O tym przejściu przeczytacie już niebawem na moim blogu, gdyż jest to również bardzo atrakcyjne miejsce, które chciałbym Wam polecić... Ale na to trzeba będzie chwileczkę poczekać... Cierpliwości! 

Pozostałości tamy na Tanwi - fot. Tomasz Banach

Na szlak Szumów na Tanwi wróciliśmy po dość długim spacerze żółtym, a następnie niebieskim szlakiem wzdłuż Jelenia i Tanwi, by zatrzymać się w okolicach dawnej tamy przy nieistniejącej stanicy harcerskiej im. Józefa Piłsudskiego zwanej od nazwiska inicjatora jej budowy, Brunona Olbrychta - "Olbrychtówką". Stanica powstawała od 1936 roku w okolicy rezerwatu i miejsca w którym w 1901 roku granicę między Królestwem Polskim, a Galicją przekroczył Józef Piłsudski. Grunt pod budowę harcerskiej ostoi, jak i drewno na jej budowę ofiarował XV Ordynat Maurycy Zamoyski. Dla wygody i komfortu odwiedzających stanicę na rzece wybudowano również tamę, dzięki czemu powstał niewielki zalew, w którym wypoczywający tutaj harcerze mogli zażywać kąpieli. Drewniany budynek został jednak spalony przez żołnierzy niemieckich we wrześniu 1939 roku. Przy tamie znajduje się również krzyż upamiętniający poległego 17 września 1939 roku Władysława Skrobana - administratora stanicy.

Czas na przekąskę w podróży - fot. Tomasz Banach

To właśnie na pozostałościach dawnej tamy postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek i posilić się małym "co nie co". Często wybieram to miejsce na chwilę wytchnienia maszerując tym szlakiem z moimi turystami. Jedzonko nigdzie tak dobrze nie smakuje jak na świeżym roztoczańskim powietrzu. A i pora na przekąskę była już odpowiednia. Posiłek i kubek ciepłej kawy czy herbaty dał nam siłę do dalszego wędrowania. Wyruszyliśmy więc w dalszą drogę Szlakiem Szumów na Tanwi.

Ania przy "Źródełku Miłości" - fot. Tomasz Banach

Tym razem wędrowaliśmy w górę rzeki. Po drodze minęliśmy kolejny drewniany mostek, którym można przekroczyć rzekę. Ja najczęściej wybieram tę stronę rzeki wracając w kierunku parkingu, gdyż idąc pod prąd wszystkie progi skalne mamy przed sobą, co ułatwia zarówno ich podziwianie jak i fotografowanie. Zatrzymaliśmy się ponownie na zielonej polanie, skąd schodząc w kierunku koryta rzeki, można zaczerpnąć wody z ocembrowanego "Źródełka Miłości". Jak czytamy na ustawionej nieopodal źródełka tablicy informacyjnej, wiążą się z tym miejscem popularne roztoczańskie legendy: "Jeżeli chłopak z dziewczyną w słoneczny poranek lub księżycową wiosenną noc, napiją się wody ze źródełka, to zakochają się w sobie wzajemnie, a ich miłość będzie trwała do końca życia". Inna legenda mówi, że "Wypicie wody z tego źródełka gwarantuje spełnienie marzeń". Na pewno warto spróbować! Z polany, wchodząc po drewnianych schodach, można również zboczyć na chwilę ze szlaku, by odwiedzić równie legendarny jak źródełko sklepik "U Gargamela" . Tutaj w sezonie turystycznym można chwilę odpocząć, posilić się ciepłym posiłkiem popijanym zimnym piwkiem (najlepiej z lokalnego Browaru Zwierzyniec), lub schłodzić się nieco włoskimi lodami. Tutaj także można zakupić roztoczańskie pamiątki.

Ścieżka "Nad Tanwią" - fot. Tomasz Banach

Ruszamy dalej w górę rzeki mając przed sobą skośnie przecinające koryto rzeki progi skalne, które od wieków szumiały i szumią nadal miejscowym mieszkańcom. Powstały one w wyniku ruchów tektonicznych w trakcie fałdowania Karpat. Tędy przebiega (i jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie jest to wyraźnie widoczne) granica geologiczna dzieląca Europę Zachodnią – fałdową od Europy Wschodniej – płytowe. My wsłuchujemy się w szum wodospadów i mimo tego, że właśnie zaczęła siąpić niewielka mżawka, upajamy się pięknymi widokami, podążając wąskimi ścieżkami i kładkami biegnącymi przy samym nurcie Tanwi. Zbocza lessowej doliny rzeki opadają w tym miejscu dosyć stromo i kiedy szlak jest rozmoknięty trzeba uważać na to by nie zaliczyć wpadki do wody. Można by w ten sposób podzielić losy legendarnej Tanewy, córki Gołdapa - dzielnego kasztelana grodu założonego w widłach Tanwi i Jelenia, która to chcąc uniknąć niewoli tatarskiej rzuciła się w toń rzeki, która od jej imienia od tego czasu Tanwią zwano. O Tanewie i etymologii nazwy rzeki krążą do dzisiaj jeszcze inne podania, o których możecie posłuchać wybierając się ze mną na wycieczkę w te urokliwe strony. Zapraszam Serdecznie!

Ostanie progi skalne na naszej trasie - fot. Tomasz Banach

Szkoda, że nie da się we wpisie oddać zapachów lasu pomieszanego z otaczającą nas odświeżającą wilgotnością unoszącą się w powietrzu. Jest to prawdziwy raj, który możemy poczuć wszystkimi zmysłami. Upojeni przyrodą docieramy do mostku przez, który przechodziliśmy idąc wcześniej w dół rzeki. teraz pozostajemy nadal po tej samej stronie, by po raz kolejny przejść rozległą łąką i na chwilę oddalić się od nurtu rzeki. Kolejny mostek również pozostawiamy po swojej lewej stronie, by przejść ostatnim odcinkiem w kierunku drogowego mostu na Tanwi. Jest to według mnie jeden z najwspanialszych odcinków tego szlaku. oddalone od siebie o kilkadziesiąt metrów wodospady, sprawiają, że widok zapiera dech w piersiach. W ten właśnie sposób dochodzimy do wspomnianego wyżej mostu. Po dwu jego stronach ustawiono repliki budek granicznych i szlabanów, by upamiętnić fakt, że Tanew na tym odcinku, po Kongresie Wiedeńskim z 1815 roku była rzeką graniczną pomiędzy zaborem rosyjskim (Królestwem Polskim), a zaborem austriackim (Galicją). Gdybyśmy wybrali się na wędrówkę tym szlakiem nieco ponad sto lat temu byłaby to wycieczka... zagraniczna.

Wiata przy parkingu - jesień 2018 - fot. Tomasz Banach

Przechodzimy na drugą stronę mostu, by znaleźć się ponownie na parkingu, z którego rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Przy parkingu znajduje się wiata, pod którą można odpocząć po trudach podróży. Dla tych, którzy nie zdążyli nabyć pamiątek (w sezonie turystycznym) można się w nie zaopatrzyć w usytułowanym tutaj sklepiku. Pokrzepić się można również pysznymi goframi serwowanymi w tym właśnie miejscu. Tutaj kończymy nasz spacer przez Rezerwat "Nad Tanwią". Polecam szczególnie to miejsce docenione przez czytelników w plebiscycie „Rzeczypospolitej”, którzy zaliczyli je w 2008 r. do „7 Cudów Polskiej Natury”, a w 2016 r. w konkursie miesięcznika National Geographic Traveler na „7 Nowych Cudów Polski” otrzymało tytuł laureata. Na pewno jeszcze nie raz... ani nawet nie dwa będziemy wracać by wsłuchać się w szum Tanwi do czego i Was zachęcam. teraz czas wyruszyć dalej. A gdzie? O tym przeczytacie na pewno w kolejnych wpisach na moim blogu. Zapraszam do lektury!


wtorek, 20 października 2020

„Pięknie i słodko umrzeć za ojczyznę” - w rocznicę śmierci Hetmana i Kanclerza Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego

W kolegiacie w Żółkwi
Cytat w tytule dzisiejszego artykułu gościły często na ustach Wielkiego Bohatera Narodowego, jakim był i jest niewątpliwie Stanisław Żółkiewski - Hetman Wielki Koronny, Kanclerz Wielki Koronny, pogromca Moskwy, zdobywca Kremla.
Wraz z pracownikami Biura Turystycznego Quand, członkami Fundacji Banici Zamojscy oraz zaproszonymi gośćmi, 6 października - przeddzień rocznicy bohaterskiej śmierci Stanisława Żółkiewskiego -  miałem wielki zaszczyt i niewątpliwą przyjemność pokłonić się nad Jego grobem w kolegiacie pw. św. Wawrzyńca w Żółkwi w której spoczęły jego szczątki po bohaterskiej śmierci w bitwie pod Cecorą.
Jak czytamy w opracowaniu dotyczącym osoby Hetmana: "Ród Żółkiewski wywodził się z Rusi, ale szybko się spolonizował. Ojciec Stanisława był wojewodą ruskim. On sam przyszedł na świat w 1547 roku w Turynce. Wpływy ojca wprowadziły go w krąg Jana Zamoyskiego co pomogło mu zostać sekretarzem króla Stefana Batorego. ten protektorat skutecznie przyspieszył karierę ambitnego szlachcica. na ten okres przypada też rysa na nieskazitelnym niemal wizerunku bohatera - współcześni ganili go za współudział w straceni Samuela Zborowskiego. Staranne wykształcenie, doświadczenie kancelaryjne i znajomość kilku języków czyniły z Żółkiewskiego idealnego pretendenta do służby dyplomatycznej. Żółkiewski podążył jednak inną drogą... Wybrał wojaczkę na chwałę swoją i Przeświętej Rzeczpospolitej. 
Przy sarkofagu Stanisława Żółkiewskiego
Walczył przeciwko zbuntowanym gdańszczanom, przeciwko cesarzowi Maksymilianowi , w Inflantach, przeciwko pułkom moskiewskim, watahom tatarskim, wojskom tureckim. W 1596 roku stłumił kozacko - chłopskie powstanie Semena Nalewajki. W 1609 stanął na czele wyprawy na Moskwę. To w czasie tej kampanii miał miejsce najbardziej spektakularny sukces Żółkiewskiego - niewiele ponad trzy tysiące kierowanych przez niego żołnierzy rozbiło pod Kłuszynem dziesięciokrotnie liczniejsze wojska moskiewskie. Zwycięstwo otworzyło hetmanowi drogę do Moskwy, którą zajął jako pierwszy Europejczyk w historii. Dzięki pertraktacjom Żółkiewskiego bojarzy obrali carem polskiego królewicza Władysława IV. Był to ogromny sukces wojskowy jak i dyplomatyczny Rzeczypospolitej - jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy. 
Chwila skupienia w żółkiewskiej krypcie
Żółkiewski całe życie igrał ze śmiercią. Ta dopadła go 7 października 1620 roku na cecorskiej ziemi. Hetman zginął tak żył - na polu bitwy. Wiedział dokładnie, że w roku 1621 rzuci się na Rzeczpospolitą sam sułtan turecki, a tymczasem granica nie jest dostatecznie osłonięta. Żołkiewski postanowił wyprzedzić działania tureckie. Wyprawa jednak nie była dostatecznie przygotowana od strony militarnej. Hetman zginął w czasie odwrotu wojsk polskich. jego głowę zatknięto na pikę i zawieziono sułtanowi. Dopiero dwa lata później udało się wdowie po Żółkiewskim wykupić szczątki męża, które spoczęły w żółkiewskiej kolegiacie. Na grobie Żółkiewskiego umieszczona została inskrypcja zaczerpnięta z "Eneidy" - "Powstanie kiedyś z kości naszych mściciel". Napis okazał się proroczy. hetmana pomścił jego prawnuk król Jan III Sobieski podczas słynnej Viktorii Wiedeńskiej.  
Magistrat w Żółkwi
Jeszcze raz dziękuję p. Andrzejowi Kudlickiemu z Biura Turystycznego Quand za możliwość uczestnictwa w tej jakże doniosłej chwili, którą ciekawą oracją uświetnił Ryszard Jan Czarnowski, przewodnik, grafik znawca kresów, autor licznych publikacji w tym przewodników, po dawnych kresach Rzeczpospolitej. Podczas pobytu, był również czas na krótkie "epidemiczne" zwiedzanie Żółkwi i na spotkanie integracyjne, podczas którego mogliśmy podyskutować i zgłębić swoją wiedzę na temat Stanisława Żółkiewskiego jak i pięknej Ziemi Żółkiewskiej w obwodzie Lwowskim. Ta wizyta na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci... Byliśmy w grupie nielicznych, którzy w rocznicę śmierci Hetmana i Kanclerza Wielkiego Koronnego nawiedzili miejsce jego wiecznego spoczynku. Oficjalne uroczystości związane z rocznicą śmierci Żółkiewskiego odbyły się w sobotę 10 października br. Z całego serca polecam wszystkim odwiedzenie Żółkwi  nie tylko w Roku Stanisława Żółkiewskiego - Naprawdę Warto!
  

piątek, 15 maja 2020

Z cyklu "Ciekawe miejsca" - Wieża widokowa w Kornelówce.


Wieża widokowa w Kornelówce - fot. Tomasz Banach

Z oddali wygląda jak pozostałość średniowiecznej warowni, rozbudzając w nas wyobraźnię o uwięzionej na szczycie wieży księżniczce i o dzielnym rycerzu zmierzającym na białym rumaku, by wybawić nieszczęśliwą niewiastę z niewoli. Dopiero kiedy podjedziemy bliżej okazuje się, że to obiekt całkowicie współczesny i na pewno nie służący jako ciężkie więzienie. Chociaż ze względu ma swoje położenie, można by go uznać za bajkową samotnię. Mowa tutaj oczywiście o wieży widokowej w Kornelówce koło Zamościa, którą odwiedziłem podczas niedzielnej wycieczki rowerowej. Pogoda jak widać na zdjęciach była cudna, więc trzeba było się nieco poruszać.

Widok na pola z okna wieży widokowej - fot. Tomasz Banach

Według Słownika geograficznego Królestwa Polskiego z roku 1883 Kornelówka stanowiła folwark w powiecie zamojskim, gminie Zamość, parafii Sitaniec. Folwark ten oddalony o 11 wiorst od Zamościa, położony między lasami, stanowił około roku 1883 własność Kornelego Malczewskiego, gleba w nim była urodzajna, pszenna. Wieża widokowa w Kornelówce położona jest na wzgórzu (272 m n.p.m) na północ od centrum miejscowości. Jej wysokość to 8,15 m. Taras widokowy na wybudowanej w 2014 roku wieży znajduje się na wysokości 6,45 m od podstawy budowli. 

Widok z tarasu widokowego w kierunku Zamościa

Rozciąga się z niej widok na okolicę, między innymi Padół Zamojski z Zamościem oraz Skierbieszowski Park Krajobrazowy. Roztaczający się stąd pejzaż zapiera dech w piersiach. Warto umieścić to miejsce na trasie swojej wycieczki, by rozkoszować się pięknem otaczającego nas krajobrazu. Będąc w Kornelówce warto również odwiedzić niedalekie Muzeum Etno - Art w Rozdołach (o Muzeum pisałem w oddzielnym wpisie) jak i malownicze tereny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego.

czwartek, 14 maja 2020

Z cyklu: "Ciekawe miejsca" - Zapraszamy do Muzeum "Etno - Art" w Rozdołach.


Muzeum Etno - Art zaprasza turystów - fot. Tomasz Banach

Podczas niedzielnej wycieczki rowerowej po okolicach Zamościa postanowiłem odwiedzić miejsce wyjątkowe, miejsce które ma swój niebywały klimat, charakter, głębie i duszę. A to wszystko dzięki pasji, zapałowi, niesamowitej energii, a przede wszystkim wielkiemu talentowi twórczyni tej "oazy spokoju" czyli Eli Dudek. Dzisiaj zabiorę Was do Muzeum Etno - Art w Rozdołach w gminie Sitno. Niedaleko, bo ok. 16 km od Zamościa, w bliskości lasu i przyrody, na granicy otuliny Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego, znajduje się "Królestwo Eli".

W malinowym chruśniaku... - fot. Tomasz Banach

Rozdoły to wieś położona w północno-wschodniej części gminy Sitno, w okolicach źródełek rzeki Marianki, dopływu rzeki Wolicy. Północna część wsi położona jest na terenie Działów Grabowieckich, jednostki fizjograficznej charakteryzującej się bardzo urozmaiconym, pagórkowatym krajobrazem. Ta część Rozdołów leży na terenie Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa wsi jest nazwą topograficzną, związaną z ukształtowaniem terenu oznaczając „ miejsce położone w dolinach (dołach) między pagórkami" i powstała stosunkowo późno, na początku XX wieku.

Wnętrze Muzeum Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Muzeum Etno - Art składa się z dwu integralnych części. Pierwsza, zlokalizowana w domu rodzinnym Eli, to ekspozycja dotycząca je wielkiej pasji jaką jest sztuka ludowa i rękodzieło. Znajdziemy tutaj zarówno wzory haftów zamojskich, koronek, elementy strojów regionalnych jak i liczne dyplomy potwierdzające zdolności autorki, ale także materiały dokumentujące dzieje Rozdół, jak i równie ciekawe dzieje rodziny Eli. Jej przodkowie pochodzą z Niemiec i przybyli na te tereny sprowadzeni przez Andrzeja Zamoyskiego X właściciela Ordynacji Zamojskiej podczas tzw. osadnictwa józefińskiego. Mieli oni tutaj dawać dobry przykład w prowadzeniu gospodarstw miejscowym gospodarzom. Tą niemiecką gospodarność można w zagrodzie Eli zobaczyć na każdym kroku, chociaż jak sama mówi o sobie czuje się całkowicie "zasymilowana" i przez to za cel w swoim muzeum postawiła sobie krzewienie miejscowej kultury i tradycji.

Elementy stroju zamojskiego z charakterystycznym haftem krzyżykowym - fot. Tomasz Banach

Właścicielka Etno - Art to także znana w regionie (i nie tylko) twórczyni ludowa (z papierami) specjalizująca się głównie w wyrobach koronkarskich, dzierganiu biżuterii z lnu, bawełny, robi bukiety z suchych, a ostatnio również żywych kwiatów.  W muzeum na każdym niemal kroku możemy spotkać anioły... Tak anioły, które Ela maluje akrylami na starym specjalnie do tego celu przygotowanym drewnie. Każdy może tutaj znaleźć swojego anioła... na przykład zamawiając go u Eli. Może kiedyś uda mi się namówić Elę, by i dla mnie takiego Anioła Stróża wykonała... Aniołów Stróżów nigdy dosyć... Dzięki temu, że właścicielka muzeum posiada tyle talentów, to po za zwiedzaniem muzeum można również osobiście spróbować swych sił w rękodzielnictwie, biorąc udział w warsztatach prowadzonych w Etno - Art. Po trudach zwiedzania i warsztatach jest możliwość organizacji ogniska w malowniczo położonej zagrodzie w Rozdołach.

Wnętrze mini skansenu w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Druga część muzeum Etno - Art w Rozdołach, to mini skansen stworzony przez właścicielkę w dawnej stodole. to tutaj możemy obejrzeć eksponaty związane z codziennym życiem i pracą na zamojskiej wsi. Znajdziemy tutaj zarówno "maszyny" rolnicze, jak i sprzęty codziennego użytku. Sam pochodzę ze wsi i zawsze z sentymentem wspominam pracę na wsi przy użyciu "akcesoriów", które już dzisiaj można często obejrzeć jedynie w skansenach lub walające się w zakątkach wiejskich gospodarstw. W Etno - Art wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest skomponowane w bardzo ciekawy sposób.

Sprzęty gospodarskie w Etno - Art - fot. Tomasz Banach

Warto wybrać się do muzeum również ze swoimi pociechami, by pokazać im to całe bogactwo jakie zostało zgromadzone w Etno - Art. Zawsze jak mam przyjemność oprowadzać "małoletnich" ale również starszych turystów po skansenach bawimy się w pewną zabawę. Jest to quiz z wiedzy o tym co jak się nazywa i do czego służyło. Często, kiedy przyjeżdżają turyści z innych części naszego kraju, okazuje się, że na pozór te same sprzęty mają całkiem inne nazwy lokalne, a często i wykorzystywane były w różny, często zaskakujący sposób. Muzeum w Rozdołach to idealne miejsce do spędzenia czasu w rodzinnym gronie i równie rodzinnej atmosferze stworzonej przez właścicielkę obiektu. Jak zwiedzić Etno - Art, czy wziąć udział w warsztatach? Najprościej zadzwonić i się umówić na konkretny termin i godzinę. Szczegółowe informację znajdziecie na plakacie zamieszczonym poniżej, jak i na facebookowym profilu Muzeum. Z całego serca polecam odwiedziny w tym magicznym miejscu.

Na koniec pragnę Serdecznie podziękować Eli za bardzo miłe przyjecie w Muzeum Etno - Art w Rozdołach, oraz za oprowadzenie po ekspozycji. o pysznej kawie, wypitej w w ogrodzie i maślanych bułeczkach nawet nie wspomnę... Dziękuję Elu... i trzymaj tak dalej. To co robisz jest wspaniałe!!!